If it ain't got you, baby.

Możesz przeżyć całe życie, nie dostrzegając, że to, czego szukasz jest tuż przed Tobą.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

- Pamiętasz, jak jakiś czas temu mówiłam, że sama nie wiem, czego chcę? - mój zamyślony rozmówca skinął głową. - Już chyba wiem.

Obudziłam się, wtulona w najgłupszego, a zarazem najukochańszego faceta na świecie. Tak. Emily Booth i Harry Styles nareszcie razem. Wtedy jeszcze nie pisały o tym żadne magazyny. Starałam się jak najciszej wyślizgnąć z łożka, ale mi się nie udało.
- Gdzie idziesz? - mruknął Harry, już nie tak bardzo lokowaty jak wcześniej, przecierając swoje zaspane oczy.
- Zrobić ci śniadanie.
- Nie jestem głodny, chodź tu do mnie - wyciągnął dłoń w moją stronę. Uśmiechnęłam się.
- Przesadziłam - na jego twarzy pojawił się wyraz niezrozumienia. - Nie tylko tobie zrobię to śniadanie, też jestem głodna. - roześmiana opuściłam sypialnię i ruszyłam do kuchni. Czas start, Pani Kuchareczko. Tam odsłoniłam rolety, uchyliłam okno i włączyłam radio. Krzątając się po pomieszczeniu w samej bieliźnie i mrucząc pod nosem melodie znanych piosenek, byłam w swoim świecie. Mój rytuał przerwany został przez bardzo dobrze mi znany głos.
- I know you've never loved the sound of your voice on tape,
You never want to know how much you weigh.
You still have to squeeze into your jeans
- zapragnęłam odwrócić się od kuchennego blatu i dokończyć ostatni wers kwestii mojego chłopaka, ale to, co ujrzałam sprawiło, że wszystko wypadło mi z rąk, a serce prawie wyskoczyło z klatki piersiowej. Ubrany w smoking Harry, niósł wielki bukiet czerwonych róż i stąpał w moim kierunku.
- Nie dokończysz? - zapytał.
- But you're perfect to me - wydukałam. Halo, 998. Ja płonę.
Chłopak uklęknął przede mną z tym ogromniastym bukietem i błyszczącym pierścionkiem w ręku.
- Panno Booth, czy zechciałaby Panna zostać moją żoną?
- Ty teraz tak na serio? - nie mogłam w to uwierzyć, a do moich oczu napływały łzy.
- Tak serio, jak nigdy, Emily - wtedy byłam pewna, że łzy są oznaką szczęścia. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Chyba nikt nie wątpi w to, jaka była moja odpowiedź.


o n e y e a r l a t e r...


- Naprawdę nie chcę, aby na naszym ślubie był cały świat, albo chociaż jego połowa - powiedziałam poirytowana.
- Em - Harry pogłaskał mnie po kolanie, żebym się uspokoiła, ale widziałam, że sam też jest trochę załamany. Byliśmy na pierwszej stronie wszystkich gazet w Londynie.

''W końcu biorą ślub!!!''...bla bla bla.

- Mam super pomysł - odezwał się Niall, który był moim najlepszym przyszywanym braciszkiem. - Mogę się dla was poświęcić - spojrzeliśmy na blondaska pytająco. - Jeśli będę przez całą ceremonię z fanami, selfie focie z rąsi i te sprawy, to się od was odczepią - wyszczerzył się.
- Pomysł jest faktycznie super, ale nawet jeśli miałabym cię tam zaciągnąć siłą, to będziesz na naszym ślubie - oznajmiłam. - Ciesz się, że nie zostałeś druhną - Niallek zaskoczony moją wredotą strzelił na mnie focha, ale tak naprawdę w głębi duszy wyobraził sobie siebie w tej roli, bo po chwili odrzekł:
- Gdybym ogolił nogi tak perfekt, przedłużył włosy i poszedł do odpowiedniej kosmetyczki, to byłbym najpiękniejszą druhną, jaką widział świat.


o n e m o n t h l a t e r...


Strasznie się stresowałam. Miałam iść z Megan mierzyć sukienki ślubne, bo nie byłam jeszcze do końca zdecydowana, ale miałam wrażenie, że od ostatnich przymiarek trochę przytyłam. Szlak by to wszystko trafił. Pan Młody będzie chudszy od Panny Młodej. Dobra, to byłoby niemożliwe. Harry naprawdę zmężniał przez regularne wizyty na siłowni.
- Pięknie wyglądasz Em, nie zamartwiaj się już tak - przyjaciółka pocieszała mnie, gdy siedziałyśmy w naszej ulubionej kawiarni. Udałyśmy się do niej już po wszystkim. - Styles będzie naprawdę zachwycony, a raczej powinnam powiedzieć...podniecony.
- Megan, myślisz, że to możliwe, że jestem w ciąży? - o mało nie opluła mnie kawą.
- Tak, myślę, że to możliwe, jeśli się nie zabezpieczacie - jej twarz rozpromieniła się lekkim uśmiechem.
- Meg, to nie jest śmieszne - skarciłam ją. - Oczywiście, że się zabezpieczamy, ale mogło nam coś umknąć.
- Umknąć? Nie bądź zabawna - zachichotała.
- Weź ty się już może nie odzywaj. Sami z Mr Malik nie jesteście lepsi - oburzyłam się pół żartem, pół serio.
- Dobra... - brunetka wzięła trzy głębokie wdechy, jak miewała w zwyczaju. - Jestem w ciąży. Od miesiąca. Na ślubie powinnam jeszcze nie wyglądać najgorzej.
- Żartujesz? - byłam w totalnym szoku. - Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś?
- Dowiedzieliśmy się o tym niedawno. Nie chciałam ci zawracać mną głowy. Wiem przecież, ile teraz masz spraw do załatwienia.
- I co z tego? Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, Meg. Możemy odłożyć ślub na później, poczekamy na twój poród - nie sądziłam, że dorosłość tak szybko mnie dogoni. To były naprawdę poważne sprawy.
- Daj spokój - przewróciła oczami. - Jesteśmy z Zaynem przeszczęśliwi. Ciąża, to nie choroba.
- Megan, nawet nie wiesz, jak się cieszę - uśmiechnęłam się z ulgą, bo naprawdę myślałam, że jest z tego powodu załamana. Przytuliłam ją mocno. Wiedziałam, że będzie najlepszą matką na świecie.


T H E V O W


- Ja, Harry, biorę Ciebie Emily za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci... - z trudem powstrzymywałam łzy szczęścia. Jego oczy skierowane na mnie, jego usta, wypowiadające tak ważne słowa... - Emily, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności... - jego serce, należące tylko do mnie. NA ZAWSZE.

t e n y e a r s l a t e r...


- Od tamtej chwili jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Do dzisiaj pamiętam jego błyszczące oczy i swoje dudniące w środku serce; uśmiechniętych ludzi - moją mamę i tatę, młodszą siostrę, Anne i jej męża, Gemmę, której zawsze zazdrościłam urody, Megan z lekko wypukłym brzuszkiem i Zayna - przyszłego tatusia, Niallerka, którego teraz oficjalnie ogłaszam moim braciszkiem, Louisa i Liama... W głowie mam nasz pierwszy taniec, zapach perfum Harrego i wszystkie idealnie zagrane nuty przez mój ulubiony kwartet smyczkowy. Dokładnie pamiętam, co powiedzieli chłopaki na toaście, ich śmieszne żarty, które tak naprawdę śmieszyły tylko mnie i nielicznych gości. To był zdecydowanie najpiękniejszy dzień w moim życiu. Gdy tylko mam ochotę poczuć się tak, jak wtedy, otwieram album ze zdjęciami i przeglądam je po kilka razy. Na końcu jednak chciałabym wspomnieć o fankach One Direction. Dziękuję Wam, że mnie nie zabiłyście następnego dnia. Dobra, a teraz poważnie. Naprawdę jestem Wam wdzięczna za to, że mnie nawet polubiłyście i nie opuściłyście przeze mnie Harrego. On zawsze będzie Was kochał i nawet nie mam prawa być o żadną z Was zazdrosna. Już się tego nauczyłam. Życzę Wam, abyście również spotkały kogoś idealnego właśnie dla siebie; abyście Wy były idealne dla kogoś, takie, jakie jesteście - to najwspanialsze uczucie. Nie wiem, co jeszcze nas spotka, mnie, mojego męża i nasze dzieci, ale mam nadzieję, że jeszcze długo nie zostaniemy pozbawieni szczęścia, jakim dla siebie jesteśmy.
- Dziękujemy Ci bardzo Emily Styles za tę piękną opowieść w Graham Norton Show. Do zobaczenia!

Państwo Styles ♥.jpg
Tagi:
27.03.2014 o godz. 01:29

Harry, stara dupo - weź się w końcu w garść :D
Chcę znowu móc robić z Tobą naleśniki w Naszej tajnej kryjówce...

Kocham Cię <3

Och, a teraz się jaraj.
Jesteś piękny, jak się ogarniesz.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, PIERDOŁO! <3


...i już tak nie myśl, bo i tak nic nie wymyślisz.
Harry Styles 20.jpg
Tagi:
01.02.2014 o godz. 18:34

NIE SONDZE.


; )))
nie sądzę.jpg
Tagi:
01.12.2013 o godz. 19:42

Witam,
kilku osobom chyba nawet obiecałam,
że będę zaglądała na ich blogi,
pomimo mojej nieobecności tutaj...
Jednakże, jeśli na nie wchodzę, to z własnej woli,
nie loguję się, więc nie informujcie mnie tu o rozdziałach,
bo naprawdę nie czytam tych wiadomości.
Wybaczcie, ale nie mam już z tego takiej frajdy,
a nie chcę się do niczego zmuszać...

Wiecie jak jest...
Peace and love, wypoczywajcie! : *
Rita Ora.jpg
Tagi:
27.07.2013 o godz. 01:52
- Jesteś idiotą! – krzyknęłam w stronę chłopaka, wydostając się z wody. Wiedziałam, że to się tak skończy.
- Em… - wyjąkał i starał się do mnie zbliżyć. Przeprosiny? Nic z tego. Już długo nie byłam taka zła. Jak mogłam wsiąść z Nim do tej łódki. W ogóle ten pomysł z tym wyjazdem sam w sobie był szalony. Pojutrze miałam wyjechać, a ten wariat od razu po powrocie z Japonii wyciągnął mnie do jakiegoś lasu nad jeziorem. Wracając do łódki… Na początku było całkiem fajnie. No dobra, było świetnie. Harry wiosłował, a ja się z Niego śmiałam, nic nie robiąc. Później jednak okazało się, że skończymy jak Titanic, bo przez podłogę, o ile można to nazwać podłogą, zaczęła przedzierać się woda. W taki właśnie sposób prawie zatonęliśmy. W pewnym momencie Nasz super statek przewrócił się i Emily – perfekcyjna pływaczka miała dość poważne trudności z wynurzeniem się na powierzchnię. Całe szczęście, że do brzegu nie było aż tak daleko. Byłam na Styles’a taka wściekła, że nawet odmówiłam Jego pomocy. Gentelman w każdej sytuacji, jak Boga kocham. Zaproponował mi, że użyczy mi swoich pleców i dopłyniemy razem do brzegu. W sumie to powinien przecierpieć i mnie tam dostarczyć, bo to była Jego wina, ale miałam Go w takiej pogardzie, że nawet kijem nie zamierzałam Go dotykać. Oczywiście jeszcze pogorszył sobie sytuacje późniejszym zachowaniem. Otóż, gdy odmówiłam transportowi, jaki chciał mi zapewnić, jak najszybciej dopłynął do brzegu, gdzie czekał na mnie, pękając ze śmiechu. Pewnie, utop mnie. – wysyczałam sama do siebie. Szybkim krokiem wyprzedziłam Go i ruszyłam przed siebie. Marzyłam jedynie o tym, żeby się przebrać, bo przyklejone ubrania, oklapłe włosy i rozmazany makijaż wcale mi nie pasowały. Chociaż, co do tych włosów… Harry wyglądał dużo śmieszniej. Szkoda tylko, że zanim zdążyłam do Niego dopłynąć, już trochę się wysuszyły i nie ujrzałam Go ponownie w wersji oklapniętego, zmoczonego szczura.
- Idź pierwszy. – rozmyśliłam się, zwracając się do chłopaka, który zawzięcie za mną podążał. –Przecież to nie ja tu przesiadywałam w wakacje kilka lat temu. – dodałam z ironią, a On zaśmiał się tylko na moje słowa i postanowił pozostawić to bez komentarza. Dobry wybór! Cierpliwie szłam za Nim, znosząc to, jak się wlókł. Ale w takim tempie, to my do wieczora nie dojdziemy do tego letniskowego domku, a co gorsza bałam się, że Harry improwizował z tą drogą powrotną. Albo miałam zwidy, albo mijaliśmy ciągle te same miejsca.
- Mógłbyś przyspieszyć z łaski swojej? – Lokowaty obrzucił mnie zadziornym spojrzeniem, nie odzywając się i nie wiem, jak to zrobił, ale nawet nie zorientowałam się, kiedy przerzucił mnie przez ramię, nie przerywając tym samym swojej wędrówki. Moje usta otworzyły się w celu obrzucenia Go jakimiś trafnymi obelgami. Nie zdążyłam tego zrobić, gdyż wyprzedził mnie z wypowiedzią, jakby czytał mi w myślach.
- Tak, wiem. Idiota, skończony idiota, największy idiota, jakiego spotkałaś. – zaśmiał się z lekką ironią, jakby te określenia zupełnie mu odpowiadały. Westchnęłam głośno, unieruchomiona silnym uściskiem chłopaka. Chociaż na coś się nadał. – Ale wiesz… Jesteśmy sami. W lesie. Radziłbym Ci trochę grzeczniej się do mnie odnosić. – powiedział cwaniacko, na co westchnęłam jeszcze głośniej i uderzyłam Go pięścią w plecy. Na nic.
Nasz domek był naprawdę przytulny i dość duży. Duży, jak na dwie osoby. Wspaniały taras i widok na jezioro jeszcze dodawały mu tego ‘’czegoś’’. Właśnie tam, na świeżym powietrzu przesiedzieliśmy z Harrym cały poprzedni wieczór. Wtuleni w siebie podziwialiśmy gwiazdy i dość dużo rozmawialiśmy. Chłopak sprawnie otworzył drzwi, uniemożliwiając mi przy tym ucieczkę. Z zamknięciem ich nie poszło mu już tak łatwo. Kiedy skupił się na przekręcaniu kluczyka, zsunęłam się natychmiast, stając na własnych nogach. Przez ten odwrócony obraz, do jakiego zmusił mnie Lokowaty, lekko zakręciło mi się w głowie. Dlatego oparłam się o drzwi, co tylko sprowokowało chłopaka, aby przywarł do mnie całą swoją objętością. Automatycznie moje serce zaczęło szybciej bić, a oddech stał się niespokojny i przerywany. Nie zdążyłam nawet oprzytomnieć, otumaniona Jego zapachem. Harry wykorzystał ten moment i delikatnie musnął moje usta.
- Chyba sobie żartujesz. – posłałam mu zadziorne i pełne rozbawienia spojrzenie. Wyminęłam Go i odeszłam dumna ze swojej wygranej. Poszłam do swojego pokoju, w którym podobno spałam. Z walizki i z szafy wyjęłam ubrania, w które mogłabym się przebrać po wzięciu prysznica. Dużo mniej poirytowana udałam się do łazienki. Jakieś pół godziny zajęło mi to całe ogarnianie się. Ubrana i prawie gotowa wróciłam do pokoju, bo zapomniałam balsamu, który zawsze nakładałam na włosy. Powtórnie, wchodząc łazienki zostawiłam uchylone drzwi. Kiedy już praktycznie kończyłam układanie mojej jakże szykownej fryzury, usłyszałam ciche pukanie.
- Em, jesteś jeszcze zła? – przewróciłam oczami i roześmiałam się, co ukryło donośne chodzenie suszarki. – Ja przepraszam… Nie chciałem przecież Cię utopić.
- Nie, w porządku. – powiedziałam po chwili z obojętnością, przekrzykując hałas maszyny – Przecież to, że ja jestem w Tobie zakochana nie oznacza, że Ty też musisz być we mnie zakochany.
- Ale… - głos Harrego znacznie załamał się. - Ja jestem w Tobie zakochany. – dodał pospiesznie, co wywróciło moje życie do góry nogami. Wyłączyłam tą pieprzoną suszarkę i zapytałam, nie dowierzając:
- Co powiedziałeś? – wychodząc uderzyłam chłopaka drzwiami. Lekko się zaśmiałam na widok trzymającego się za głowę Harrego. – Przepraszam, ale…Ty właśnie powiedziałeś…
- Kocham Cię, Emily. – delikatnie przyciągnął mnie do siebie, a Jego oczy były głęboko zapatrzone w moje. Jednak zaraz po tym Harry objął moją twarz w swoje dłonie i czule mnie pocałował. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza szczęścia, która nie uszła uwadze bruneta, gdyż przerwał pocałunek i kciukiem otarł kroplę.
- Jak to możliwe? – zapytał, zakładając mój kosmyk włosów za ucho. Jego tęczówki nie odpuszczały i nawet nie zamierzały znaleźć sobie jakiegoś innego obiektu do obserwacji. Uśmiechnęłam się nieśmiało, zupełnie nieświadomie przygryzłam dolną wargę i bez zbędnych wyjaśnień złapałam Styles’a za materiał koszulki i przyciągnęłam blisko siebie. Chłopak pokręcił z niedowierzaniem głową, a na Jego twarzy wymalował się cwaniacki uśmiech. Ustałam na palcach i tym razem to ja wpiłam się w Jego malinowe usta. Z każdym kolejnym pocałunkiem pożądałam Go jeszcze bardziej. Dziwnym sposobem znaleźliśmy się w tamtejszej kuchni. Zatrzymaliśmy się w ślepym zaułku. Nie było już gdzie dalej iść, a Nasze ciała znajdowały się w jeszcze bardziej niebezpiecznej odległości. Jak się okazało Naszą barierą był blat kuchenny. Harry początkowo oparł na nim swoje ręce, po czym delikatnie dłońmi przejechał po moich plecach, tym samym składając na mojej szyi miliony czułych pocałunków. Po niespełna chwili Jego ręce powędrowały nieco niżej, chwytając moje biodra. Posadził mnie na blacie tym razem obejmując mnie w talii. Bez dłuższego zastanawiania zdjęłam z Niego koszulkę, na co On w ogóle nie protestował. Usłyszałam tylko cichy śmiech chłopaka. Teraz uwydatnione były wszystkie Jego mięśnie, co szczerze mówiąc w ogóle mi nie przeszkadzało. Kiedy Nasze namiętne pocałunki stawały się jeszcze gorętsze, Harry ponownie chwycił mnie za biodra, a ja oplotłam nogi w Jego pasie i nie przerywając dotychczasowych przyjemności przeniósł mnie do pokoju, który jak podejrzewam nazywał się sypialnią. Położył mnie na dużym dwuosobowym łóżku, a sam ułożył się delikatnie nade mną. Zaprzestał obdarowywania mnie jakimikolwiek pocałunkami, patrząc mi głęboko w oczy. Jego ręce oparte były po obu stronach mojego ciała, a Jego oddech przyjemnie owiewał moją twarz.
- Nie chcę, żebyś później czegoś żałowała, Em… - Jego spojrzenie było tym, o czym kiedyś mogłabym pomarzyć. Przepełnione było jednocześnie szczęściem, pożądaniem, troską, czułością, a także… miłością?
- Harry, czy wyglądam na niezdecydowaną? – zapytałam poważnie, po czym ponownie złączyłam Nasze usta w pocałunku. Jego kąciki ust znowu wznosiły się do góry, a ja czując to najprościej mówiąc, krzyczałam wewnątrz ze szczęścia. Po niedługiej chwili moja koszulka znalazła się gdzieś na podłodze, a za nią powędrowały pozostałe części Naszej garderoby…

- A więc tak wygląda przyjaźń damsko-męska? – zapytał zadowolony Harry, rysując na moich gołych plecach nieokreślone bliżej kształty, jak to było w Jego zwyczaju.
- A co dokładnie masz na myśli? – zaśmiałam się i nie czekając na odpowiedź, kontynuowałam – Myślę, że nie we wszystkich przypadkach. My po prostu jesteśmy nieźle szurnięci. – uniosłam się z pozycji leżącej i pocałowałam delikatnie chłopaka.
- Mhm, Emily Styles. Przyzwoicie brzmi. – założył ręce za głowę, nadal opierając się o oparcie łóżka.
- Oj Harry. Przecież wiesz, że nigdy nie zostaniemy małżeństwem. – owinięta kołdrą usiadłam obok Niego i szturchnęłam Go w ramię.
- Dlaczego? – natychmiast obdarował mnie swoim zdziwionym i jednocześnie pełnym rozczarowania spojrzeniem.
- Bo ze mną nie wytrzymasz. – zsunęłam się po oparciu łóżka, ułożyłam się wygodnie na poduszce i z uśmiechem na twarzy, zamknęłam oczy.

- Emily, śpisz? – usłyszałam po chwili ciszy.
- Yhym. – mruknęłam w odpowiedzi, odwrócona plecami do chłopaka.
- Śpisz? – po niedługim czasie znowu usłyszałam Jego zachrypnięty głos.
- Nie. – burknęłam tym razem z lekkim rozbawieniem.
- Em, bo ja naprawdę uważam, że jednak z Tobą wytrzymam. Obiecuje Ci. – odwróciłam się w stronę mówiącego z wymalowanym zainteresowaniem na twarzy. - Ale pod jednym warunkiem – uśmiechnął się, znowu ilustrując mnie wzrokiem. – Ty też ze mną wytrzymasz. Jakoś, ale wytrzymasz. – na Jego słowa od razu się wyszczerzyłam.
- Chcę, żebyś był szczęśliwy, Harry. – wtuliłam się w Jego nagi tors i już zasnęłam na dobre.

Obudziłam się rano na podłodze. O tym, że nie miałam ubrań wiedziałam, ale momentu, w którym przenosimy łóżko na podłogę za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć.
- Dlaczego my tak właściwie śpimy na podłodze? – zapytałam trochę zdezorientowana, widząc że Harry już nie spał, tylko w spokoju przyglądał mi się, żeby mnie nie obudzić.
- Tak jakby spadłem z łóżka… Przebudziłaś się i stwierdziłaś, że skoro ja śpię na podłodze, to Ty też. – uśmiechnął się uroczo, pokazując przy tym swoje dołeczki.
- Jestem przesłodka. – zaśmiałam się z ironią.
- Też tak uważam. – chłopak ponownie uśmiechnął się, a zaraz po tym pocałował mnie w czoło. Położyłam rękę na Jego klatce piersiowej, która równomiernie unosiła się i opadała, układając na niej swoją brodę. Spojrzałam w oczy Styles’a, które wydawały się być takie żywe. Cudownie było Go widzieć w takim nastroju. Objął mnie jedną ręką, a drugą pozostawił założoną pod głowę. Wyglądał naprawdę bardzo pociągająco. Teraz wystarczy tylko tego nie spieprzyć – pomyślałam.
- Harry? – zwróciłam się do Niego, nie spuszczając z Niego swojego wzroku.
- Tak? – zapytał łagodnie, również przenosząc swój wzrok na mnie.
- Było idealnie.

***


Nie sądziłam, że ten rozdział kiedyś się tutaj pojawi...
Jednak nie mam pojęcia,
jak mogłybyśmy inaczej odwdzięczyć się za tak piękne słowa.
Ja na pewno nie potrafiłabym ułożyć takiej odpowiedzi,
która mogłaby chociaż w połowie sprawić tej osobie,
bądź osobom tyle radości, co mi przed chwilą.
Zrobiło mi się tak ciepło na sercu po przeczytaniu tych trzech ostatnich
''pytanio-wypowiedzi'' na ASK'u, że normalnie... no fajnie <3
JESTEŚCIE NIESAMOWICI! <3 Tak, to chyba trafne określenie...

Se Harry, se śpiewa dla Was...
KLIK
Pewnie już każdy słyszał, ale to nic. Loff.


Hej Harry!.jpg
Tagi:
17.06.2013 o godz. 16:34



Czy to koniec?
Nie.

Każdy pewnie i tak oczekiwałby innego zakończenia tej historii, więc...
Teraz to Wy możecie sobie wyobrazić, co stanie się z Emily i Harrym. : )

A wszystko, co chciałabym Wam teraz przekazać jest zawarte w tym jakże profesjonalnym filmiku. Wybaczcie, ale kompletnie się na tym nie znam.

Mogę Wam po prostu jeszcze raz powiedzieć dziękuję.


Życzę Wam powodzenia w dalszym blogowaniu.
Przede wszystkim życzę Wam weny.
Aby te opowiadania były jakimś odzwierciedleniem Was i Waszych uczuć...
I... żebyście miały jak najwięcej czytelników i komentatorów!
To naprawdę wiele znaczy.


+Jak chcecie nawiązać ze mną jakikolwiek kontakt - ASK.

A teraz trzymajcie się, cześć. : *

Tagi:
31.05.2013 o godz. 14:01

Obudziły mnie promienie słońca, wpadające przez okno do mojego pokoju. Normalnie byłbym poirytowany, ale w sumie to nie miałem ku temu powodów. Po głowie ciągle chodziło mi zdanie wypowiedziane przez Emily ‘’Nie pozwól długo na siebie czekać’’, a na ustach czułem jeszcze Jej słodki smak. To nie pozwalało mi na nic innego, jak głupkowaty uśmiech do samego siebie. Wstałem i ogarnąłem się w miarę możliwości. Po wykonaniu wszystkich porannych czynności, włącznie ze zjedzeniem śniadania, poszedłem do salonu i włączyłem telewizor w celu obejrzenia czegoś sensownego. Oczywiście nic nie znalazłem… Czas strasznie mi się dłużył, chłopacy chyba jeszcze spali, bo w całym domu było przerażająco cicho. Po krótkim zastanowieniu postanowiłem zaryzykować i wysłać wiadomość do Em, w której zapytałem, jak się czuje i takie tam… Po chwili mój telefon odezwał się, ale nie dźwiękiem przychodzącego sms’a, a oczekiwanego połączenia. Zerknąłem na wyświetlacz i natychmiast odebrałem. Po drugiej stronie nie słyszałem nic poza uroczym śmiechem dziewczyny.
- Powiesz coś, czy zamierzasz się tak ze mnie nabijać w nieskończoność? – spytałem, a na odpowiedź musiałem jeszcze trochę sobie poczekać.
- Harry i ten Jego zachrypnięty głos. – odezwała się w końcu, przeciągając każde słowo. Byłem pewien, że jeszcze leżała w łóżku, rozmyślając, czy opłaca Jej się w ogóle z niego ruszyć. – Czekałam aż się odezwiesz, wiesz? Teraz bez zastanowienia mogę powiedzieć, że to idealna pobudka. Właśnie. Obudziłeś mnie. – mówiła nie przerywając, powodując tym samym mój śmiech. Zawsze, kiedy zbierało Jej się na jakieś głębsze wyznania starała się mówić, jak najszybciej. – Muszę Ci solidnie skopać tyłek, Styles. Naprawdę i nie, nie żartuję w tym momencie. – Jej barwa głosu znacznie się zmieniła. Ach, te Jej sztuczki teatralne.
- To kiedy masz zamiar to zrobić? – zamierzałem się z Nią trochę podroczyć i na samą myśl o tym, mimowolnie przygryzłem dolną wargę. Kurde, Harry! – skarciłem się w myślach. - Ona zasługuje na kogoś więcej, niż na takiego dupka jak Ty. Musisz się z tym pogodzić i ogarnąć te niekontrolowane czyny.
- Hmm. – wyrwała mnie z moich krótkich analiz. – To zależy od Ciebie. Ja tylko chcę się wyspać, dobranoc. – zaśmiała się i po tych słowach nacisnęła czerwoną słuchawkę. Nie zdążyłem nic powiedzieć, nie zdążyły nawet dotrzeć do mnie te słowa. Dlaczego wszystko miało zależeć tylko ode mnie?
- Cześć zadurzony w Pannie Booth przystojniaku. – rzucił Louis na powitanie, rozsiadając się w fotelu.
- Aż tak to widać? – zmarszczyłem czoło i nerwowo podrapałem się po głowie.
- Widać? Ty jesteś normalny?! – przyjaciel wytrzeszczył oczy i rozdziawił buzie ze zdziwienia. – To aż bije wszystkim po oczach! – Bez przesady... Teraz to ja przybrałem Jego wcześniejszą minę. Zastanowiłem się chwilę i zapytałem zajętego oglądaniem swoich skarpetek chłopaka.
- Dlaczego wczoraj się tak zachowywałeś?
- Nie sądzisz, że są jakieś krzywe? – nie zamierzał powstrzymać się od skomentowania tych skarpet. - Myślisz, że zdeformowały się po tym, jak Malik ostatnio zrobił pranie i nie przestawił żadnej z opcji?
- Louis, czy to naprawdę takie ważne? – byłem znudzony tym wszystkim. Od czasu, do czasu jako jeden z moich najlepszych przyjaciół mógłby mnie czasem posłuchać.
- Tak. Wypowiesz się na temat skarpetek, to wtedy porozmawiamy na temat twej ukochanej. – powiedział poważnym tonem, jakby Jego bielizna była sprawą życia i śmierci.
- Dobra, fakt. – przewróciłem oczami. – Są jakieś niewydarzone i wyglądają na Twoich nogach jakbyś pożyczył je od Lux… Nie mówmy nic Zayn’owi, ale praczem to On nie zostanie. Moja koszulka nie jest dużo lepsza. – poklepałem Go w ramie, w geście ‘’łączymy się w bólu’’ i uniosłem lekko kąciki ust do góry.
- Tak właśnie myślałem. – wzruszył ramionami. – I, co do Malika to też masz rację. Nie powinien się o tym dowiedzieć.
- O czym nie powinienem się dowiedzieć? – mruknął mulat, przekraczający próg pokoju.
- O tym, że niedźwiedzie prowadzą okres godowy raz na dwa lata. To bardzo niereformowane. Widzisz, a nie grzmisz – pomyślałem zaraz po tym, co usłyszałem z ust przyjaciela. Stwierdziłem, że się zamknę i nie będę prowadził przez najbliższy czas z Nimi żadnych życiowych dyskusji. Ja nie wiem, co Oni tam ćpali, jak mnie i Em już nie było, ale zachowanie Tomlinson’a zaczęło mnie przerażać. W ciszy powróciłem do ponownego oglądania bezsensownych programów. Chłopacy jednak zaczęli gadać o Megan, co od razu przyciągnęło moją uwagę.
- Właśnie. – wtrąciłem. – Ktoś odtransportował Ją w ogóle do domu?
- Jego zapytaj. – prychnął obojętnie Louis, wskazując ręką na Zayn’a, który właśnie przeglądał nowe tweet’y. Czyli o czymś nie wiem… - podsumowałem w myślach i machnąłem ręką przed oczami mulata.
– To jak? Odwiozłeś Ją?
- Kogo? – udał, że w ogóle nie usłyszał mojego pytania. – Aaa, Megan… Śpi jeszcze, nie chciałem Jej budzić.
- Co?! – wykrzyknąłem zszokowany. Louis chyba również nic nie wiedział o tym, że przyjaciółka Emily spała sobie właśnie w Naszym domu – Jego mina wiele wyjaśniała.
- Wyluzuj. – roześmiał się cwaniacko Malik. – Przecież jestem grzecznym chłopcem, nie zaprosiłbym nowo poznanej dziewczyny do siebie na noc.
- HA HA HA – podsumował ironicznie Nasz marchewkowy pożeracz, a ja opadłem z ulgą na oparcie kanapy. Nasz Bad Boy trochę fantazjował, muszę przyznać i…ciągle uśmiechał się do wyświetlacza iPod’a.
Po bliżej nieokreślonym czasie dołączyli do Nas Liam i Niall. Nie potrafię określić tego, co robili chłopacy, ale ja nie mogłem skupić się na niczym innym, jak myśleniu o Emily.
- Pomyśleć, że od jutra mamy non stop próby, później wolny weekend i witaj Japonio. – westchnął Niall, przypominając Nam wszystkim o Naszych najbliższych życiowych planach. Uderzyłem się z otwartej ręki w czoło. Kompletnie zapomniałem. Wystukałem szybko sms’a do kogoś, kogo już dawno powinienem o tym powiadomić. Szybko otrzymałem od Em odpowiedź:
‘’Nie wiem, czy powinnam się bać, ale chyba zniosę to napięcie. Czekam.’’
Ulżyło mi... Już myślałem, że będę musiał Jej o tym powiedzieć telefonicznie. Przecież to chyba nie była zbyt dobra wiadomość, że na jakieś trzy tygodnie będziemy musieli ograniczyć kontakt do minimum, bo praca mnie wzywała. I to akurat wtedy, kiedy istniał jakiś cień szansy, że możemy w końcu zacząć nowy, równie ważny etap Naszej znajomości. Zebrałem się z miejsca i oświadczyłem przyjaciołom:
- Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. Wy też moglibyście ruszyć tyłki. – posłałem im szczery uśmiech i już miałem Ich opuścić. Zatrzymał mnie Liam, który jak to określił musi mi coś ważnego uświadomić.
- Przestań owijać już w bawełnę. – tak jakby nie zrozumiałem, co ma na myśli, więc od razu zaczął kontynuować. – No powiedz Jej, co jest na rzeczy. Zawsze byłeś bezpośredni, jeśli chodzi o jakieś wyznania uczuć i te sprawy. Co z Tobą? – wszyscy kiwali tylko głowami, zgadzając się ze słowami bruneta, a ja stałem jak osioł i patrzyłem na nich, nie mając nic na swoją obronę. Mieli rację, ale Ona była inna i nie wystarczyło tak po prostu Jej tego powiedzieć.
- To fajna dziewczyna, nie spieprz tego. – odezwał się Louis, co mnie tak szczerze trochę zdziwiło. Wczoraj nie sprawiał wrażenia jakoś specjalnie zachwyconego Jej osobą...
- Dzięki chłopaki. – wydusiłem z siebie i szybko wybiegłem z domu, zabierając ze sobą kurtkę i klucze. Z początku starałem się jak najszybciej przemknąć przez zatłoczone ulice Londynu, ale w ostateczności stwierdziłem, że to niczego nie zmieni. Miałem całe pół roku, żeby uświadomić Jej, że jest idealna. Idealna dla mnie.
- Cześć, wchodź. – uśmiechnęła się lekko i gestem zaprosiła mnie do środka. Wzięła z wieszaka swoją ulubioną skórzaną ramoneskę, założyła ją i przeglądając się w lustrze poprawiła włosy. – Nie mam ochoty tu siedzieć, idziemy?
- Myślałem, że zostaniemy tutaj. Muszę Ci o czymś powiedzieć.
- Wiem, ale chyba miejsce nie wpłynie na to, co chcesz mi przekazać, nie? – szturchnęła mnie lekko w ramię i uśmiechnęła się, więc spróbowałem odpowiedzieć Jej tym samym.
- Dobra, niech Ci będzie. – zdjęła kurtkę i ustała przede mną, wpatrując się we mnie swoimi brązowymi oczami. – Wyglądasz jak zwiędły kaktus. – zamurowało mnie. Serio było aż tak źle? – Kaktusy nie więdną, głuptasie – promiennie się roześmiała i złapała mnie za rękę, ciągnąc w stronę salonu. – No chodź! – posłusznie ruszyłem za Nią i usiadłem na kanapie, na której w sumie sama mnie posadziła. – Dobra, mów. Albo nie… - rozmyśliła się. – Może zrobię coś do picia?
- Emily… - wstałem z miejsca i przejechałem dłońmi z góry na dół po Jej ramionach, aby Ją trochę uspokoić. Czasami była taka trochę roztrzepana? Nie wiem, jak można by to określić, ale bardzo szybko się dekoncentrowała. – Mogłabyś usiąść i mnie chwilę posłuchać?
- Jasne. – pobladła na buzi i spoczęła na kanapie. Zająłem miejsce obok Niej i jak najszybciej tylko potrafiłem zebrałem myśli w jedną, spójną całość.
- Zapomniałem Ci powiedzieć dość istotnej rzeczy, więc na początku chciałbym Cię przeprosić, że Ci o tym mówię dopiero teraz. – Jej wzrok mnie trochę rozpraszał, ale stwierdziłem, że nie mogę być wiecznym tchórzem… - Ostatnio między Nami trochę się podziało, a jak na złość za tydzień wyjeżdżamy z chłopakami na dwa tygodnie do Japonii. Od jutra mamy wręcz całodobowe próby. To trochę niefortunna sytuacja, bo wiesz… Moglibyśmy spędzić ten czas razem, czy coś... A ja nie wiem, czy w ogóle będę w stanie poinformować Cię, czy żyję.
- Chyba nie umrę z tęsknoty, nie? To trochę długo… - spuściła głowę i zaczęła bawić się swoją bransoletką, założoną na lewej ręce.
- Wiesz przecież, że chciałbym poświęcić ten czas Tobie, no ale nic nie poradzę… - trochę posmutniałem, widząc Jej reakcje. Chyba nie mówiła serio z tą śmiercią, nie?
- Przecież wiesz, że się nie gniewam. – uśmiechnęła się serdecznie, podnosząc na mnie swój wzrok i subtelnie przejechała dłonią po moim policzku. – Jesteśmy tacy sami nawet, gdy zmieniamy miejsca… - To prawda, jednak ta sytuacja była co najmniej dziwna. Przecież już nie raz wyjeżdżałem, wracałem, ale teraz oboje wiedzieliśmy, że zżyliśmy się ze sobą jeszcze bardziej.
- Dobra Harry… W takim razie ja też muszę Ci coś powiedzieć. – Jej twarz znowu stała się poważna i smutna. – Jeśli chodzi o te wyjazdy… Jeszcze z nikim o tym nie rozmawiałam, ale dostałam propozycję z Los Angeles, żeby podjąć naukę w tamtejszej szkole. Ludzie stamtąd byli na tym przedstawieniu. Nie wiem, co robić. Na podjęcie decyzji mam zaledwie kilka dni. – na początku myślałem, że to żart, ale to serio była prawda. Miała wyjechać? Tak na stałe?
- To tylko chwilowe przeniesienie? – spróbowałem się uśmiechnąć. Przecząco pomachała głową.
- Dlatego chyba nie pojadę. – uśmiechnęła się do mnie szeroko tak, jakby to, co zrobi było nieistotne. Może i byłem w wielkim szoku, ale potrafiłem jeszcze wydusić z siebie kilka słów.
- Emily, czy nie o tym właśnie marzyłaś? – dziewczyna podniosła na mnie swój wzrok. – Nie powinnaś rezygnować ze swoich marzeń. Nie wtedy, kiedy mają się spełnić. – pogładziłem Jej włosy i widząc Jej przeszklone oczy, przyciągnąłem Ją do siebie i objąłem ramieniem.
- Ja nie wiem, co mam zrobić. Przecież… - przerwała i ścisnęła tylko mocniej materiał mojej koszulki. Proszę Em, nie płacz, bo ja też będę płakał… - uświadomiłem to sobie i zaraz po tym stwierdziłem, że muszę być silny. Dla Niej. Pocałowałem Ją delikatnie w czoło i przytuliłem Ją mocno do siebie. Chciałbym móc Jej stamtąd nie wypuszczać.
- Naprawdę nie chciałam zmoczyć Ci koszulki – roześmiała się, ocierając spływające po Jej policzkach łzy. – Przepraszam.
- Oj Em. To, czy mam mokrą koszulkę, czy też nie jest teraz najmniej ważne. – po moich słowach dziewczyna ponownie się we mnie wtuliła i chyba przez najbliższy czas nie miała zamiaru się stamtąd ruszać.
- Widzisz, bo problem w tym, że ja sama nie wiem, czego chcę. – zaczęła niepewnym głosem. – Jeszcze jakiś czas temu, to Londyn był tym właśnie wymarzonym miejscem. Mam tu praktycznie wszystko. Nie sądzisz, że ryzykowałabym zbyt wiele?
- Sądzę, że niezależnie od tego, co się dalej stanie będziesz pamiętała o tym, kim byłaś wcześniej. Ci, dla których naprawdę coś znaczysz zrozumieją i będą Cię po prostu wspierać. – na moją twarz mimowolnie wkradł się szczery uśmiech.
- Ci, na przykład kto? – zawahała się, zadając to pytanie. Obróciła głowę w moją stronę i spojrzała mi prosto w oczy.
- Na przykład ja…

***


Siemson! <3
Takie tam wypociny oczami Harrego, a co tam.
Trololololo, Wy też przechodzicie teraz taki dziwny czas?
Poprawianie ocen i te sprawy...
Nie wspominając już o całej reszcie... LIFE IS BRUTAL : >
Jakby coś, ktoś, tutaj ASK.

Niall Horan, dupczys! <3

Niall Horan, dupczys..png
Tagi:
20.05.2013 o godz. 17:10


Akuku!
Zapraszam
TUTAJ.

Jestem otwarta na wszelkie pytania, konwersacje i takie inne podobne zjawiska.
Pragniecie się wysłowić, ale niekoniecznie chcecie zrobić to ''personalnie''?
NOŁ PROBLEM, po to właśnie ten ask. : )

Dobra, reklama reklamą, serio nie wiem, co się dzieję, ale czuję się bardzo niefajnie. Ilość komentarzy pod ostatnimi rozdziałami w porównaniu z tymi wcześniejszymi mówi sama za siebie. Coś spieprzyłam? Jeśli tak, to proszę dajcie znać chociaż tam.
Mimo wszystko się w to angażuję tak...serio, serio.
Oczywiście dziękuję też tym, którzy wytrwale czytają i mnie wspierają.
To bardzo miłe i...uwielbiam Was. ♥
A są ku temu przynajmniej dwa powody.

Pierwszy - kochacie tych pięciu GUPKÓW. ♥
Drugi - doceniacie to, co robię i w jakiś sposób mamy z tego radość. ♥

Czy nie...?

Na sam koniec usprawiedliwienie.
Krótkie i bardziej zabawne wypowiedzi nie są w moim stylu... Wybaczcie.
Raczej nigdy nie będę taka dobra, jak moja wspólniczka...ale to nic. : )

HEJ PIĘKNE! <-- to do Was, Oni są przystojni. ; 3
Akuku!.png
Tagi:
15.05.2013 o godz. 19:49

Razem z Megan, Louis’em i Niall’em czekaliśmy przed domem, aż Harry i Liam podjadą po Nas samochodami. Chłopacy przegadywali Stylesowi, że możemy jechać wszyscy razem, bo jeśli nie ma Malika, to się pomieścimy, ale On uparł się i postawił na swoim. Stwierdził, że bezalkoholowa impreza dobrze mu zrobi, a poza tym dodatkowy kierowca może być zawsze potrzebny.
- Kędzierzawy! – zwrócił się w stronę przyjaciela marchewkowy pożeracz, gdy ten razem z Liam’em zaparkowali auta na podjeździe. – Pojechałbym z Tobą, no ale lepiej zabierz swoją księżniczkę i jedźcie spokojnie, drogę znasz, a my w czwórkę przejedziemy się z Naszym Daddy’m. – zakańczając swoją błyskotliwą wypowiedź przyciągnął do siebie Megan i objął Ją jednym ramieniem. To było bardzo niemiłe, Panie Tomlinson. – pomyślałam i od razu się odezwałam:
- Ja jednak wolałabym, żeby Megan pojechała z Nami. – ręką przeciągnęłam dziewczynę w swoją stronę i rzuciłam Louis’owi ‘’szczery uśmiech’’. Postanowiłam zadbać o to, żeby nie wszystko było tak, jak sobie to zaplanował. Chłopak stał wryty w ziemie z rozdziawioną buzią, intensywnie mi się przyglądając. Chyba nie spodziewał się takiego sprzeciwu, zresztą tak samo, jak reszta.
- Dobra, jedziemy! – zakomunikował w końcu Payne i dał wszystkim do zrozumienia, że mają się pakować do auta. Już lubiłam tego chłopaka. Po raz kolejny ratował mnie z niefortunnej sytuacji… Kiedyś mu się odwdzięczę. Tak jak zostało wcześniej ustalone, podzieliliśmy się na dwie trójki. Louis jeszcze zdąży się poprzyklejać do mojej przyjaciółki – stwierdziłam i ugrzęzłam w fotelu pasażera. Właśnie… co do tej dwójki, to wolałam na sam początek Ich znajomości sama ustalić im pewien dystans, skoro Oni, a raczej On nie znał, ani nie stosował tego słowa.
- Daleko jeszcze? – zapytała w połowie drogi zniecierpliwiona Meg. Przez cały czas, który upłynął od zalokowania się w samochodzie Harrego, nie odezwała się do Nas ani słowem.
- Jeszcze jakieś 10 minut i będziemy na miejscu. – odpowiedział Jej, spoglądając przy tym w lusterko, aby się do Niej uśmiechnąć. W odpowiedzi zrobiła tylko jakiś dziwny wyraz twarzy. Miałam ochotę wybuchnąć i na Nią najzwyczajniej w świecie nakrzyczeć, że ma się przestać zachowywać jak nadąsana księżniczka. Gdybym wiedziała, że tak zareaguje na jakieś dwudziestominutowe rozstanie z Jej Superman’em, to zapakowałabym się grzecznie do samochodu Stylesa i puściła resztę tej dżungli wolno. Ale nie, zawsze miałam tendencję martwienia się o wszystkich dookoła… Jakby nie mogła chociaż usiedzieć spokojnie na tyłku. To naprawdę tak wiele? Dojechaliśmy do północno-zachodniej strony Londynu, na ulicę, przy której znajdowało się mnóstwo klubów. Raczej nie bywałam w tej części miasta, bo poza tym incydentem ostatniego pijaństwa, naprawdę nie posiadałam duszy imprezowiczki. Niall, Liam i Louis czekali na Nas przed wejściem jednego z nich. Podejrzewam, że byli tam przynajmniej 10 minut przed Nami, bo flegmatyczny Harry jechał dość… dostojnie, a w innym i prostszym znaczeniu – dużo wolniej. Roześmiana Megan od razu wróciła do swojego poprzedniego nastroju i dołączyła do chłopaków. W przeciwieństwie do Naszych przyjaciół jakoś niespecjalnie ani mi, ani Harremu spieszyło się do wejścia. Szliśmy powoli ramię w ramię, docierając do Naszych towarzyszy. Nie zastanawiając się wsunęłam swoją dłoń w Jego i splotłam Nasze palce. Chłopak spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął. Jego obecność mnie uspakajała i chyba nic nie było w stanie tego zmienić.
- Tak, nadal jesteśmy przyjaciółmi. – rzuciłam w stronę Tomlinson’a, który zapewne już nie mógł się powstrzymać od jakiegoś wścibskiego komentarza. Trzymając się za ręce, wyminęliśmy przyjaciół i pierwsi weszliśmy do zatłoczonego klubu. Ci, przyglądali Nam się w osłupieniu i chyba zapomnieli, po co tu przyjechali. Tylko Liam zaśmiał się pod nosem.
W środku było tłoczno, ale przyjemnie. Zapewne wydawało mi się tak tylko dlatego, że Harry był obok. Jeszcze mocniej ścisnęłam Jego dłoń. Ogarnęła mnie jakaś chora obawa przed tym, że ktoś mi Go porwie. Podszedł do Nas jakiś facet i wskazał Nam zarezerwowane przez Louis’a miejsce. Chociaż do czegoś się nadał – natychmiast przeszło mi przez głowę. Może zbyt pochopnie Go oceniałam, ale na tamtą chwilę był ostatnią osobą, której obecności pragnęłabym, będąc na bezludnej wyspie. Z Harrym zajęliśmy miejsca w rogu kanapy, która znajdowała się przy dużym prostokątnym stole. Oczywiście nie trudno się domyślić, że Louis zajął miejsce obok Megan. Stwierdziłam, że przestanę zwracać uwagę na tego chłopaka, bo naprawdę zamierzałam się dobrze bawić, poznać Liam’a, Niall’a… Część z Nas zamówiła kolorowe drinki, a druga część, czyli ja i odpowiedzialni kierowcy zamierzaliśmy bez większych emocji, sączyć sok. Po chwili wspólnych rozmów wszyscy rozeszli się, zostawiając mnie samą z Payn’em. Marchewkowy oczywiście porwał moją przyjaciółkę na parkiet, a chłopacy poszli się pojedynkować w kręgle. Co chwilę ilustrowałam tańczących i w Ich ruchach nie było nic nieprzyzwoitego, więc przestałam się obawiać, że Louis nie tylko ma niewyparzony język, ale też łapy. Kamień spadł mi z serca. Na samym początku gawędziliśmy z Liam’em o jakichś głupotach, po prostu staraliśmy się jak najszybciej poznać, czy nawet zaprzyjaźnić. Mimo tego, że nawiązywanie nowych znajomości nie przychodziło mi zbyt łatwo, to przy Nim czułam się zupełnie swobodnie. Mogłabym sobie dać głowę uciąć, że to On ma taką świetną, może nawet nieco psychologiczną osobowość.
- Ile się już znacie z tym wariatem? – zapytał z rozbawieniem, wskazując na Harrego, który triumfalnie skakał z tą ciężką kulą w ręku. Mimowolnie zaśmiałam się na ten jakże porywający widok.
- No nie wiem. – zastanowiłam się. – Jakieś pół roku. – spojrzał na mnie zdziwiony. – Tak myślę. – dodałam, a On pokiwał z niedowierzaniem głową.
- Niech zgadnę… Harry nie powiedział Ci wszystkiego? – spojrzałam na Niego, dając mu do zrozumienia, że nie mam pojęcia, o co mu chodzi. Na co On przybliżył się do mnie, jakby bojąc się, że ktoś może Nas podsłuchiwać. – No wiesz… Ile dla Niego znaczysz, że coś do Ciebie czuje i tego typu wiadomości – uśmiechnął się, a mnie totalnie zamurowało i uspokoiło w połowie. Myślałam już, że zaraz mnie powiadomi, że Harry ma jakieś nieślubne dziecko, jest śmiertelnie chory, albo jest po rozwodzie. Jedno wielkie uff. Jednak nie miałam pojęcia, co mogłabym mu odpowiedzieć. W sumie to chyba zwykłe ‘’nie’’ by wystarczyło, bo faktycznie nigdy nie doszło do takiej rozmowy, ale z drugiej strony… Styles chociażby swoją obecnością dawał mi do zrozumienia, że coś dla Niego znaczę. No ale jednak myślę, że co do tych uczuć… Nie, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi, a ten pocałunek… Większość przyjaciół zachowuję się w ten sposób, to nic nie znaczyło. Na pewno nie dla Harrego. – myślałam jak najszybciej było to możliwe, żeby nie dać po sobie poznać pewnego zakłopotania. Zebrałam się w końcu na odpowiedź i zrobiłam to z taką lekkością, że sama byłam zdziwiona swoją postawą.
- Nic takiego mi nie mówił, to prawda – na chwilę przerwałam wypowiedź, żeby złapać oddech – ale myślę, że gdyby coś takiego w Jego życiu miało miejsce, to z pewnością wspomniałby coś, więc wniosek z tego mamy prosty. – dokończyłam obojętnie i upiłam przez słomkę łyk soku pomarańczowego. Tym razem Liam został dość zaskoczony tym, co powiedziałam. Jednak nie zdążył tego skomentować, bo cała reszta powróciła do stolika.
- Zayn napisał mi sms’a. – rzucił na wstępie blondasek. – Będzie tu za jakieś pół godziny, a raczej pół godziny temu napisał, że będzie za pół godziny, więc będzie tu za chwilę. – Niallek. Chyba sam pogubił się w tym składnym wypowiedzeniu. To może niezrozumiałe, ale miałam wrażenie, że w Jego otoczeniu ludziom żyło się lepiej… Tak jakoś weselej.
- Wcale nie chodzi o to, że tak Nas kocha i chce z Nami spędzić trochę czasu, nie? – zaśmiał się Lokowaty. – Znowu nie wziął kluczy. – podsumował. Chyba do końca życia będzie mu to wypominał – westchnęłam. Chłopacy zaczęli mówić coś między sobą, przez co kontynuowali wystawianie opinii na temat Malika – Śpiącego Rycerza. Ja zajęta byłam obserwowaniem przyjaciółki, która zaczęła tupać nogami i nerwowo zerkać, co chwilę na wyświetlacz telefonu. Przysunęłam się do Niej, bo tym razem siedziała obok mnie i szepnęłam Jej cicho do ucha:
- To tylko Zayn Malik, daj spokój. – mogłabym bez większych zawahań stwierdzić, że gdyby zabijanie wzrokiem było naprawdę możliwe, to właśnie padłabym trupem. Ja chyba też powinnam się jakoś przejąć, ale od samego początku, Zayn nie wywierał na mnie jakiegoś szałowego wrażenia. No dobra. Może zawsze chciałam poznać Jego osobowość, interesowało mnie to, co czuje, myśli… Zawsze był taki tajemniczy, ale w klubie… nie miałam głowy na jakieś filozoficzne przemyślenia na temat Jego osoby, więc moje emocje bez większych zmian pozostały w normie.
Od samego początku, kiedy udało mi się Go dostrzec, oniemiałam z wrażenia. Niechlujnie ułożone włosy i kilkudniowy zarost w połączeniu ze skórzaną kurtką idealnie ze sobą współgrały. Kiedy mulat do Nas dołączył pożałowałam tylko tego, że siedzimy. W innym wypadku może udałoby mi się chociaż do Niego przytulić. Biedna Megan, co Ona musiała wewnątrz przeżywać. Właśnie, tylko wewnątrz. Uśmiechnęła się do Niego promiennie, jakby w ogóle nie ruszała Ją Jego obecność. Podziwiałam Ją za to, z całego serca. Mi nigdy w życiu nie udałoby się ukryć, że coś jest nie tak, albo wręcz przeciwnie, że jest doskonale. Ona z reguły była taka… neutralna. Moim zdaniem to Jej ogromny atut. Poza tym nie wiem, jak to zrobiła, ale wydawała się być jeszcze ładniejsza i bardziej urocza, niż wcześniej. To nic, że Jej różowe włosy raczej mówiły same za siebie, że nie należy do najspokojniejszych osób, ale myślę, że każdy był w stanie się do nich przyzwyczaić. Nawet ja… Zayn w sumie dużo się nie odzywał. Na początku poszedł do baru po jakiegoś drinka, a później jedynie odpowiadał na pytania przyjaciół. Kątem oka zerkał na Panią Tween, zauważyłam to. Ogólnie śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Nawet teksty Louis’a chociaż przez moment przestały mnie denerwować. Może zachowanie nie do końca, bo znowu próbował się kleić do Megan. Jednak tym razem do czasu…
- Louis nie chciałbym Cię niepokoić, ale jakaś dziewczyna próbowała się do Ciebie dodzwonić. Podobno byliście umówieni, czy coś? – przypomniał chłopakowi Malik, przygryzając dolną wargę. Tomlinson chyba nie był zbytnio zadowolony uwagą, na jaką odważył się Jego przyjaciel, bo zakrztuszenie się napojem potwierdziło tylko to, że informacja była prawdziwa. Miałam ochotę przybić Zayn’owi piątkę, ale to byłaby co najmniej dziwna sytuacja. Wtedy, kiedy właśnie byłam najbardziej ciekawa dalszych poczynań chłopców, Harry musiał przypomnieć mi o swoim istnieniu. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, więc na samym początku, żebym zwróciła na Niego uwagę, szturchnął mnie lekko pod stołem nogą, a później zaczął robić jakieś dziwne gesty, które zrozumiałam jako ‘’chodźmy potańczyć’’. Rozbawiona przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę parkietu. Że też nie mogłam trafić na kogoś normalnego…
- Masz szczęście, że lubię tańczyć. – powiedziałam, obracając się w Jego stronę zaraz po tym, jak poczułam, że Jego ręce oplatają moją talię.
- Ty masz odrobinę mniejsze szczęście. – szepnął mi do ucha zachrypniętym głosem, łaskocząc mnie przy tym swoim oddechem po szyi.
- A to niby dlaczego? – zapytałam, zerkając mu prosto w oczy. To, co ze mną w dalszym ciągu robił, było przynajmniej nieprzyzwoite.
- Bo nie potrafię tańczyć. – uśmiechnął się przepraszająco i zaczął kołysać się w rytmie wolnej piosenki. Ktoś tutaj chyba zapomniał, że tańcowaliśmy pewnego razu w parku… Styles? Jak na moje ‘’wyrafinowane’’ wymagania tańczył całkiem przyzwoicie. Mimowolnie podążyłam w Jego ślady, kołysząc się razem z Nim, a ta piosenka… Byłam na 99 % pewna, że to Jego zasługa. Chyba lubił mnie uszczęśliwiać. Jego ręce powędrowały nieco niżej, na moje biodra, a ja swoje oplotłam wokół Jego szyi i wtuliłam się w jej zagłębienie. To zabawne, że znowu wszystko dookoła przestało istnieć. Liczyliśmy się tylko My, i byłam pewna, że mogłabym do końca swoich dni żyć z Nim w takiej symbiozie. Emily Booth i Harry Styles, czyli specyficzny rodzaj przyjaźni, w której On nie oczekuje od Niej niczego więcej poza tym, żeby była i mogła z Nim czasem spędzić trochę wolnego czasu, a Ona jest w Nim zakochana do szaleństwa, dzięki czemu Jej życie nabiera intensywniejszych barw.
- Muszę wyjść. – poinformowałam Harrego i ruszyłam szybko do wyjścia. Nie potrafię określić, ile tak tańczyliśmy, ale wydaję mi się, że dość długo i nagle zrobiło mi się słabo. Musiałam jak najszybciej zaczerpnąć świeżego powietrza. Chłopak prawdopodobnie ruszył od razu za mną, bo oboje znaleźliśmy się na zewnątrz.
- Wszystko w porządku? – podszedł do mnie i zapytał trochę przerażony, kiedy przysiadłam na betonowym murku i jak najszybciej wdychałam powietrze tylko po to, żeby to dziwne uczucie mnie opuściło.
- Trochę mi słabo. – uśmiechnęłam się do Niego lekko i spuściłam głowę. Co miałam odpowiedzieć? Tam po prostu było trochę za dużo ludzi i nic mi nie jest, ale nic nie jest w porządku? Mam dosyć tego, co jest między Nami, bo tak strasznie… No właśnie. Było mi słabo.
- Może Cię odwiozę? – kucnął przede mną i uniósł mój podbródek do góry. – Faktycznie jesteś jakaś osłabiona. Siedź tu spokojnie, ja zaraz wrócę. Pójdę tylko po Nasze kurtki. – pocałował mnie w czoło i poszedł.
- Pamiętaj o mojej torebce. – poprosiłam Go na odchodnym.
Zrobiło mi się trochę zimno i prawdopodobnie dlatego zaczęłam się trząść. Nie wiem, co było gorsze. Mój stan fizyczny, czy psychiczny. Tak w ogóle, to zastanawiałam się, czy mogę zostawić Megan z chłopakami, ale ostatecznie stwierdziłam, że była dużą dziewczynką i sobie poradzi. Przed moimi oczami przewijało się mnóstwo ludzi. Dlaczego Oni nie śpią po nocach tylko szlajają się po mieście? Nigdy nie rozumiałam społeczeństwa. Siedząc tak samotnie na tym chłodnym betonie doszłam do jednego bardzo poważnego wniosku. Dłużej nie byłam w stanie bawić się z Harrym w kotka i myszkę. Nie byłam wystarczająco silna psychicznie, żeby się z Nim tak o, przyjaźnić. Nie. Ja czułam do Niego dużo więcej, chyba więcej niż powinnam i to zaczynało mnie przerastać. Może Go naprawdę to wszystko nie ruszało. Okej, byłam w stanie to zrozumieć, no ale mi zaczynało przeszkadzać to całe miźgolenie się wraz ze świadomością, że ‘’to nic nie znaczy’’, ale z drugiej strony bardzo lubiłam ten stan, kiedy miałam Go na wyłączność i w żaden sposób nie umiałam się temu oprzeć. To takie irytujące…
- Jestem. – uśmiechnął się do mnie. Natychmiast wstałam z miejsca, bo ogarnęła mnie natychmiastowa ochota znalezienia się w ciepłym łóżku. Chłopak przykrył mnie kurtką i objął ramieniem, prowadząc w stronę samochodu. Tak, o to właśnie mi chodziło.
- Nie jest Ci zimno? – Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia. Nadal redagowałam sobie to wszystko, przeliczałam zyski i straty. Niemożliwe. Zawsze uważałam, że to głupie, kiedy dziewczyna jest otumaniona przez chłopaka, a ja właśnie tak się czułam. Jak głupia i zakochana gówniara. Zaczęłam się śmiać pod nosem sama z siebie.
- Jest okej. – odpowiedziałam, przypominając sobie o Jego wcześniejszym pytaniu. Po raz kolejny okazałam się kaleką, wymagającą pomocy, ale tym razem nie miałam zamiaru Go przepraszać. Mógł mnie olać, zostawić na tym murku i iść się dalej bawić. Sam dokonał wyboru… O nic Go nie prosiłam.
- Dlaczego to robisz? – zapytałam, po tym, jak Harry przykrył mnie kocem, zostawił na kanapie i poszedł mi zaparzać herbatkę. Odpowiedzi się nie doczekałam. Dość szybko przyniósł mi kubek gorącego napoju i podał mi go, siadając na rogu kanapy. Dokładnie w tym miejscu, gdzie mój ogromny tyłek zostawił odrobinkę wolnej przestrzeni.
- Pytałam, dlaczego to robisz? – powtórzyłam swoje wcześniejsze pytanie, kiedy Styles intensywnie przyglądał mi się, nieustannie zakładając kosmyk moich włosów za ucho. Usiadłam się i odstawiłam na moment kubek na podłogę. – Po co to wszystko?
- Emily… Przecież wiesz, że…
- No właśnie nie wiem. – przerwałam mu nieco poirytowana brakiem spójności w Jego wypowiedzi. Halo? Nie gryzę?
- Przecież nie muszę Ci mówić… - przygryzł ze zdenerwowania dolną wargę i znowu zaczął zakładać mi ten kosmyk za ucho. Ugh, Harry. Skup się! – miałam ochotę mu to wykrzyczeć, ale jak zwykle się powstrzymałam. – Myślę… że Ty… domyślasz się…
- Wiesz co? – zaśmiałam się lekko, widząc jak próbuje wymyślić coś sensownego. No dobra, ani mi, ani jemu godziny między pierwszą, a drugą w nocy nie służyły, aby racjonalnie myśleć. – Weź się już zamknij i po prostu mnie pocałuj. – na Jego twarzy najpierw wymalowało się zdziwienie, ale zostało niesamowicie szybko przykryte szerokim uśmiechem. Ci faceci… - pomyślałam i pociągnęłam Go za koszulkę, by znalazł się bliżej mnie i już nie przedłużał tego wyczekiwanego momentu. Obserwując przez jakiś czas Jego usta po prostu naszła mnie ochota, aby znów poczuć ich smak. Normalne? Oczywiście. Dystans między Nami w błyskawicznym tempie się zmniejszył. Długo nie musiałam czekać, aby poczuć, jak Jego ciepłe wargi stykają się z moimi…
- Idź już. – wymruczałam, uwalniając się z sideł Harrego. Początkowo niewinne pocałunki w dość szybkim tempie przybrały trochę inny wymiar. Nasze rozgrzane ciała momentami zbyt intensywnie na siebie napierały, a Jego zimne dłonie co chwilę znajdowały się pod powierzchnią mojej koszulki, delikatnie pieszcząc moją skórę. – Jestem zmęczona.
- Przepraszam. – powiedział, patrząc mi głęboko w oczy, po czym pocałował mnie w czubek głowy i ruszył z miejsca, zbierając się do wyjścia. Byłam bardzo oszołomiona Jego reakcją, za co mnie przepraszał? Przecież to ja Go sprowokowałam, a później kazałam mu iść. Niezrównoważenie psychiczne i emocjonalnie. Tak to się chyba nazywa. Nieważne. Ważne było to, że w jakiś pokręcony sposób chłopak bardzo mi tym zaimponował.
- Harry? – wypowiedziałam Jego imię i impulsywnie wstałam z kanapy, żeby Go jeszcze na chwilę zatrzymać. Powędrowałam do przedpokoju. Właśnie ubierał kurtkę, więc w spokoju dałam mu dokończyć tę czynność. Ogromną przyjemność sprawiło mi obserwowanie Jego ruchów.
- Nie pożegnasz się ze mną? – zapytałam smutnym głosem. Przecież nie mogłam Go stąd wypuścić ze świadomością, że zrobił coś nie tak, bo nie zrobił… Wszystko było aż za bardzo tak. Od czasu do czasu tylko mógłby się konkretnie wysłowić w pewnej, bardzo istotnej kwestii.
- A powinienem? – prześwietlił mnie swoimi hipnotyzującymi tęczówkami, a przez moje ciało błyskawicznie przeszedł ten znany, ciepły dreszcz.
- Jeśli nie chcesz, to nie musisz. Przecież do niczego nie będę Cię zmuszać. – mówiłam trochę podstępnie, wodząc wzrokiem po drodze zwanej przeze mnie ‘’usta oczy, oczy usta’’. – Nie będę Ci mówiła, co masz robić. To nieetyczne. Chociaż… Zostaw mnie teraz, je… - nie zdążyłam dokończyć słowa, bo Pan Lokowaty dość łapczywie zaatakował moje usta, zmuszając mnie tym samym do przerwania wypowiedzi. Kiedy w końcu znowu byłam w stanie coś z siebie wykrztusić, to najpierw się do Niego mocno przytuliłam, a wtedy powiedziałam:
- Cokolwiek chciałeś mi dzisiaj powiedzieć… doceniam to. – oboje zaśmialiśmy się głośno. – I… nie pozwól mi długo na siebie czekać. W każdym momencie mogę umrzeć…

***


A się całowali... :D
Emily jest trochę pokręcona, ale myślę, że sami się zorientowaliście...
Ogólnie nie będę się wypowiadała - to Wasza działka. : )

Teraz werble proszę...
Kochana TakeAChanceForLove, Malik olśnił Nas tutaj swoim wdziękiem,
więc właśnie Tobie dedykuję ten rozdział. <3
To dzięki Tobie tutaj jestem...
Przy okazji Ci za to dziękuję. No... Nie tylko za to.
Za wszystko.

Hm, nie znam się na ocenianiu zdjęć Zayn'a, ale myślę, że to jest dobre.
Chyba wypatrzył Cię w tłumie...
"OMG, jaka dziunia, o kurde! Muszę mieć Jej numer, ewentualnie Ją''
Także ten... FOR YOU ♥

Malik for You.png
Tagi:
13.05.2013 o godz. 20:52

Zatrzymaliśmy się pod wielką bramą, przez którą nie było widać zbyt wiele. Harry przez otwartą szybę samochodu porozumiał się z ochroniarzem, który jak się domyślam strzegł tej ich całej rezydencji.
- Emily Booth i Megan…
- Tween. – dokończyłam za Niego. Dostrzegłam tylko jak mężczyzna notuje Nasze nazwiska, po czym wpuszcza Nas na drugą stronę. Chłopak bezradnie wzruszył ramionami, spoglądając na mnie. Chyba jemu też się nie podobało to, że notowali Ich znajomych. Przed Nami wyłonił się ogromny, biały dom z wielkim podjazdem i kilkoma garażami. Nieźle chłopaki – pomyślałam i spojrzałam na reakcję przyjaciółki, która tak samo jak ja pilnowała, aby Jej oczy nie wyskoczyły ze swojego dotychczasowego miejsca. Styles zatrzymał samochód pod samym głównym wejściem. Mógł sobie oszczędzić i pozwolić mi na dłuższe przygotowanie psychiczne… Zrobiło mi się bardzo gorąco na samą myśl, a w dodatku ta willa. To wszystko dosłownie w ułamku sekundy okazało się rzeczywistością…
- No chodźcie. – zaśmiał się w Naszą stronę Pan Lokowaty, wysiadając z samochodu. Obie przywarłyśmy do foteli, bo przez dłuższą chwilę nie ruszałyśmy się z miejsca. W końcu Megan postanowiła opuścić auto, więc ja zrobiłam to samo. Zaczerpnęłam świeżego powietrza i trochę mi ulżyło. Będzie dobrze – dodałam sobie otuchy. - Skoro są naprawdę tacy, jak Ci, których znałam jako moich ukochanych idoli, na pewno będzie dobrze. Harry poprowadził Nas do dużych, białych drzwi i otworzył je przed Nami. Olśniło mnie, dosłownie. Wnętrze budynku było tak przejrzyste, że nagle naszła mnie obawa wejścia tam w butach. Jednak już dość długo znałam Stylesa i trochę oswoiłam się z tym ‘’bogactwem’’, bo to chyba tak właśnie się nazywa. Całe szczęście, że ta materialność nie przełożyła się na Jego ‘’duchowość’’.
- Jestem! – wydarł się, komunikując przyjaciół o swoim przybyciu. Miałam ochotę schować się za Harrym, ale to byłoby nie fair w stosunku do Megan, którą pozostawiłabym na pastwę losu, ewentualnie Niall’a, Liam’a, Louis’a i Zayn’a. Po chwili Naszym oczom ukazał się blondynek, podążający w Naszym kierunku z bardzo sympatycznym wyrazem twarzy.
- Emily! – wykrzyczał w moim kierunku i natychmiast przygarnął mnie w swoje ramiona.
- Też się za Tobą stęskniłam. – wydukałam przez śmiech, obezwładniona Jego mocnym, ale przyjemnym uściskiem. Irlandczyk szybko zorientował się, że jest z Nami ktoś jeszcze. Puszczając mnie, Jego policzki w ekspresowym tempie przybrały buraczkowy kolor. Harry od razu włączył się do akcji i widząc, że Niall chyba nie zamierza nic powiedzieć, oznajmił:
- To Megan - przyjaciółka Emily, Megan to Niall – mój przyjaciel. – uśmiechnął się i dał im czas na ‘’poznanie się’’. – Mamy z Em nadzieję, że się polubicie. – dodał i puścił mi oczko. Nie potrafiłam powstrzymać wybuchu śmiechu.
- Louis dokańcza się ogarniać, Liam gada z Danielle przez telefon, a Zayn… nie ma Go. – natychmiast usprawiedliwił chłopaków i zaczerwienił się jeszcze bardziej. Biedny Niall.
- Przyzwyczajcie się. – wtrącił Styles. – Zayn, Naszym księciem, zawsze ma coś do załatwienia. Spojrzałam na przyjaciółkę, która zauważalnie odetchnęła z ulgą. Jej ukrywana słabość do Malika… Wpadłaś Meg. – pomyślałam i szturchnęłam Ją lekko w ramię. Chłopacy raczej nie zorientowali się, o co chodzi, bo zajęci byli witaniem reszty jakimiś zaczepnymi teksami. Nie zamierzałam się wgłębiać w Ich rozmowy. W sumie to moja koncentracja mi nawet na to nie pozwalała, bo gdy zauważyłam Louis’a i Liam’a, podążających w Naszym kierunku zapewne zapomniałam, jak mam na imię. Wyglądali jeszcze lepiej niż na tych wszystkich zdjęciach, galach i tego typu zamieszaniach. Byli… prawdziwi. Miałam ochotę dźgnąć Ich palcem, sprawdzając czy zaraz się nie rozpłyną. Tę chwilę pozostawiłam jednak wyobraźni i szybko się otrząsnęłam. Oni wręcz przeciwnie do Nas wyglądali na bardzo wyluzowanych, w końcu to Ich dom. Głupia Emily, oj głupia. – skarciłam się w myślach i już naprawdę wróciłam do rzeczywistości. Harry po kolei Nas przedstawił:
- Poznajcie moją…
- Emily – dokończyłam za Stylesa i uśmiechnęłam się do stojących przed Nami brunetów. Chyba mieli szczerą ochotę wyśmiać Harrego, ale ostatecznie się powstrzymali. Oboje przedstawili mi swoje imiona, co raczej nie było potrzebne, ale mimo wszystko nie zamierzałam im tego wyznawać.
- A to Megan, przyjaciółka Emily. – powiedział, wskazując uśmiechniętą Megan. Ona chyba o wiele lepiej znosiła uroczystości oficjalne typu ‘’poznajmy się’’. Liam zachował się dość naturalnie, wyciągając ku Niej swoją dłoń, tak jak to było też w moim przypadku. Wyprzedził tym samym działanie Louis’a, którego chyba trochę zirytował fakt, że nie był pierwszy, ale na Jego twarz szybko powrócił serdeczny uśmiech.
- Ja jestem Louis, znany jako właściciel Kevin’a, pożeracz marchewek, czy po prostu przedstawiciel Superman’a. Miło mi Cię poznać. – zakończył wymienianie swoich największych atutów, a my wszyscy oprócz Meg, której najwyraźniej zaimponował, zaczęliśmy się śmiać. Sprytnym ruchem przytulił dziewczynę do siebie. – Ładnie pachniesz. – powiedział cicho, ale nie na tyle, żebym tego nie usłyszała. Nieźle Panie Superman’ie, nieźle. – rozbawiona pokręciłam z niedowierzaniem głową. Zajęta słuchaniem Liam’a, który właśnie przepraszał Nas za to, że opuści Nasze towarzystwo, bo koniecznie musi dokończyć rozmowę ze swoją dziewczyną, nie zauważyłam, gdzie zniknęła moja przyjaciółka razem z pożeraczem marchewek. Miałam nadzieję, że nie pożera też różowowłosych dziewcząt.
Razem z Niall’em i Harry’m pokręciliśmy się po domu. Pokazali mi chyba wszystko. Tak mi się wydawało. Muszę przyznać, że było całkiem śmiesznie. Za każdym razem, gdy znajdowaliśmy się w innym miejscu przypominała im się jakaś historia i automatycznie poznawałam jej treść. Dość niski blondasek i stosunkowo olbrzymi w porównaniu z Nim brunet sprawiali, że nie przestawałam się śmiać.
- Wiecie co? Ja chyba jestem głodny. – Niall wykrzywił się bezradnie i zostawił Nas przed drzwiami pokoju Stylesa. Tak mi się wydawało, że to Jego pokój, bo jeszcze go nie mijaliśmy. Na dodatek Nasz towarzysz tak nagle zrobił się głodny. Dziwny zbieg okoliczności. Harry otworzył przede mną drzwi i obejmując mnie w talii wprowadził do środka.
- To właśnie moja miejscówka w One Direction. – na Jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Najszybciej jak potrafiłam zilustrowałam pokój i najbardziej charakterystyczne jego elementy, żeby jeszcze bardziej poznać osobowość Harrego. Moim zdaniem własny kącik to chociaż minimalne odzwierciedlenie Nas samych. Poza tym, że ten pokój był sam w sobie niesamowity i świetnie urządzony nie zauważyłam w nim nic nadzwyczajnego. Pomijając szczegół, że jest jeszcze raz tak duży jak mój, ma wyjście na taras i drzwi do osobnej łazienki właściciela, to całkiem przeciętny pokój. Podeszłam do komody, na której stało Nasze wspólne zdjęcie. Słodkie – stwierdziłam w myślach i szeroko się uśmiechnęłam. Przejechałam opuszkami po ramce i odwróciłam się w stronę Lokowatego w celu wypowiedzenia małego komentarza na ten temat. Harry, wgapiony w sufit leżał na łóżku, z rękami założonymi pod głową, jakby zupełnie zapomniał o mojej obecności. Postanowiłam zbadać sytuację. Zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę Stylesa i zajęłam miejsce obok Niego. Łóżko było tak ogromne, że nie musieliśmy się nawet stykać ciałami. Tak samo, jak On spojrzałam w biały sufit. Może widział tam coś więcej, to bardzo niewątpliwe, ale jak dla mnie był to tylko i wyłącznie biały sufit…
- Z niespecjalną radością mówiłeś, że to Twoja miejscówka w One Direction. – odezwałam się w końcu. Czułam, że to ma jakieś powiązanie z Jego obecnym stanem psychicznym, czy emocjonalnym.
- Tak? – powiedział zupełnie nieprzytomnym głosem, jakby nie wiedział o czym mówię. – No tak…
- Harry, co jest? – zapytałam zatroskana. Naprawdę zaczynałam się poważniej martwić. Miewał czasem doły, owszem, ale i tak nie byłam do nich przyzwyczajona.
- To przytłaczające, że tylko dzięki One Direction stałem się kimś wyjątkowym. Wolę w ogóle nie myśleć, kim bym był, gdyby mnie to nie spotkało. Bez tego jestem nikim. – stwierdził to z taką oczywistością w głosie, że byłam coraz bardziej przerażona.
- Harry, jak możesz tak mówić? – spojrzałam na Niego i przejechałam dłonią po Jego ramieniu, co wymusiło na Nim zwrócenie swojego wzroku na mnie. Jego tęczówki były przeszklone i co gorsza sprawiały wrażenie zagubionych.
- Nawet nie poznałbym Ciebie. – odezwał się z jeszcze większą pogardą. To przecież niemożliwe, żeby czuł się taki beznadziejny. Musiałam powiedzieć coś, co przywróciłoby mu dobre samopoczucie.
- Mógłbyś mi przypomnieć w jakich okolicznościach się poznaliśmy? – roześmiałam się, Jego kąciki ust też lekko się uniosły. – No właśnie. Byłeś wyjątkowy zanim wstąpiłeś do zespołu, nadal taki jesteś i będziesz taki w przyszłości, nawet jeśli One Direction przestanie istnieć. A jeśli w to zwątpisz, zadzwonisz do staruszki Em, Ona jak najszybciej zlokalizuje Twoje położenie, przybędzie tam i nakopie Ci do tyłka. – te słowa spowodowały, że zobaczyłam Jego przesłodkie dołeczki.– To Wy czynicie zespół wyjątkowym, a nie zespół Was. To On Was potrzebuje do istnienia, a nie Wy Jego. – uśmiechnęłam się szczerze do chłopaka i widząc Jego uśmiech, wtuliłam się w Jego klatkę piersiową, a On przygarnął mnie do siebie swoim ramieniem.
- Naprawdę tak uważasz? – zapytał z odrobiną niepewności.
- Tak, tak właśnie uważam. Mój rozum dogadał się z sercem i stwierdzili razem, że Harry Styles to niesamowity człowiek niezależnie od tego, czy chodzi po parku, czy śpiewa na scenie. – analizując w myślach swoje słowa usunęłabym fragment z rozumem i sercem, ale to nic, że wypowiedziałam to głośno. Tak mniej więcej wyglądała ta konsultacja. Wtuliłam się w Niego jeszcze mocniej, a On pocałował mnie delikatnie w czubek głowy. Leżeliśmy tak przez chwilę. Ja napawałam się Jego zapachem, a On gładził czule moje włosy. Może to właśnie jest szczęście?
- Harry?
- Hm? – wymruczał pytająco.
- Obiecaj, że nigdy mi nie powiesz ‘’żegnaj’’. – poprosiłam. To chyba moje największe marzenie – mieć Go zawsze przy sobie albo chociaż świadomość, że w każdym momencie mogę do Niego zadzwonić.
- Obiecuję.
Z pokoju Harrego wyszliśmy w dość dobrych, a nawet bardzo dobrych nastrojach. Szkoda trochę, że musieliśmy go opuścić, ale przypomniało Nam się o Megan i o tym, że Louis ją uprowadził. Tego nie należało ignorować. Już na schodach usłyszeliśmy głośne przekrzykiwanie się, śmiechy i jakieś inne dzikie odgłosy. Od razu powędrowaliśmy do salonu, gdzie siedzieli wszyscy razem cali i zdrowi. Oczywiście oprócz Malika… Niall i Louis biegali wokół kanapy i to Oni byli sprawcami tych dzikich odgłosów. Chyba się o coś kłócili. Megan z Liam’em pojedynkowali się w jakiejś strzelance. Wszechstronna Megan, zawsze lubiła wyzwania. Ogólnie rzecz biorąc, wszędzie panował chaos. Miski i opakowania z pozostałościami po jedzeniu leżały wszędzie. Na podłodze, na kanapie, o dziwo na stole. Czy tylko my z Harrym byliśmy tam normalni?
- Jak tam gołąbeczki? – wyszczerzył się w Naszą stronę Lou, kończąc zaciętą walkę z Horanem. – Łączy Was tylko przyjaźń, tak? – parsknął śmiechem, a my z Harrym wymieniliśmy się zdezorientowanymi spojrzeniami. Tomlinson faktycznie miał niewyparzony język. Usłyszałam jeszcze zduszony śmiech Megan. Czyżbyśmy byli Ich głównym tematem do rozmów?
- To co teraz robimy? Może jakaś impreza? – wyszedł z inicjatywą Liam, widząc jak intensywnie próbujemy wymyślić jakąś odpowiedź, na którą wszyscy czekali. Na szczęście szybko zmienili swój życiowy priorytet i głośno zaczęli pochwalać rzuconą propozycję. Naprawdę odetchnęłam z ulgą, wdzięczna Daddy’emu, że Nas uratował. Przecież My sami nie wiedzieliśmy, co Nas łączy, a nawet jak wiedzieliśmy, to jeszcze nie było okazji tego przedyskutować.
- Zadzwonię do Grey’a o wolne miejsce na kręgielni. Bo idziemy tam, gdzie zawsze, nie? – zapytał Louis, a reszta tylko pokiwała mu zgodnie głowami. – Trzeba w końcu spożytkować swój urok i ten nadprzyrodzony dar gadatliwości. – uśmiechnął się dumnie, zabawnie poruszył brwiami i opuścił Nas od razu wyjmując z kieszeni telefon. A już myślałam, że nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że mówi stosunkowo dużo.
- Niech moc będzie z Tobą. – krzyknęła za Nim Megan, o mało nie turlając się przy tym ze śmiechu. Okej. – pomyślałam i obdarowałam Ją dość nietypowym spojrzeniem. – No co? – syknęła radośnie. – Zdążyliśmy się zakumplować.

***


Zaginam jak burza, ohoho.
Mam nadzieję, że w tym, co napisałam nie ma za dużo błędów i...
może chociaż odrobinkę spodoba Wam się ta część?

Ja naprawdę chciałam dodać zdjęcie chłopaków,
no ale ten Styles...

Styles.png
Tagi:
04.05.2013 o godz. 00:17

To, co się ze mną działo w tamtym momencie jest nie do opisania. Uczucie, jakby ktoś podarował mi wszystkie najlepsze emocje, istniejące na świecie było bezcenne. Harry w swoich poczynaniach był bardzo delikatny, co uczyniło mnie jeszcze szczęśliwszą. Nie miałam nic przeciwko temu, co robił, a On widząc to odrobinę brutalniej potraktował moje usta. Wplotłam ręce w Jego włosy i nieco przejęłam inicjatywę. Poczułam, jak Jego kąciki ust lekko się unoszą, co pobudziło w moim brzuchu jeszcze więcej wariujących motyli.
- Strasznie się rozpadało, nie sądzisz? – wymruczał zachrypniętym głosem z pozostawionym uśmiechem na twarzy, kończąc pocałunek. Faktycznie. Wszyscy ludzie dookoła zaczęli uciekać przed ulewą, zakrywając się czym tylko się dało. Tylko My – ja i Harry staliśmy w centrum tego całego zamieszania, nie przejmując się zupełnie niczym. Rozpromieniona rozejrzałam się dookoła, stojąc w Jego objęciach. Przez głowę w tym krótkim czasie przeszła mi tylko jedna myśl – to są właśnie te chwile, na które w życiu warto czekać. Po raz kolejny zatraciłam się w oczach Stylesa i czując, że ten moment powinien być wiecznością, stwierdziłam:
- Jakoś nie specjalnie mi to przeszkadza. – stanęłam na palcach i ponownie złączyliśmy Nasze usta w namiętnym pocałunku.

Było piękne popołudnie, kiedy opuszczałam budynek szkoły. Każdy piątek oznaczał wolność. Może niespecjalnie długą, ale zawsze jakąś. Od ostatniego spotkania z Harrym chodziłam jakbym była w niebie, albo jeszcze wyżej. Najlepsze było to, że wszyscy zdążyli się zorientować, że coś w moim życiu się zmieniło. No właśnie. Tylko co? Prawdopodobnie zaraz gdzieś zza rogu miał wyskoczyć Pan Lokowaty, a ja zupełnie nie wiedziałam, jak to dalej będzie wyglądać. O dziwo nic wspomnianego przed chwilą nie miało miejsca. Na końcu ulicy, przy której znajdowała się szkoła czekał na mnie brunet z lekkim nieładem na głowie i ciemnymi okularami zsuniętymi na nos. Ach tak, one działają na zasadzie czapki niewidki – zaśmiałam się w myślach. Oparty był o maskę samochodu, co dodawało mu jeszcze więcej uroku.
- Cześć Em – na mój widok ruszył z miejsca i przywitał mnie całusem w czoło. Starałam się zachowywać tak, jakby nic znaczącego nie miało miejsca. To nic, że to był najlepszy z pocałunków, jaki kiedykolwiek przeżyłam. To nic… Na samo wspomnienie moje ciało przeszył przyjemny dreszcz. Już zamierzałam zapytać, co wykombinował tym razem, ale chłopak wyprzedził mnie z wypowiedzią:
- Wiesz… tak trochę opowiadałem o Tobie chłopakom, Niall też coś tam wspominał i stwierdzili, że jak najszybciej muszą Cię poznać. – na Jego twarz wkradł się cwaniacki uśmiech.
- Tylko nie mów, że jak najszybciej, to właśnie dzisiaj. – bardziej poprosiłam niż powiedziałam pewna, że tak właśnie to wszystko wymyślił. Posłał mi tylko bezradne spojrzenie i nie kryjąc swojej radości z tego, że chce mnie skompromitować przed przyjaciółmi, zamknął za mną drzwi. Zajął miejsce kierowcy i zamierzał odpalić silnik.
- Nie Harry. – zbulwersowałam się i zacisnęłam rękę na kluczyku, który w tamtym momencie był moją wyrocznią. – Zwróciłeś chociaż uwagę na to, jak ja wyglądam? – wiedząc, że mamy się dzisiaj spotkać wyszłam z domu trochę bardziej ogarnięta niż zwykle, ale po kilku godzinach w szkole mój poranny wizerunek diametralnie się zmienił.
- Tak jak zawsze. – uśmiechnął się, nie zdając sobie sprawy, jaki błąd popełnił, wypowiadając te słowa. Natychmiast posłałam mu piorunujące spojrzenie.
- A jak mnie nie polubią? – zapytałam cicho, opadając bezsilnie na fotel.
- Emily... – złapał moją rękę, co spowodowało, że odwróciłam się w Jego stronę i spojrzałam mu w oczy. – Ja Cię polubiłem, więc Oni nie mają wyjścia. To będzie tylko formalnością. – moje kąciki ust delikatnie uniosły się ku górze, po tym co usłyszałam. Może to nie było zbyt mądre, ale… - Zaufaj mi. – dodał, nie spuszczając ze mnie wzroku. Przecież zawsze Ci ufam - pomyślałam tylko nieco zestresowana, podczas gdy Harry zdecydował się ruszyć z miejsca. Droga, jak to droga. Na początku usłyszałam kolejne przeprosiny za to, że nie mogliśmy się spotkać w środę. Jak dla mnie to normalna sytuacja, nie musiał mnie przepraszać... Wiedziałam przecież, że tak będzie, ale jakoś niespecjalnie się tym przejmowałam, czy na Niego złościłam. Po pierwsze to nie zależało tylko od Niego, a po drugie nie potrafiłam być na Niego zła. Później jeszcze raz próbowałam się wywinąć od tego spotkania z chłopakami, ale niestety nieskutecznie. Przecież to jasne, że chciałam zrobić na nich jakieś dobre wrażenie, co było raczej niemożliwe.
- Mam pomysł! – krzyknęłam tak, że Harry skierował w moją stronę te rozbierające mnie wzrokiem oczy. Tak. Za każdym razem kiedy na mnie patrzył, poświęcając mi swoją uwagę, miałam takie wrażenie.
- Tak? – zapytał.
- Na początku musisz mi obiecać, że się zgodzisz. – wydukałam z miną, jakbym właśnie przechytrzyła samą siebie. Po chwili zawahania przytaknął na moją prośbę i zaczął słuchać z zaciekawieniem. – Pojedziemy do mnie... – spojrzałam na Jego reakcję i zaczęłam mówić dalej. – Ja się przebiorę w coś ładniejszego, Ty w tym czasie pooglądasz sobie telewizję, czy co tam sobie wymyślisz.
- Jeśli będę mógł się przyglądać, jak będziesz się przebierała, to jestem za. – przerwał mi i powiedział dość zdecydowanym głosem.
- Nie. – odpowiedziałam równie stanowczo. – I tak sobie pomyślałam… Może wzięlibyśmy Megan? Wiesz… Będę się głupio czuła w towarzystwie pięciu chłopaków, a tak w ogóle, to pewnie nie miałaby nic przeciwko, żeby poznać One Direction. – skończyłam objaśniać mu mój cudowny plan i zatrzepotałam rzęsami, licząc na Jego zgodę.
- Muszę przyznać, że nieźle to wymyśliłaś. Chyba na Twoim miejscu też wolałbym zabrać przyjaciółkę. – podsumował, co oznaczało, że przystaje na moją propozycję. Podjąłeś dobrą decyzję, młody człowieku. – zilustrowałam Go wzrokiem i dumna z siebie odetchnęłam z ulgą. To naprawdę był najlepszy sposób na to, żebym czuła się dość normalnie oraz na to, żeby w jakimś stopniu uszczęśliwić Megan. Zawsze mówiłyśmy sobie, że Ich kiedyś spotkamy, żyłyśmy nadzieją. Nie mogłam przecież, mając taką szansę, delektować się tą chwilą bez Niej.
Po niedługim czasie znaleźliśmy się pod blokiem, w którym mieszkałam. Z szybkością światła wyskoczyłam z samochodu i wywlokłam z Niego Harrego, który jak zwykle musiał zachowywać pełen spokój. Złapałam Go za rękę i pobiegliśmy w stronę wejścia. Znowu zapomniałam o działającej windzie i równie szybko pokonaliśmy schody, prowadzące na 5. piętro. Całkiem spory wysiłek, ale miałam w sobie tyle energii, że nie widziałam w tym żadnego problemu. Już nie mogłam się doczekać, żeby poinformować Megan, gdzie idziemy. Pewna, że przyjaciółka jest o tej porze w domu, otworzyłam drzwi i razem z moim towarzyszem wtargnęliśmy do mieszkania.
- Hej Meg, ruszaj tyłek. Za 15 minut wychodzimy!
- Ty nie miałaś przypadkiem romansować dzisiaj z… - zacięła się, gdy zobaczyła, że przyszłam z Harrym, a ja wytrzeszczyłam oczy, kiedy zobaczyłam Ją. – Cześć Harry. – wyjąkała i pomachała mu z wymuszanym uśmiechem na twarzy. Mogłaby najpierw przyjść i upewnić się, czy może w ogóle wygadywać takie głupstwa. Poczułam, jak na moją twarz wkradają się purpurowe rumieńce.
- Co Ty zrobiłaś? –zwróciłam się do przyjaciółki, obserwując efekty Jej całkowitej metamorfozy. Cały tydzień chodziła i tłumaczyła mi, że zmiany są potrzebne i Ona chyba też ich potrzebuje, ale nie sądziłam, że ich spróbuje i będą one tak odważne.
- Myślałam, że nie jest tak źle… - wyjąkała nieco zawiedzona moją reakcją, poprawiając swoje różowe końcówki włosów.
- Jest bardzo ładnie. – odezwał się Harry, przypominając Nam tym samym o swojej obecności. – Emily jest trochę staroświecka i boi się zmian. To musimy Jej wybaczyć. – spojrzał na mnie przepraszająco i oboje z Megan wybuchli nieposkromionym śmiechem. Widzisz, a nie grzmisz…
- To się naśmiałam. – skomentowałam z ironią Ich zachowanie. – Styles na kanapę, a Ty Tween ze mną. – powiedziałam surowo, udając mega zirytowaną Ich zachowaniem i pociągnęłam za sobą przyjaciółkę w stronę kuchni. Upewniając się, że Harry siedzi już w salonie, zajęty obsługą telewizora powiedziałam do Megan ściszonym głosem:
- Obiecaj, że zachowasz spokój. – spojrzałam Jej głęboko w oczy. W odpowiedzi otrzymałam tylko przytakujące kiwnięcie głową i niesamowite zainteresowanie, wypływające z Jej spojrzenia. – Zaraz jedziemy poznać One Direction. – dokończyłam i obie natychmiast zaczęłyśmy skakać, tańczyć i krzyczeć bezgłośnie z radości. Nagle przyjaciółka ocknęła się i wykrzyczała z przerażeniem:
- Jasna dupa, masz jakąś perukę?!
- Serio pytasz? Przecież jest bardzo ładnie. – puściłam Jej oczko i zwycięsko opuściłam kuchnię. Kto się śmieje pierwszy, ten się śmieje ostatni. – Za 15 minut w salonie! – wydarłam się do Niej zza drzwi swojego pokoju. Z garderoby wyjęłam miętową koszulę bez rękawów i czarne rurki z wysokim stanem, po czym udałam się do łazienki. W ekspresowym tempie wskoczyłam pod prysznic, żeby się odświeżyć i równie szybko z niego wyszłam. Ubrałam się w przygotowane ciuchy. Zrobiłam sobie lekki, ale robiący wrażenie makijaż i potraktowałam włosy pianką, wywołując efekt niesfornych fal. Na końcu spryskałam się jeszcze dość dużą ilością moich ulubionych perfum i prawie gotowa opuściłam łazienkę. Cichym krokiem przedostałam się ponownie do swojego pokoju, zapełniłam małą, skórzaną torebkę najpotrzebniejszymi rzeczami. Z szafy wyjęłam czarne creepersy, ubrałam je i udałam się do salonu na ustaloną zbiórkę. Harry był chyba bardzo zainteresowany programem, lecącym w telewizji, bo wyglądał przynajmniej jak zahipnotyzowany. Najdyskretniej jak potrafiłam zbliżyłam się do tyłu kanapy i delikatnie zsunęłam ręce po ramionach chłopaka, oplatając nimi Jego szyję, szeptając mu do ucha:
- Stęskniłeś się?
- A jak myślisz? – wymruczał, zerkając na mnie po wyłączeniu telewizora. Zaśmiałam się bezgłośnie i mimowolnie przypomniałam sobie Nasz pocałunek.
- Jesteś kochany, wiesz?
- Jesteś pewna? – zapytał podejrzliwie, a ja nie wiedząc o co mu chodzi odpowiedziałam także pytaniem:
- Czego?
- Mojej kochaności. – oboje zaczęliśmy się śmiać. Nie wiem, co było przyczyną, czy ten niezbyt udany neologizm Harrego, czy po prostu my sami.
- Jak nigdy. – pochyliłam się nad Nim tak, że Nasze nosy się zetknęły. Jedyne co widziałam to roześmiane oczy Harrego, zawzięcie spoglądające w moje. Usłyszałam za sobą głos wkraczającej do salonu przyjaciółki:
- Jestem gotowa. – zakomunikowała i zaśmiała się prawdopodobnie na Nasz widok. Ekspresowo odskoczyłam od kanapy, o którą się opierałam, a Harry natychmiast z niej wstał, niczym ‘’na baczność’’. – Jak dzieci. – skomentowała Megan jeszcze bardziej rozbawiona Naszym zachowaniem, a my w tym czasie posyłaliśmy sobie nawzajem pełne zakłopotania spojrzenia.
- To teraz powiedzcie mi, jak Wy to robicie? – zapytał Styles podczas, gdy ja już dołączyłam do przyjaciółki. Obie wyłupiłyśmy oczy, nie mając pojęcia, o co mu chodzi. – No… W 15-naście minut sprawiłyście, że wyglądacie hmm… - zastanowił się nad użyciem właściwego określenia – oszołamiająco.
- Serio Styles? Serio? Może już nie udawaj, że jesteś taki miły. – życzliwie wyśmiałam Go i Jego komplement.
- Ranisz, Booth. – odpowiedział w żartach, opuszczając razem z Nami mieszkanie. Po chwili zajęliśmy miejsca w samochodzie chłopaka i ruszyliśmy przed siebie. Nie wiem, jak Megan, ale ja siedziałam jak na szpilkach. Jednak obecność przyjaciółki dodawała mi trochę otuchy. Na szczęście co chwilę któreś z Nas rzucało jakimś mało inteligentnym, czy błyskotliwym tekstem i całą drogę zanosiliśmy się śmiechem. Można by powiedzieć ‘’mieszanka wybuchowa’’. Megan była ostro stuknięta, Harry miał nierówno pod sufitem, a ja byłam nieźle pokręcona. Idealnie.

***


Rozdział taki trochę przechodni...
Hm, ale co powiecie na taką małą integrację? : )
Mojej dość długiej nieobecności tutaj nawet nie skomentuję...
Mam nadzieję, że jesteście cierpliwi.
Uwielbiam Was i dziękuję za wszystko, co dla mnie robicie.
Jesteście niesamowici, kochani i w ogóle najlepsi!
Życzę Wam udanego wypoczynku i duuużo słońca! <3

Różowa Megan? Czemu nie! :D


Megan - metamorfoza.jpg
Tagi:
01.05.2013 o godz. 11:31

Kiedy się obudziłam przeżyłam wielki szok, a silny ból głowy wcale nie pomagał mi ustalić, gdzie właściwie jestem. Z trudem przypomniałam sobie wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Zagadka się rozwiązała. Styles. W domu było bardzo cicho, więc od razu wstałam z łóżka. Może nie najchętniej wykonałam tą czynność, bo świadomość, że Harry widział mnie w dość tragicznym stanie wywoływała u mnie dość dziwne uczucie, którego z chęcią bym się pozbyła. Poszłam do kuchni, by jak najszybciej napić się czegoś, a przy okazji zobaczyć, czy właściciela domu tam przypadkiem nie ma. Pomieszczenie było puste. Nalałam więc sobie szklankę wody i próbowałam jeszcze raz poukładać sobie wszystko w głowie. Na nic. W oczy rzuciła mi się biała kartka, na której było napisane:

‘’Jeśli się obudziłaś, to wiedz, że mam wywiad. Niedługo wrócę. A jeśli chcesz uciec, to wiedz, że specjalnie zakluczyłem drzwi. A…zapomniałbym. Rozgość się i czuj się jak u siebie. Nie chciałbym, żebyś czekała na mnie bezczynnie. Jedzenie jest w lodówce (to pozwolenie na korzystanie z niej i opróżnienie jej zawartości). I…mogłabyś wziąć jakiś prysznic, czy coś. Niczego nie sugeruje, a już na pewno nie tego, że śmierdzisz. Skądże. Po prostu alkohol niefajnie pachnie. To chyba wszystko, nie umiem pisać krótko i zwięźle, ale mam nadzieję, że przeczytałaś to do końca.
Harry

PS Pijana Emily jest równie urocza, jak ta trzeźwa.''


Głupek – roześmiałam się pod nosem. Mój humor od razu stał się lepszy. Mimowolnie powąchałam swoje ubrania i niestety Harry miał rację. Niefajnie pachnie. Od razu udałam się do łazienki, która w dalszym ciągu szokowała mnie swoim urokiem, o ile łazienka taki urok może posiadać. Na szafce leżały ubrania, a na nich kolejna kartka ‘’Tak na wszelki wypadek, gdybyś chciała się przebrać.’’
- Dzięki Styles – powiedziałam sama do siebie i westchnęłam bezradnie. Tak bardzo się o mnie troszczył. Tylko czasami miałam problem z rozpoznaniem, kim dla Niego jestem. Przyjaciółką, kandydatką na Jego dziewczynę, a może po prostu młodszą siostrą? Miałam nadzieję, że Jego wybór spośród tych trzech opcji jest dość rozsądny…
Wykąpałam się i od razu poczułam się lepiej. Założyłam męską koszulkę i dresy, które oczywiście były za duże, ale to nic… Podwinęłam spodnie i wyglądałam hmm… odpowiednio na ryby. Ze swojej torebki wyjęłam tusz i lekko musnęłam nim swoje rzęsy, żeby dodać sobie chociaż odrobinę dziewczęcości, której niestety pozbawiły mnie tymczasowe ubrania. Na żadne śniadanie nie miałam ochoty, ale ponownie poszłam do kuchni, by zrobić sobie kawę. Przy ekspresie czekała na mnie kolejna niespodzianka, tym razem złota myśl jakże mądrego Pana o treści:

‘’Kawa jest niezdrowa’’
.

Dzięki, może kiedyś się do tego zastosuję, ale teraz mam to gdzieś. – zaśmiałam się w myślach i już po chwili z kubkiem w ręku ruszyłam w stronę salonu. Mimowolnie udałam się do części z kominkiem. Tam, gdzie siedziałam razem z Harrym, gdy się poznaliśmy. To chyba jeden z piękniejszych momentów w moim życiu, naprawdę. Podeszłam do regału pełnego książek i wybrałam jedną z nich. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie i zaczęłam czytać. Dobrnęłam do czwartej strony, a tam kolejny liścik:

‘’Czego nie robią przepici ludzie? Nie czytają książek. Czego oczywiście nie można powiedzieć o Emily Booth.’’


Cholera, znów to zrobił. – przyszło mi do głowy. Od razu wyobraziłam sobie, jak wymawia moje imię i nazwisko. To serio mnie trochę pociągało. Dobra, może Harry mnie trochę pociągał… Z tymi karteczkami to w sumie świetna sprawa. Sam fakt, że pomyślał przed wyjściem o tym, aby zrobić coś takiego wywoływał na mnie wielkie WOW i było mi strasznie miło. Tego nie da się ukryć.
Po jakiejś godzinie czytania stwierdziłam, że jestem trochę znudzona. Zamierzałam więc włączyć telewizor. Pod pilotem znalazłam krótką, ale treściwą wiadomość:

‘’Przepraszam Cię, Emily.’’


Uśmiechnęłam się szeroko i po chwili patrzenia ślepo w tych kilka literek, usłyszałam za sobą:
- Witaj Em. – wyszeptane przez męski, nieco zachrypnięty głos wprost do mojego ucha. Pierwotnie podskoczyłam ze strachu, ale po chwili spokojnie powiedziałam:
- To ja Cię przepraszam, Harry. – zerknęłam głęboko w Jego oczy. Między Nami zapadła głucha cisza, a Styles od razu zajął miejsce obok mnie. Siedzieliśmy, nie odzywając się, od czasu do czasu zerkając na siebie. Nawet przez sekundę nie pomyślałam, że to niezręczna sytuacja, nie przeszkadzało mi to. Delikatnie oparłam głowę na ramieniu chłopaka i złapałam Go za rękę, a raczej zaczęłam rysować na Jego dłoni jakieś dziwaczne wzorki.
- Naprawdę uważasz, że jestem idiotą, który rujnuje Ci życie? – powiedział przez lekki śmiech tak, że nie wyczułam, czy sobie żartuje, czy pyta poważnie.
- No coś Ty. – dźgnęłam Go w bok. – A nawet, jeśli uważam Cię za idiotę to takiego najukochańszego, jakiego w życiu spotkałam. – cmoknęłam Go w policzek. Raczej nie potrafiłam skrywać swoich emocji, a przy Harrym nie czułam się jakoś specjalnie skrępowana, co raczej było oczywiste. – Przepraszam, że znowu sprawiłam Ci tyle kłopotów i że po raz kolejny musiałeś mnie ratować. No i oczywiście dziękuję. – zaśmiałam się lekko zakłopotana i wtuliłam się w Jego klatkę piersiową, oczekując na Jego reakcje. Chłopak uśmiechnął się wdzięcznie, ale nic nie odpowiedział. Przyglądał mi się tylko z jeszcze większym rozbawieniem.
- No co? – zapytałam w końcu, siadając naprzeciwko Niego.
- Nic, nic. Po prostu fajnie tak wyglądasz. – posłał mi łobuzerski uśmiech i przygryzł dolną wargę. Zaczęło się – pomyślałam. Dwuznaczne teksty do biegu, gotowi, start!
- Zapewne ponętnie, niczym parówka w gorsecie.
- Masz za duże ubrania i wyglądasz jak parówka w gorsecie? Interesujące. – zastanowił się Styles.
- Może weź już nie udawaj, że znasz się na ubraniach, co? – roześmiałam się i rzuciłam w Niego poduszką. Harry najwyraźniej uznał to za rozpętanie jakiejś wojny. Po chwilowych zmaganiach, oboje znaleźliśmy się na podłodze. Leżałam na Nim, nie mając innego wyjścia objęta Jego silnymi ramionami. Chłopak zaprzestał dalszego ataku, jakby o to mu właśnie chodziło. Błądził swoim wzrokiem po mojej twarzy z nieukrywaną radością. Ja zresztą nie byłam gorsza. Patrzyłam mu prosto w oczy, tak bardzo lubiłam to robić.
- Ja chyba muszę już iść. – wydusiłam z siebie bezradnie, posyłając mu uśmiech. Lokowaty stwierdził, że najlepszą odmową na moje słowa będzie zamienienie Naszych ról. Znalazł się tuż nade mną, zbliżając Nasze ciała jeszcze bardziej niż wcześniej.
- A co jeśli Cię nie wypuszczę? – szepnął kusząco, muskając swoimi wargami moje ucho.
- Pamiętasz chwyt szczypawicy? – zapytałam przez śmiech. Zwycięstwo Emily – pomyślałam, gdy chłopak w ekspresowym tempie zszedł ze mnie i usiadł obok z rozbawioną miną.
- No dobra, ale mam lepszy argument. – podrapał się z zakłopotaniem po głowie. - Po drodze zrobiłem zakupy w Nando’s, więc…
- Mów dalej.
- Więc nie masz wyjścia. – rozłożył ręce zapewne myśląc, że jest genialny.
- Tym razem jedzenie uratowało Ci tyłek, ale następnym razem poproszę naprawdę dobry argument. – złapałam Go za rękę i pociągnęłam w kierunku kuchni. Wstępnie mieliśmy zachowywać się jak na cywilizowanych ludzi przystało, ale stwierdziliśmy, że wygodniej będzie Nam przed telewizorem. Zabraliśmy ze sobą wszystko, co uznaliśmy za słuszne, pozostawiając w kuchni spory bałagan i poszliśmy do salonu. Usadowiliśmy się wygodnie i konsumując kurczaka oraz przygniatając siebie nawzajem, ‘’oglądaliśmy film’’. To nic, że kompletnie nie wiedziałam o co w nim chodzi, bo Harry ciągle mnie zagadywał. Tak właśnie spędziliśmy całe popołudnie. Bezczynnie siedząc, leżąc, wygłupiając się. Po raz kolejny przekonałam się, że chyba nigdy nie skończą Nam się tematy do rozmów, czy znudzenie własnym towarzystwem. Kiedy zauważyłam, że na dworze robi się coraz ciemniej, ruszyłam z miejsca, by zabrać się za sprzątanie tego wszystkiego. Styles oczywiście od razu mi pomógł, bo stwierdził, że to ja jestem gościem i nie może mnie zbytnio wykorzystywać w wykonywaniu prac domowych. Jaki On litościwy…
- Harry, odsuń się. – poprosiłam Go i zajęłam Jego miejsce, widząc jak męczy się z tymi naczyniami. Byłam pewna, że miał zmywarkę, ale zapewne chciał pokazać, jakim to On nie jest wielofunkcyjnym mężczyzną. Cały Harry.
- Co robisz? – zapytałam lekko zdezorientowana, kiedy chłopak po długim czasie przyglądania mi się, ochlapał mnie wodą.
- Sprawdzam Twój poziom irytacji. – zaśmiał się ironicznie.
- Ach tak. – westchnęłam i długo nie zastanawiając się, chwyciłam jakąś miskę z wodą, stojącą obok mnie i wylałam ją na Stylesa. Jego mina była bezcenna. Nawet nie wiem kiedy, złapał mnie i niósł w nieznanym mi kierunku. Już po chwili wylądowałam w wannie, nie wiedząc jak razem z Harrym. Próbowałam się wyrwać z Jego objęć, ale na darmo. Zaczęliśmy wzajemnie oblewać się zimną wodą. Już sobie wyobrażam jak musiałam wyglądać. Cali mokrzy usiedliśmy naprzeciwko siebie i ciesząc się nie wiadomo z czego toczyliśmy grę spojrzeń.
- Nigdy więcej. – powiedziałam, ruszając z miejsca i pochylając się nad Nim.
- Nigdy nie mów nigdy. – usłyszałam w odpowiedzi, czując Jego ręce na swoim ciele. No pięknie. – pomyślałam. Po raz kolejny potraktował mnie sitkiem. To chyba sprawiało mu niesamowitą przyjemność. Z trudem wygramoliłam się z wanny, podczas gdy Harry cały czas w niej tkwił, obserwując każdy mój ruch. Sam tego chciałeś, Styles. – powiedziałam sama do siebie w swoich myślach. Zdjęłam zupełnie przemoczoną koszulkę, tym samym zostając w samej bieliźnie.
- W co mogę się ubrać? – zapytałam najnormalniej w świecie z miną uroczej, niewinnej dziewczynki.
- Tak jest dobrze. – odpowiedział szybko z nieukrywanym zadowoleniem, mierząc każdy milimetr mojego ciała. – Nie mam nic przeciwko, żebyś… - przerwałam mu, rzucając w Niego tą koszulką. Zabrałam ręcznik i trochę poirytowana i rozbawiona głupotą tego ciamajdy wyszłam z łazienki. Wytarłam się nim i przebrałam w swoje ubrania, które zalegały u mnie w torbie. Zdążyłam założyć na siebie koszulkę, gdy w pokoju pojawił się Harry.
- Jesteś szalona, wiesz? – cały roześmiany nadal ilustrował mnie wzrokiem. Obawiam się, że emocje kogoś tutaj nie opuściły. – roześmiałam się na samą myśl o tym.
- Wiem. – odpowiedziałam w końcu, zamykając torbę. – Cholera jasna, to Ty tak na mnie działasz. A poza tym, muszę już jechać do domu. – spojrzałam w Jego stronę.
- Wezmę tylko kluczyki. – poinformował mnie i wskazał palcem pomieszczenie obok.
- Dzięki Harry, ale poradzę sobie. Spacer mi dobrze zrobi. – posłałam mu ciepły uśmiech.
- Będę się martwił. Jest już ciemno, a to daleko. – zaczął mówić spanikowany.
- Harry, doceniam wszystko, co dla mnie robisz, naprawdę, ale czuję się jak jakieś brzemię Twojego życia. Przecież nie mogę być ciągle od Ciebie zależna. – to było przecież jasne, przynajmniej dla mnie. – Zadzwonię. – ucałowałam Go w policzek na pożegnanie i wyszłam z domu. Potrzebowałam samotności. Właśnie teraz, w tym momencie. Tak po prostu czasami człowieka nachodzi ochota, żeby pozbyć się wszystkich dookoła, aby móc przemyśleć kilka spraw, albo i nie przemyśleć. To wszystko było takie piękne, że aż przytłaczające. Miałam wrażenie, że oboje z Harrym mieliśmy ten sam problem. Zastanawianie się, co do siebie czujemy, nie zapominając przy tym o możliwym odrzuceniu, czy stracie, która przybierała na wartości z każdym kolejnym dniem od Naszego poznania.
- Emily! – usłyszałam za sobą wołanie po kilkunastu minutach drogi, co spowodowało, że byłam już w tłumie innych przechodniów. Jednak ten głos rozpoznałabym chyba wszędzie. Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą postać biegnącego do mnie chłopaka.
- Stęskniłeś się? – roześmiałam się.
- Obiecaj, że spotkamy się jeszcze w tym tygodniu.
- Przecież to, czy się spotkamy nie zależy tylko ode mnie. – powiedziałam nieśmiało i spuściłam wzrok.
- W środę przyjadę po Ciebie od razu po szkole. – oznajmił, lekko uśmiechając się i patrząc mi w oczy. Podszedł bliżej mnie i złapał mnie za ręce. Po chwili wpatrywania się we mnie puścił moje dłonie, by przenieść je nieco wyżej. Objął mnie w talii i pokonał dzielący Nas dystans. Jego oddech był spokojny w przeciwieństwie z moim. Patrzył mi głęboko w oczy, a ja swój wzrok przenosiłam z Jego tęczówek, na usta i tak w kółko. Trochę zdenerwowana całą tą sytuacją poczułam na swoim ciele krople spadającego deszczu. Harry uśmiechnął się, chwycił ostrożnie moją twarz w dłonie, powodując na mojej skórze ciepły dreszcz i ostatecznie musnął delikatnie moje usta.

***


Planowałam do testów nic nie dodawać, ale tak jakoś samo wyszło. : )
Podoba Wam się?
Wstawiam, bo 1000 dni trwania One Direction, a co tam. ♥
Mam nadzieję, że takich tysięcznic będzie jeszcze dużo.
Harry, please.jpg
Tagi:
18.04.2013 o godz. 17:38
Do moich oczu automatycznie napłynęły słone łzy. Tak momentalnie cała moja radość minęła. W głowie słyszałam tylko ostatnie słowa przyjaciela wypowiedziane do mnie, które przewijały się w kółko, i w kółko.
- Emily, gdzie Ty się włóczysz? – usłyszałam za sobą głos Megan. – I gdzie jest Harry? – zdążyła się już oswoić z myślą, że przyjaźnię się z jednym z najbardziej popularnych chłopaków na świecie. Jeszcze kilka razy musiałam Jej wszystko wyjaśnić, ale w końcu udało się… Odwróciłam się w Jej stronę, wymuszając uśmiech.
- Ty płaczesz? – zapytała z niedowierzaniem na widok mojego zapewne rozmazanego makijażu i od razu znalazła się tuż obok mnie. – Co się stało?
- Harry sobie poszedł. – westchnęłam bezradnie, łamiącym głosem. – W dodatku uważa mnie za jakąś dziewczynę lekkich obyczajów.
- Słucham? – przyjaciółka zbulwersowała się. – Co to, to nie. – dodała i przytuliła mnie mocno. – Chcesz już wracać? – zapytała po chwili zatroskanym głosem.
- Co? Nie ma mowy! – ożywiłam się i otarłam swoje łzy, myśląc, że nie po to pracowałam tak ciężko, żebym teraz nawet nie mogła tego uczcić. – Jedyne, czego pragnę, to się dobrze bawić!
- Okej, ale proponuję najpierw iść poprawić makijaż. – zaśmiała się i złapała mnie za rękę, ciągnąc w kierunku łazienki.

***


- Powiesz mi w końcu, co zrobiłeś? – z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjaciela, prowadzącego samochód. Milczałem. Nie chciałem mu nic tłumaczyć. W dalszym ciągu byłem wściekły i czułem się tak źle, jak nigdy od dłuższego czasu. Nikt nie był w stanie mi pomóc. No może nikt, oprócz Niej. Uśmiechnięta i idealna brązowowłosa istota. Oczywiście idealna dla mnie.
- Najpierw mówisz, że mnie z kimś poznasz, a później mnie od tego kogoś odciągasz. Gdzie tu logika? – znowu wtrącił Irlandczyk.
- Osobą, którą miałeś poznać nie była Emily, ciemnoto. – warknąłem lekko rozbawiony. Westchnął głośno na moje słowa i przymknął się na chwilę. Zamierzałem przedstawić Niall’a, Megan. Mielibyśmy z Em wolny wieczór, tylko dla siebie, a zresztą, z tego, co wiem Jej przyjaciółka od jakiegoś czasu była wolna, chciałem ich obojga trochę uszczęśliwić… Kiedy w samochodzie zapanowała bezgłośna cisza, moje myśli znowu zaczęły krążyć wokół Jej osoby. Zastanawiałem się też, dlaczego tak zareagowałem. No dobra, to oczywiste, ale chyba naprawdę przesadziłem… Tak bardzo chciałem znaczyć dla Emily coś więcej, a w żaden sposób nie potrafiłem Jej tego ani powiedzieć, ani pokazać. Nie zdawała sobie sprawy, co do Niej czułem i z tego, że każda cząstka ‘’Harrego Stylesa – wielkiego podrywacza’’, już od dnia pierwszego spotkania, szalała na Jej punkcie.
- Nie chcesz mówić, to nie, ale mógłbyś wysłuchać mądrych rad wujka Horana. – wzruszył bezradnie ramionami i włączył radio, przyspieszając. Stwierdziłem, że zignoruję jakże błyskotliwą wypowiedź przyjaciela. Nadal wpatrywałem się w krople deszczu, spływające po szybie.
- Żebyś później nie żałował. – pomachał karcąco głową.
- Zamknij się już! – syknąłem poirytowany.
Dom był pusty. Od razy wybrałem się pod prysznic, żeby jak najszybciej iść spać i przestać myśleć. W drodze do łazienki spotkałem Horana, który był w dużo lepszym humorze ode mnie. Na mój widok przystanął i lekko się uśmiechnął.
- Powiedz Jej, Harry. Powiedz Jej, jak bardzo Ci na Niej zależy. – poklepał mnie po ramieniu i poszedł, nie czekając na moją odpowiedź.
- Dzięki Niall. – uśmiechnąłem się do Niego życzliwie. Trochę było mi głupio, że tak się zachowałem również w stosunku do Niego. Najpierw sam Go namawiałem, żeby ze mną tam pojechał, a później jak najszybciej chciałem wracać do domu… – Ale to nie jest takie proste. – powiedziałem cicho sam do siebie, bo Jego nie było już w pobliżu.
Zasypiając myślałem tylko o jednym - ‘’żeby ten frajer trzymał łapy przy sobie’’…

***


Każdy kolejny dzień dłużył mi się niesamowicie. Miałam już wszystkiego dość. W kółko szkoła, dom, nauka i jeszcze sprawdzanie telefonu, czy przypadkiem nie ma nieodebranej wiadomości, czy połączenia. Harry nie odzywał się do mnie od wieczoru premiery. Był nadal zły? Możliwe, ale zapewne gdyby miał wolną chwilę napisałby coś, zadzwonił… Czekałam z niecierpliwością. Przecież nie będę się narzucać. – myślałam.

***


Pieprzone gwiazdorstwo – zakląłem, wracając do domu po kilkugodzinnym pobycie w studiu. Czasami myślałem, aby to wszystko rzucić. Chwilami nie miałem czasu na to, co jest naprawdę ważne. Tak bardzo brakowało mi Em. Lubiłem Jej narzekać, jaka to sława nie jest przytłaczająca. To bywało trochę egoistyczne, bo Ona skrycie marzyła o niej. Nie chciała przyznać się do tego wprost, ale widziałem iskrę w jej oczach, kiedy tylko Jej coś opowiadałem o mojej ‘’pracy’’. Sprawdziłem po raz tysięczny tego dnia wyświetlacz telefonu, a tam nic – pustka. Stwierdziłem jednak, że poczekam jeszcze trochę. Nie mogłem się narzucać… Gdyby potrzebowała mnie, odezwałaby się. Jestem tego pewien.
- Teraz Harry, ogarniasz się i idziesz na jakąś imprezę. – powiedziałem sam do siebie, patrząc w swoje odbicie w lustrze. Było ze mną naprawdę źle. Odszykowanie zajęło mi jakieś pół godziny, włącznie z prysznicem. Zamierzałem jak najszybciej się stąd ulotnić. Chłopacy także gdzieś wybywali, więc przebywanie tutaj w samotności, byłoby najgorszym, co mogłoby mi się w ten sobotni wieczór przytrafić.
- Idziesz na imprezę?! – zapytał Liam z nieukrywanym zdziwieniem, gdy schodziłem po schodach.
- To dziwne? – odpowiedziałem również pytając.
- Tak. – wtrącił ze śmiechem Zayn, który paradował po całym domu owinięty w ręcznik. Sam zastanawiam się, jak tu jeszcze wytrzymuje.
- Nie wiem, o co Wam chodzi. – burknąłem, zabierając klucze.
- Pozdrów Emily! – krzyknął Niall, kiedy już zamykałem za sobą drzwi. Moje kąciki ust lekko się uniosły, ale fascynacja szybko minęło. Wsiadłem do zamówionej wcześniej taksówki i podałem kierowcy adres klubu, do którego się wybierałem. ‘’93 Feet Fast’’. Rzadko tam chodziłem, ale z tego, co dobrze pamiętam to Pani Booth właśnie chciała mnie tam kiedyś zabrać. Dlaczego? Bo to zwykły lokal, wypełniony osobami zwykłych młodych ludzi. Tego właśnie mi brakowało, czyli Em i co za tym szło uczucia, że jestem normalny, a raczej uczucia, że ktoś inny potrafi dostrzec we mnie tę cechę.
W środku było dość tłoczno, a muzyka, która od razu zwróciła moją uwagę - dość fajna. Nikogo nie znałem, ale to nie było istotne, bo raczej nie miałem problemu z nawiązywaniem kontaktu. Ludzie chyba nie zauważyli we mnie nic nadzwyczajnego, więc od razu poczułem się lepiej. Zdecydowałem na początku iść po jakiegoś drinka, a później dopiero zacząć się bawić. W końcu tak zawsze zaczynają się najlepsze imprezy... Zbliżając się do baru w oczy rzuciła mi się sylwetka pewnej dziewczyny. Strasznie mi przypominała Em. Jednak Jej postawa i styl bycia, a raczej brak kontroli nad samą sobą oraz flirty z jakimiś chłopakami wykluczały opcje, że to Ona. Mimo wszystko chciałem to sprawdzić. Nagle brunetka odwróciła się i byłem w naprawdę wielkim szoku. Coś się we mnie zagotowało. Jak najszybciej znalazłem się przy Niej i złapałem Ją za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia.
- Co Ty robisz? – oburzyła się, pewnie nawet mnie nie rozpoznając.
- To pytanie nabierze sensu kiedy to ja zapytam, co robisz. – powiedziałem, kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz.
- A co Cię to tak nagle interesuje? – chyba ktoś po spożyciu alkoholu jest bardzo agresywny. Zaśmiałem się pod nosem. – Z czego ha, co? – po raz kolejny się zbulwersowała i próbowała wyrwać swoje nadgarstki z mojego uścisku.
- Emily, nie wygłupiaj się tak więcej. – poprosiłem i pocałowałem przyjaciółkę w czoło.
- Masz mi coś jeszcze do powiedzenia, czy mogę już iść? – zapytała, prawie tracąc równowagę.
- Może i mam, ale to jak wytrzeźwiejesz. – zdecydowanym ruchem złapałem dziewczynę i ‘’przerzuciłem przez ramię’’. Bezradnie machała nogami, trochę kopiąc mnie przy tym. Mówiła, jakim to nie jestem idiotą i sztywniakiem, wspominając też o tym, że rujnuję Jej życie. Całkiem miło z Jej strony. Strasznie chciało mi się śmiać, bo nigdy nie widziałem Jej w takim stanie. Całe szczęście, że wymyśliłem sobie dzisiaj tą imprezę. Ona przecież nie kontaktuje ze światem.
- Luuudzie! Ratunku! On mnie porwał! To idiota! – Emily krzyczała do wszystkich ludzi, których mijaliśmy. Posyłałem im tylko zakłopotany uśmiech, bo raczej nietrudno było się zorientować w jakim dziewczyna jest stanie.
- Emily, proszę Cię, przestań już. – powiedziałem w końcu błagalnym tonem, kiedy Ci wszyscy przechodnie zaczynali się naprawdę dziwnie patrzeć.
- Dobra. – burknęła i natychmiast zaczęła śpiewać jakieś głupie piosenki. Obstawiam, że jeszcze z przedszkola. – Wiesz co… - zaczęła po chwili. – Masz naprawdę seksiasty tyłek. – stwierdziła i zaczęła mnie macać. Ona i te Jej neologizmy. Nie pozostawało mi nic innego, jak śmiech. Przez resztę drogi opowiadała mi jeszcze jakieś głupoty, które w ogóle nie trzymały się jednej, składnej całości, ale to nie miało żadnego znaczenia…
Dotarliśmy w końcu na miejsce. Nie miałem zamiaru wracać z pijaną dziewczyną na plecach z imprezy do domu, który dzieliłem z chłopakami, więc przyniosłem Ją do siebie. Może gdybym Jej nie znał, nie robiłoby mi to większej różnicy, co Liam, czy Louis pomyślą sobie o Niej. Jednak zależało mi na tym, żeby Ich pierwszy kontakt z Emily był inny. Dziewczyna w połowie drogi zasnęła, więc było trochę nudno, ale uśmiech nie schodził mi z twarzy. Z trudem otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Od razu udałem się do sypialni, którą już poznała. Położyłem Ją delikatnie na łóżku, zdjąłem Jej buty i przykryłem kocem.
- Lubię Cię, Styles. – mruknęła nieprzytomna, zadowolonym głosem.
Po raz kolejny tego wieczora ucałowałem Ją i sam udałem się spać.

***


Pomyśleć, że w mojej głowie to ułożyło się tak niesamowicie...
W żaden sposób nie potrafiłam tego napisać.
40 obserwujących, a ja wstawiam taki shit. No cóż, bywa...
14-nastka będzie jeszcze później, bo testy.

Aha i jeszcze coś! Jak dla mnie wszystko jest bardzo jasne.
Jeśli wchodzisz, czytasz i nie komentujesz to znaczy,
że nie chcesz następnego rozdziału.

Peace & love = kiss, pozdrawiam! : )


NAJLEPSIEJSZY! ♥
Now and forever?





Najlepsiejszy!.jpg
Tagi:
08.04.2013 o godz. 18:48

- Proszę? – powiedział błagalnym tonem, a żeby to poskutkowało, użył swojego nienagannego uroku osobistego. Przecież od początku dobrze wiedziałam, że to się tak właśnie skończy. Noc spędzona razem z półnagim Stylesem w jednoosobowym łóżku. Cały Harry…
- Okej, ale to jest moja połowa i nawet nie próbuj jej przekroczyć. – ręką wyznaczyłam, dzielącą Nas linię i przekręciłam się na drugi bok, aby spokojnie zasnąć.
- Postaram się. – usłyszałam Jego ciepły szept na swojej szyi, co znaczyło, że przybliżył się do mnie. Zaraz po tym poczułam, jak mnie obejmuje. Mimowolnie uśmiechnęłam się, to prawda, ale zasady były inne, a raczej granica, która miała pozostać nienaruszona. Chciałam się na Niego wydrzeć, ale w ostatnim momencie, powstrzymałam się. Czułam Jego obecność w taki sposób, o jakim od dawna marzyłam. Nie mogłam tego zepsuć.
- Em… - przeciągnął pytająco Harry.
- Yhym? – mruknęłam, przysypiając.
- Dlaczego właściwie dałaś Jej tego misia? – na te słowa, w których wyczułam odrobinę rozczarowania, ożywiłam się i sprytnie odwróciłam w Jego stronę. Po chwili zastanowienia odezwałam się:
- Po prostu pomyślałam, że niesprawiedliwie będzie mieć i Ciebie, i misia. – na twarzy chłopaka od razu pojawił się uśmiech. Chyba nie spodziewał się takiej odpowiedzi, która najwyraźniej Go zadowoliła. – Ewentualnie kupisz mi drugiego. – dodałam i wtuliłam się w Niego najmocniej jak potrafiłam. Tak jak miliony dziewczyn na świecie w objęciach swojego chłopaka, ja również w tym momencie poczułam się bezpiecznie. To nic, że łączyła Nas tylko przyjaźń…
- Tak sobie myślę… - zaczął Lokowaty, rysując bliżej nieokreślone kształty na moich plecach. – Musimy się kiedyś razem upić.
- Słucham? – parsknęłam głośno śmiechem. – To byłoby głupie.
- Niekoniecznie. Ciekawy jestem, co bylibyśmy w stanie zrobić. Tak wiesz… nieświadomi. – wyjaśnił mi, nieco zachęcając mnie do realizacji tego niesamowitego planu.
- Lepiej idź już spać. – poradziłam mu przez śmiech, nie dowierzając w te głupoty, które właśnie mówił. On naprawdę miał jakieś nieokiełznane pomysły, które nie powinny oglądać światła dziennego. Tego też wolałabym nie słyszeć. Jeszcze jakiś czas leżałam w bezruchu, realizując cały ten dzień. Zaciągałam się zapachem Harrego, co doprowadzało mnie do stanu osłabienia. Jestem pewna, że nie potrafiłabym utrzymać się na własnych nogach, gdybym stała. Co ten chłopak ze mną robił… Przecież znaliśmy się dość długo, zdążyłam się do Niego przyzwyczaić. Niepokoiło mnie tylko to, że z czasem działał na mnie jeszcze intensywniej.

Gdy się obudziłam przeżyłam lekki szok. Jednak szybko posklejałam sobie wszystkie fakty, które dały mi jasno do zrozumienia, co Harry robił w moim łóżku. Dłuższą chwilę przyglądałam się mu, jak śpi. To głupie, bo to w niczym mi nie pomagało, wręcz przeciwnie, ale był taki słodki… Zresztą, ten widok był niecodzienny, więc musiałam się nim nacieszyć. W końcu mozolnie wstałam z łóżka. Dochodziła godzina 10. Na własne życzenie pakuję się w kłopoty – skarciłam się w myślach, podeszłam do szafy i wyjęłam z niej jakieś szare dresy i luźny t-shirt. Jakoś nie specjalnie zależało mi na tym, żeby wyglądać ładnie, olśniewająco, czy po prostu normalnie.
- A Ciebie nie będę jeszcze budzić. – uśmiechnęłam się do śpiącego Harolda, po czym ruszyłam do łazienki. Szybki prysznic, lekki makijaż, zebranie włosów w luźny kok i gotowe! Poszłam do kuchni przygotować jakieś śniadanie. Zrobiłam kilka kanapek i zaparzyłam dwa kubki gorącej kawy. Chwilę po tym w pomieszczeniu pojawił się Śpiący Królewicz. W samych jeansach i bez koszulki wyglądał bardzo dobrze… Po raz kolejny się o tym przekonałam.
- Jesteś tancerką? – zapytał lekko rozmarzony, a jednocześnie zdziwiony, wchodząc do kuchni.
- Nie, a skąd to pytanie? – wyśmiałam Go.
- Masz idealną figurę. – oznajmił mi ze szczególnym wyróżnieniem drugiego słowa i jednocześnie klapnął mnie w tyłek.
- Ej, a co to miało być?! – zbulwersowałam się Jego zachowaniem.
- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać. – głupkowato roześmiał się i przygryzł dolną wargę, opierając się o meble.
- Grabisz sobie, Styles. – poinformowałam Go, ale i tym razem to, co zrobił przeszło wszystkie możliwe normy.
- Obiecuję się poprawić. – powiedział tak szybko, że nawet nie zorientowałam się, kiedy podszedł do mnie, uwięził mnie w swoich objęciach i zaczął całować mnie w okolicach ramienia i szyi. Wow, wow, wow. Nie rozpędzajmy się. – pomyślałam. Już miałam Go od siebie odepchnąć, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Gorzej nie będzie. – pocieszyłam się i wzięłam głęboki oddech. Po chwili przyjaciółka wpadła do mieszkania i nawet nie zauważyła, że jestem w kuchni, a w dodatku nie sama, co było dziwnym zjawiskiem.
- Zapomniałam referatu – krzyknęła zdyszana ze swojego pokoju. Nic nie odpowiedziałam, bo starałam się wymyśleć, gdzie mogłabym schować Harrego. Nic mądrego nie przyszło mi do głowy. Totalna panika, a idealnym jej potwierdzeniem było zbicie kubka. Świetnie, teraz na pewno tu przyjdzie – przeszło mi tylko przez głowę, gdy Megan natychmiast pojawiła się w kuchni.
- Co Ty tu… - zamarła w połowie wypowiedzi, gdy tylko zobaczyła Lokowatego. Trzeba przyznać, że szybko uporała się ze zdziwieniem i chłopak pewnie nawet nie zauważył, że Jej wyraz twarzy był dość nienaturalny. Patrzyłam przerażona, to na przyjaciółkę, to na roześmianego celebrytę. Miałam nadzieję, że poznają się w innych okolicznościach, no ale mówi się trudno…
- Megan, to jest Harry, Harry to jest Megan. – powiedziałam już zupełnie obojętnie z przesadnym i wymuszonym uśmiechem na buzi.
- Wiem, kto to jest. – przyjaciółka wdzięcznie uśmiechnęła się do Harrego i uścisnęła Jego dłoń, wyciągniętą ku Niej.
- Miło Cię poznać, Megan. – chociaż On nie był zdezorientowany tą całą akcją. Spokojnie patrzył na dziewczynę przed sobą, o której trochę mu opowiadałam. To nic, że nie miał koszulki, w sumie nie miał się czego wstydzić. Fakt faktem, pewności siebie mu nie brakowało.
- Ciebie też. – zauważyłam po Jej wyrazie twarzy, że już wszystko sobie uświadomiła. – Niestety musze już iść, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. – tym razem spojrzała na mnie, jeszcze raz uśmiechnęła się szczerze i wyszła, zostawiając Nas samych. Westchnęłam głośno:
- Chyba Cię polubiła.

Miesiąc później.


- Harry, jesteś gotowy? – zadzwoniłam do Niego, bo miałam dziwne przeczucie, że zupełnie o mnie zapomniał.
- Od wczoraj czekam w garniturze. – zaśmiał się.
- To nie jest zabawne. Na pewno przyjdziesz? Nic Ci nie wypadło? – dopytywałam jak jakaś desperatka. Naprawdę byłam zestresowana, a zależało mi na Jego obecności.
- Tak Em. Mam jeszcze małe pytanie. Nie będzie problemu, jak przyjdzie ze mną któryś z chłopaków?
- Nie, nie. – ulżyło mi. Już myślałam, że chce mnie olać, bo przypomniało mu się o jakimś wywiadzie, bądź sesji zdjęciowej... Jednak poczucie ulgi szybko minęło. Któryś z chłopaków, świetnie. Wyczuwam podwójny stres – pomyślałam. Przecież jeszcze nie zdążyłam ich poznać...
- Uspokój się już i jedź tam! Ja przyjadę na dwudziestą, tak jak się umówiliśmy. – usłyszałam spokojny głos w słuchawce telefonu.
- Na dwudziestą?! Masz być na dziewiętnastą! – krzyknęłam do słuchawki. Czy On był jakiś upośledzony?!
- Oj wiem, tak się trochę z Ciebie nabijam. Widzimy się w teatrze. – na Jego słowa wydusiłam z siebie tylko krótkie ‘’pa’’ i rozłączyłam się. Usiadłam roztrzęsiona na kanapie. To był mój wielki dzień. Wydarzenie, na które przygotowywałam się jakieś pół roku. Nie mogłam tego zawalić. Dwie godziny przed rozpoczęciem spektaklu miałam się pojawić na miejscu. Grałam przecież główną rolę. Może nie stresowałabym się tak, gdyby nie fakt, że to przybrało naprawdę profesjonalne oblicze. Naszej Pani udało się załatwić miejsce w prawdziwym teatrze. Duża scena, jeszcze większa widownia. Na dodatek mieli pojawić się ludzie z American Film Institute. Tą informacje zachowałam tylko dla siebie, ale to nie znaczyło, że nie zależało mi na dobrym pierwszym wrażeniu.
- Emily, zbierajmy się. – Megan pstryknęła przede mną palcami. Obiecała mi, że ze mną pójdzie i będzie tam od samego początku do końca, czyli od samych przygotowań po koniec imprezy. Zabawne, wiem. To podobno było szkolne przedstawienie, a wszystko było zorganizowane tak, jak na jakiejś premierze światowej sławy musicalu. Na wspomnianą potańcówkę miałam pójść razem z Harrym. Przysługiwało mi prawo, żeby iść z osobą towarzyszącą, a w dodatku zaprosić tyle osób, ile będzie mi się podobało. Moje grono znajomych ograniczało się do Megan, która niestety była już singelką, więc szła sama. Luke’a przecież nie mogłam zaprosić, bo On już tam był bez względu na wszystko. Wychodziło na to, że jedyną dodatkową osobą będzie ktoś z One Direction…
Po 15-nastu minutach drogi znalazłyśmy się na miejscu. Przez kolejne pół godziny trwały ostatnie poprawki, po czym wszyscy mieliśmy się uspokoić, nastawić duchowo i czekać na wyjście. Megan niestety musiała mnie opuścić i iść zająć miejsce na widowni. Całe szczęście, że wszyscy z występujących byli sympatyczni i przyjaźni. Wspólnie jakoś opanowaliśmy emocje i ostatecznie wyszliśmy na scenę po kolei odgrywać scenariusz, który znaliśmy cały na pamięć, bez wyjątku.

Ostatni akt… Coś, czego bałam się najbardziej. To tutaj miałam pocałować się z Luke’iem. Na scenie przecież nie mogłam się wycofać. Całe szczęście, że nie ćwiczyliśmy tego momentu na próbach. Mimo wszystko byłam na siebie zła, że zgodziłam się na to, ale tam nie miałam już wyjścia. Wiedziałam, że tego nie chcę. To była jednak tylko gra, nic nieznacząca o życiu prywatnym gra aktorska. Podczas tego krótkiego i bezuczuciowego pocałunku, mimo wyczuwalnego zaangażowania partnera, myślałam tylko i wyłącznie o Harrym…
Kiedy było już po wszystkim wszyscy wyszliśmy na scenę i ukłoniliśmy się. Emocje towarzyszące podczas całego przestawienia były nie do opisania. Czułam, że jestem w swoim żywiole. Najlepsze było to, że wieczór przecież dopiero zaczynał robić się interesujący. W garderobie, przebierając się w sukienkę, w której przyjechałam, rozmawiałam z innymi występującymi dziewczynami. Wszystkie byłyśmy zadowolone, mimo tego, że każda potrafiła wymienić zaistniałe błędy i pomyłki. Długo nie gościłam ‘’za kulisami’’, gdyż jak najszybciej chciałam zobaczyć się z Panem Lokowatym. Jedyne czego chciałam, to przytulić się do Niego. Opuściłam strefę dostępną tylko grającym i wyszłam w tłum ludzi. Nigdzie nie mogłam znaleźć Harrego. Byłam pewna, że będzie na mnie czekał przy scenie, ale nie było Go tam. Zostałam zmuszona, żeby błądzić po widowni. W końcu dostrzegłam dwójkę młodych facetów, elegancko ubranych. Szybko do głowy przyszło mi pytanie przyjaciela, czy może zabrać ze sobą jednego z chłopaków. Kompletnie zapomniałam! Szybszym krokiem ruszyłam w stronę Stylesa i Jego kolegi.
- Cześć! – przywitałam się, nie zwracając uwagi na blondyna i rzuciłam się na szyję Harrego. Na chwilę uniósł mnie lekko nad ziemią.
- Emily, poznaj Nialla. – powiedział z wyczuwalnym chłodem w głosie, posyłając mi zimne spojrzenie. Nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Cześć Niall. – powiedziałam wdzięcznie, gdy On w tym samym czasie powiedział ‘’cześć Emily’’. Oboje zaśmialiśmy się.
- Darmowe przytulanie? – rozłożył przede mną ręce, pokazując w uśmiechu swój aparat na zębach. Bez zastanowienia skorzystałam z oferty i muszę przyznać, że Irlandczyk był w tym naprawdę dobry.
- Z chęcią zagrałbym w tym przedstawieniu rolę tego chłopaka, gdybyś miała być główną bohaterką. – zaśmiał się blondasek. Zamierzałam mu coś odpowiedzieć, ale swoją uwagę przeniosłam na Harrego, który chrząknął nerwowo, przestępując z nogi na nogę.
- Ja… Hm… Muszę… Idę sprawdzić rozpiskę spektakli na najbliższy miesiąc. – Niall wymyślił dość słabą wymówkę, by zostawić Nas samych i w błyskawicznym tempie zginął gdzieś w tłumie.
Spojrzałam na Harrego pytająco. Dlaczego się tak zachowywał? Chciałam się tego dowiedzieć jak najszybciej. Moja prośba została spełniona dość sprawnie. Długo nie musiałam czekać.
- Całowałaś się z Nim. – powiedział brunet z pogardą w głosie, przeszywając mnie jeszcze zimniejszym niż wcześniej spojrzeniem.
- No tak… - uśmiechnęłam się lekko, zdziwiona Jego reakcją. – To przecież przedstawienie.
- Mogłaś mnie uprzedzić. – Harry nie ustąpił.
- Słucham? – prychnęłam z lekką irytacją. – Nie przypominam sobie, żebyś robił mi sprawozdania z tego, co robisz i z kim. - w sumie, to za każdym razem tłumaczył mi się ze wszystkiego, co było aż przesadne, jednak to jako pierwsze nasunęło mi się do ust. - Myślałam, że będziesz się cieszył. Przecież spełniam swoje marzenia. – wydukałam. Zrobiło mi się bardzo przykro. Po raz pierwszy poczułam się przez Niego niezrozumiana.
- Marzeniami nazywasz całowanie się z pierwszym lepszym chłopakiem? Śmiechu warte. Cześć Booth, dobrej zabawy życzę. – obrócił się na pięcie i odszedł, nie dając mi powiedzieć ani jednego słowa...

***


Nie ma lipy - jest 12-nastka! ♥
Hahaha, dobry żart mi się wyrwał. :D
Trochę mnie nie było, ugh...
Musiałam ruszyć do przodu z akcją, bo już nie mogłam wytrzymać.
To wszystko się tak ciągnie, i ciągnie...
+Po części, to od Was zależy, kiedy pojawi się kolejny rozdział. : p

Tymczasem pozdrawiam, delektujcie się zimą, czekajcie na wiosnę! : )

Harry and Niall.jpg
Tagi:
01.04.2013 o godz. 23:28
- Otwórz! – usłyszałam za sobą Jego głos i natychmiast zrobiłam to, co kazał. Szczerze mówiąc, to już nie mogłam wytrzymać z ciekawości. Przed sobą ujrzałam ogromnego, pluszowego misia, siedzącego przede mną. Szybkim ruchem zerwałam się z ławki, by wziąć go na ręce. O ile to było w ogóle możliwe. Okazało się, że to nie wszystko… Na oparciu ławki siedział Harry z czerwoną różą w ręku. Szeroko uśmiechnęłam się do Niego, bo w tej sytuacji nie widziałam innego wyjścia. Wewnętrzna radość widocznie nie chciała być już dłużej skrywana przeze mnie. Chłopak zwinnie zeskoczył z ławki, znajdując się tuż przede mną.
- To dla Ciebie. – powiedział ciepło, wręczając mi kwiat. Impulsywnie rzuciłam się na Niego. Chciałam mu podziękować za to, że uczynił mnie przeszczęśliwą, a ten dzień jednym z najlepszych w moim życiu. Ogromny pluszak jednak zaprotestował i nie dopuścił do uścisku. Odstawiłam Go na ławkę, po czym oplotłam ręce na szyi Stylesa, wtulając się w nią. Kończąc tą całą zbyt romantyczną scenę, wymruczałam mu do ucha szczere ‘’dziękuję’’.
- Teraz powiedz mi, czy warto było tutaj ze mną przyjechać? – zapytał trochę niepewnie.
- Przecież wiesz, że tak. – odpowiedziałam zadowolona, biorąc otrzymany przed chwilą prezent z ławki. – Muszę go jakoś nazwać… - zakomunikowałam, licząc, że Harry podsunie mi jakiś ciekawy pomysł.
- Ktosiek. – rzucił bez namysłu i od razu po tym wyśmiał swoją propozycję. – Później coś wymyślimy, a teraz może Ci pomogę?
Chętnie zgodziłam się na pomoc przyjaciela, bo zaczynało brakować mi rąk. Aleja, którą szliśmy była bardzo długa. Spacerowało nią mnóstwo zakochanych par, a jednocześnie takich szczęśliwych… Sami może trochę przypominaliśmy jedną z Nich, ale i ja, i Harry dobrze wiedzieliśmy, że to co Nas łączy, to tylko przyjaźń.
- Co robisz? – zbulwersowałam się, kiedy Lokowaty porwał mi kapelusz z głowy.
- Cześć, jestem Emily Booth. – założył go, nie zwracając uwagi na próby mojego sprzeciwu. Zaczął mnie naśladować. – Życie jest takie piękne, a ja taka samowystarczalna, czasami roztargniona… W dodatku nie poszłam dzisiaj do szkoły, jestem taka niegrzeczna! – w tym momencie wybuchł śmiechem.
- Wcale tak nie mówię. – zatrzymałam się i podeszłam do Niego, żeby zabrać mu okulary. Założyłam je, co trochę uniemożliwiało mi widoczność i naśladując głos Harrego, zaczęłam – Cześć, jestem 1/5 One Direction. Mam na imię Harry. Noszę okulary przeciwsłoneczne, nocą. Jestem taki seksowny. – westchnęłam teatralnie. – Żadna dziewczyna nie może mi się oprzeć, ale mimo to ciągle jestem singlem. – mój śmiech spowodował, że już nic nie byłam w stanie powiedzieć. Rozbawiony Styles posłał mi piorunujące spojrzenie, po czym przywarł do mnie całą objętością swojego ciała, więżąc mnie w swoich objęciach.
- No to się doigrałaś, Emily Booth. – powiedział szarmancko.
- Nie wiem, co masz na myśli, ale tak pociągająco wypowiadasz moje imię i nazwisko… - ciągle próbowałam poskromić śmiech. Po chwili zorientowałam się, co miał na myśli. Przymierzał się, żeby mnie pocałować, a ja nie miałam zamiaru protestować.
- O matko! To Harry Styles?! – usłyszeliśmy krzyk jakiejś dziewczyny, zbliżającej się w Naszą stronę. Harry przymrużył oczy i zrobił dość dziwną minę, po czym z uśmiechem odwrócił się w kierunku nastolatki. Automatycznie odsunęłam się od Niego i zanosząc się od śmiechu, zakrywałam swoją twarz misiem. Wychylałam się od czasu, do czasu, aby obserwować zaistniałą sytuację.
- Czeeee… cześć – wyjąkała dziewczyna w odpowiedzi na przywitanie zapewne swojego ulubionego idola. Jej skrępowanie było naprawdę zabawne, co powodowało, że o mało nie zaczęłam turlać się wśród innych przechodniów, ale szybko się uspokoiłam, uświadamiając sobie, że jakiś czas temu, zachowałabym się bardzo podobnie.
- Em! – zawołał mnie Harry. Zdziwiona i trochę onieśmielona podeszłam do Niego. Sądziłam, że bezpieczniej będzie, jeśli nie będę zwracała na siebie uwagi. – Zrobisz Nam zdjęcie? – zapytał nienaturalnie miłym głosem i puścił mi oczko. Posłusznie wzięłam od Jego fanki aparat i zrobiłam im kilka zdjęć, które wyglądały naprawdę atrakcyjnie na tle wesołego miasteczka. W dodatku, Harry był tego dnia nazbyt fotogeniczny, a sława mogła tylko utwierdzać ludzi w tym stwierdzeniu. Zresztą ta dziewczyna też wyglądała bardzo ładnie. Zadbane, długie włosy, lekki makijaż i wręcz idealnie dopasowane ubrania... Byłam z siebie dumna, że to właśnie ja, uwieczniłam ich razem na fotografii.
- Miło było Cię poznać, Alice. – powiedział Harry i lekko przytulił Ją na pożegnanie. Ruszyliśmy przed siebie, podczas gdy dość wysoka blondynka stała ciągle w tym samym miejscu. Zakomunikowałam chłopakowi, że ma na mnie zaczekać i trochę zdezorientowana ruszyłam w Jej stronę.
- Wszystko w porządku? – zapytałam z uśmiechem na twarzy. Przytaknęła tylko skinięciem głowy, chyba nadal nie dowierzając, w to, co się stało. Tak przynajmniej wyglądała. – To dla Ciebie, od tego przystojniaka. – powiedziałam, wskazując na chłopaka i dając Jej misia. Miał koszulkę z napisem ‘’Od Harrego’’, więc nie było problemu, żeby mi nie uwierzyła, że to od Niego. Zauważyłam, jak momentalnie do Jej oczu napływają łzy szczęścia. W tym momencie przyszedł Harry, który sprawiał wrażenie zaskoczonego i zadowolonego jednocześnie.
- Mam nadzieję, że Ci się podoba. – wtrącił się do Naszej konwersacji. Z ledwością odpowiedziała, że tak i podziękowała mu za podarunek. Porozmawialiśmy z Nią chwilę. Okazało się, że potrafi powiedzieć trochę więcej niż zaledwie dwa słowa. Przytuliłam Ją na zakończenie krótkiego spotkania, ale szybko zauważyłam, że nie była tym tak podniecona, jak kolejnym przytuleniem z Harrym, więc nie miałam zamiaru się sprzeciwiać ich uściskowi. Ostatecznie pożegnaliśmy się słowami ‘’do zobaczenia’’ i tym razem już bez zamiaru powrotu, ruszyliśmy przed siebie.
- Zmywajmy się stąd. – wyszeptał mi roześmiany Harry, lekko muskając mnie w głowę. Po dość krótkim czasie w pełni usatysfakcjonowani dotarliśmy na parking i odnaleźliśmy właściwy samochód. Gdy właściciel otworzył go, wygodnie rozsiadłam się na fotelu pasażera.
- Jesteś niemożliwa. – powiedział Styles z uśmiechem na twarzy i niedowierzaniem, odpalając auto.
- Dzięki, uznam to za komplement. – wyszczerzyłam się do Niego. Podsumowując, byłam naprawdę zadowolona z tego, co zrobiłam.
Całą drogę powrotną prowadziliśmy bardzo interesujące rozmowy. Tak jakoś wyszło, że opowiadaliśmy sobie epizody z życia przed poznaniem siebie. Ze szczególnym zainteresowaniem słuchałam Jego historii o podtapianiu w wannie, czy agresywnych zwierzętach na farmie Jego cioci. Oczywiście wszystko działo się, kiedy Harry był zupełnym maluszkiem, nie inaczej. Nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy do Londynu.
- Nie muszę Ci tłumaczyć drogi, prawda? – zapytałam Go. Odpowiedź była oczywista. Po prostu chciałam dać mu do zrozumienia, że ma mnie odwieźć tam, skąd mnie zabrał…
Po chwili znaleźliśmy się pod blokiem. Oboje wysiedliśmy z auta i zatrzymaliśmy się naprzeciwko siebie.
- Odprowadzisz mnie na górę, czy Ci się nie chcę? – zapytałam z niecierpliwością, przerywając ciszę. Staraliśmy się spokojnie dojść na 5. piętro, żeby uniknąć jakichkolwiek uwag sąsiadów. Różni ludzie tam mieszkali i zapewne nie wszyscy byliby zadowoleni, gdybyśmy hałasowali chwile przed północą. Delikatnie otworzyłam drzwi i oboje weszliśmy do ciemnego mieszkania. Próbowałam doszukać włącznika, ale zmęczenie trochę uniemożliwiało mi myślenie i sprawność ruchową. Po kilku wzajemnych wpadkach na Harrego połączonych razem z Naszym chichotaniem, zapaliłam światło, przez co ujrzałam Jego wesołą twarz.
- Musiałbym się już zbierać… - poinformował mnie nieco smutniej i poważniej. Nie, nie, nie. Nie chcę, żeby ten dzień się kończył, a On mnie opuszczał – pomyślałam szybko.
- A co jeśli Cię nie wypuszczę? – zwinnie znalazłam się przy drzwiach i zamknęłam je, chowając klucz do kieszeni.
- Naprawdę chcesz być zdana na moje towarzystwo przez kolejne minuty Twojego życia? – usłyszałam lekką ironię w pytaniu postawionym przez Lokowatego. Złapałam Go za rękę i pociągnęłam w stronę kuchni. Przyglądał się bacznie wszystkim moim ruchom. Nastawiłam wodę na herbatę i poszłam zobaczyć do pokoju Megan, czy się nie obudziła.
- Nie ma Jej. – powiadomiłam przyjaciela trochę zdenerwowana, usiłując się po raz kolejny do Niej dodzwonić.
- Pewnie jest u swojego chłopaka. – mówił, żeby mnie trochę uspokoić. Po chwili otrzymałam wiadomość od Megan, która potwierdziła przypuszczenia Harrego. Odetchnęłam z ulgą i przestałam zamartwiać się o przyjaciółkę.
- Jesteś głodny, prawda? – chłopak pomachał w odpowiedzi przecząco głową, ale wiedziałam, że jest głodny. Musiał być, bo ja też byłam. – Masz. – rzuciłam w Jego stronę fartuszkiem kuchennym i sama założyłam na siebie bardzo podobny.
- Co to? – zapytał trochę zdezorientowany.
-Fartuch?
- Wiem, co to jest, ale po co mi on?
- Robimy naleśniki, geniuszu. – poinformowałam Go, nie przyjmując żadnych słów sprzeciwu. Wiem, że to może niezbyt mądra opcja, no ale lepsze to, niż nic. Przecież raz na jakiś czas można sobie zrobić obiad w nocy. Moje obawy okazały się niepotrzebne. Gotowanie nie było Naszą najsłabszą stroną. Jedyną rzeczą w tym wszystkim, która nie była dość pozytywna, był bałagan, jaki zrobiliśmy. Wszystko, co było możliwe, zostało chyba przez Nas użyte. Na początku całej akcji ‘’gotujemy’’, siedziałam na blacie kuchennym i mieszałam masę. Harry stwierdził, że zajmie się rozgrzewaniem oleju, bo jest w tym profesjonalistą. Przecież nie ma nic trudniejszego od wylania cieczy na patelnię i zapaleniu gazówki… W międzyczasie opowiadał mi jakieś kawały.
- Myślę, że mógłbyś być komikiem… - zaczęłam mówić poważnym tonem.
- Naprawdę tak uważasz? – był oszołomiony.
- Tak. Może nie jakimś pożądanym komikiem, ale zawsze komikiem. – zakpiłam z Niego i Jego powagi.
- Dobre to jest? – zamoczył swojego palca w ‘’cieście’’, które przyrządzałam, umazał mi nos ową paćką i uciekł na drugi koniec kuchni.
- Dzieciak. – udałam wkurzoną i zabrałam się za konkretne smażenie. Po jakiejś godzinie zmagań, ogarnęliśmy wszystko dookoła i zasiedliśmy do stołu.
- Nie jesteśmy normalni, prawda? – zapytał roześmiany Harry.
- Nie, myślę, że jesteśmy nieźle stuknięci – zamajaczyłam trochę ze zmęczenia.
- I dobrze gotujemy. – dodał, konsumując naleśniki. Kiedy już zjedliśmy, siedzieliśmy, prawie usypiając na krzesłach. W końcu zebrałam się, żeby pozmywać i trochę posprzątać. Nie musiałam prosić przyjaciela o pomoc, bo sam zgłosił się na ochotnika. Nasze organizmy po raz kolejny trochę się ożywiły i tak zauważyliśmy, że jest już druga w nocy.
- Chcesz iść pod prysznic, czy coś? Może jakieś piżamki Panu zapodać? – zapytałam z dziwacznym akcentem, prowadząc Stylesa do mojego pokoju. Nie wiem, jak to ustaliliśmy, ale tak jakoś wyszło, że Harry miał zostać na noc…
- Idź pierwsza. – uśmiechnął się do mnie, rozglądając się po całym pomieszczeniu. Dość obojętnie przyjęłam tą wiadomość i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, zmyłam makijaż i ubrałam się w swoje dość skąpe piżamy. Luźna bluzka na ramiączkach i krótkie spodenki – najwygodniejszy zestaw do spania, pod słońcem. Trochę dziwnie się czułam, mając wyjść tam w takim stroju, bez makijażu i jakiegoś specjalnego ładu na włosach… Jednak uspokoiłam wszystkie swoje niepotrzebne emocje i poszłam nieco przerażona do swojego pokoju, gdzie czekał na mnie Harry. Chyba nawet nie zauważył, kiedy weszłam, bo był tak zajęty oglądaniem wszystkich zdjęć, wiszących na ścianach. Podeszłam do Niego i złapałam Go za ramie, stając tym samym na palcach.
- I co? Znalazłeś tam coś ciekawego? – zaśmiałam się.
Odwrócił się do mnie i zmierzył z góry na dół.
- Jeśli jeszcze Ci tego nie mówiłam, to mówię. Nie rób tak nigdy więcej. – specjalnie zaakcentowałam słowo ‘’nigdy’’. Czułam wewnętrzny i zewnętrzny paraliż, gdy obdarowywał mnie takim spojrzeniem, czyli z nieukrywaną satysfakcją, rozbierał mnie wzrokiem. Harry roześmiał się i machnął głową na znak zgody. Ostatecznie pokazałam mu, gdzie jest łazienka, aby uniknąć jakiejkolwiek rozmowy. Gdy zniknął, sama próbowałam robić wszystko, byle tylko zachować spokój. Byłam lekko podekscytowana, no może trochę bardziej niż lekko… Usadowiłam się w łóżku i wzięłam byle jaką książkę, by udać, że ta sytuacja jest jak najbardziej normalna. Kiedy Harry wrócił i pojawił się w samej bieliźnie, którą jednak nosił mimo wszystkich moich wątpliwości, czułam się trochę nieswojo... Nudna powieść stała się przez to jeszcze bardziej ciekawa niż minutę temu. Chłopak delikatnie wsunął się pod kołdrę, zajmując miejsce obok mnie.
- Chyba sobie żartujesz. – zaprotestowałam. – Śpisz w salonie!

***


Dooobry wieczór! ♥
Znowu jest trochę słodko... Trzeba to niebawem zmienić.
Rozdział jest okej? Jeśli coś Wam się nie podoba, to mam prośbę, napiszcie to!
Ponad 3000 wejść? Nieźle! : )
Z góry mówię, że nie wiem, kiedy pojawi się następny.
Mam dużo na głowie. Chyba za dużo...

A teraz pytanie za 100 punktów:
Myślicie, że Emily i Harry pasowaliby do siebie?

yes or not.jpg
Tagi:
23.03.2013 o godz. 20:53

Wybiegłam ze studia tak szybko, że nawet nie wiem kiedy znalazłam się na zewnątrz. Całe miasto było pokryte ciemnością, a na dodatek deszczem. Fakt, że nie znałam okolicy specjalnie mnie nie cieszył, ale szybkim krokiem szłam przed siebie. Po raz kolejny nie miałam pojęcia, dlaczego się zachowałam w taki, a nie inny sposób. Czasami miałam dosyć samej siebie, chociażby za to, że w trudnych sytuacjach okazywałam się przerośniętym dzieckiem. Jednak na tamten moment słowa Harrego znacznie mnie zabolały.
- Em! – usłyszałam za sobą Jego wołanie. – Gdzie idziesz? Pada!
- Nie jestem z cukru! – krzyknęłam w odpowiedzi. Już za moment czułam Jego ciepłą dłoń na swojej dłoni. Odwrócił mnie ku sobie i powiedział z uśmiechem na twarzy:
- Ja też nie. - oboje staliśmy przemoczeni do suchej nitki, wgapiając się w siebie. – Em, powiedziałem coś nie tak?
- Nie, nie… Po prostu muszę już jechać do domu. – zawahałam się i przygryzłam dolną wargę.
- Em, Ty płaczesz. – oznajmił trochę przerażonym głosem, jakbym o tym nie wiedziała. Wytarł kciukiem, spływające po moim policzku łzy.
- To tylko deszcz. – zaśmiałam się trochę sztucznie.
- Doprawdy? – Harry ponownie wytarł moją łzę, ale tym razem polizał palec.
- Wariat. – tym razem mój śmiech nie był udawany. Nie miałam na tego chłopaka siły. Był tak pozytywnie stuknięty, że nie potrafiłam się na Niego złościć. Prawda była taka, że w tej sytuacji byłam zła tylko i wyłącznie na siebie.
- To jak? Powiesz mi, o co chodzi zanim przemoknę po samą bieliznę?
- Wow! Założyłeś dzisiaj bieliznę? – zadrwiłam sobie.
Styles trochę niezadowolony z mojej reakcji posłał mi minę, która poinformowała mnie o powadze sytuacji. Liczyłam na to, że obrócimy to jakoś w żart i zapomnimy o tym, co się przed chwilą wydarzyło. Czułam, że z każdą kolejną sekundą kompromituje się jeszcze bardziej. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Naprawdę muszę jechać do domu. – dalej upierałam się przy swoim.
- Oj Em… - pokonał niewielki dzielący Nas dystans i przytulił mocno do siebie. – Jeśli powiedziałem coś nie tak, przepraszam. – pocałował mnie w czubek głowy.
- Nie Harry. – otrząsnęłam się i tym samym wyślizgnęłam z Jego objęć. Coś we mnie pękło. – Nie może być tak, że ciągle mnie za coś przepraszasz, bo zachowuje się jak kompletna idiotka. To ja przepraszam. Jestem nieobliczalną egoistką, zawsze taka byłam. Niecodziennie mam przy sobie kogoś takiego, jak Ty. Prawda jest taka, że jesteś jedyny w swoim rodzaju i cokolwiek się stanie, nikt Cię nie zastąpi, dlatego uważam, że mogłabym stracić bardzo dużo, a może nawet za dużo. Nie wiem, dlaczego chcesz to znosić, to moje głupkowate zachowanie. Może powinniśmy to skończyć. Tu i teraz, nikomu nie będzie przykro. Co Ty na to? – każde słowo z tej wypowiedzi mówiłam przez łzy. Chyba ogarnął mnie szczyt desperacji. Tak bardzo znienawidziłam się za przedostatnie zdanie. Co jeśli powie ‘’to dobry pomysł’’, albo ‘’też tak myślę’’?
- To szalony pomysł. Może i lubię imprezować, ale jak dla mnie to zbyt szalony pomysł. – chłopak poinformował mnie stanowczo. – Myślisz, że pozwolę Ci teraz odejść? – Jego ciepły głos dodał mi otuchy i wywołał na mojej twarzy uśmiech, tym samym poczułam ulgę. – Nie będzie tak łatwo, o nie. Jestem cały mokry, więc jakoś będziesz musiała mi to wynagrodzić. Nie uciekniesz, nie pozwalam. – zaśmiał się i ponownie mnie przytulił. Jestem taką idiotką, a On jest dla mnie taki dobry, za dobry. W momencie, kiedy pozwalałam mu odejść – został. Głupota. Przecież nie byliśmy parą i mógł robić, co tylko chciał, a to nic nie znaczyło. Chyba.
Harry zamówił taksówkę, bo cytuję ‘’Jest za późno, żebyś jechała teraz sama tym całym metrem. Muszę wiedzieć, że dotarłaś na miejsce , a wtedy dam Ci spokój. Oczywiście spokój na dzisiaj.’’ Tak mniej więcej wyglądała Jego wypowiedź. Bez większych tragedii w mieszkaniu byłam późno. Za późno, jak na dzień w środku tygodnia. Miałam nadzieję, że Megan już dawno spała, albo że jeszcze Jej nie było.
- No nie mów, że znowu Romeo. – usłyszałam chichot przyjaciółki od razu po otwarciu drzwi. Zdjęłam leniwie buty i tak zwane okrycia wierzchnie, które jeszcze nie wyschły, po czym od razu udałam się do salonu, gdzie siedziała Megan na kanapie, udając, że się uczy.
- Uważaj, bo uwierzę, że właśnie pochłaniasz wiedzę książkową. Siedziałaś i czekałaś na mnie, bo nie mogłaś wytrzymać z ciekawości. – zaśmiałam się i zajęłam miejsce obok Niej.
- A więc Romeo.
- Wcale nie. – wytknęłam Jej język.
- To po pierwsze, dlaczego masz taki dobry humor? Po drugie, dlaczego wróciłaś tak późno? Nie muszę pytać o po trzecie, bo argumenty po pierwsze i po drugie są wystarczająco mocne.
- Jesteś wstrętną kobietą.
- Wypraszam sobie. Tak, rozgryzłaś mnie. Czekałam tu na Ciebie i wcale się nie uczę, bo tą czynność wykonałam kilka godzin temu podczas, gdy Ty szlajałaś się z chłopakiem, którego w dalszym ciągu nie znam. – chyba była na mnie trochę zła. – Co takiego stanie się, jeśli powiesz mi chociaż jak ma na imię? Ostrzegam Cię. Nie wypuszczę Cię na kolejne spotkanie z Nim, jeśli mi Go nie przedstawisz. Zapomnij – na końcu parsknęła śmiechem, więc jednak poziom Jej irytacji, nie był jeszcze ostateczny.
- Daj spokój. Przecież tylko się przyjaźnimy. – rzuciłam na swoją obronę.
- Dobre! Możesz zbajerować tak księcia Williama, ale najlepszej przyjaciółki nie nabierzesz. – pokiwała przecząco palcem, co w Jej wykonaniu okazało się zabawnym gestem. – A teraz idę spać. Przemyśl sobie swoje zachowanie wobec biednej, zatroskanej o Ciebie, wstrętnej kobiety.
- Też Cię kocham, Megan. – ucałowałam Ją w policzek i udałam się w kierunku kuchni. Byłam trochę głodna. Zrobiłam sobie późną kolacje, po czym wzięłam szybki prysznic i udałam się spać.
- Obudziłem Cię? – usłyszałam głos Harrego w słuchawce telefonu, po naciśnięciu chyba jeszcze przez sen opcji ‘’odbierz’’.
- A jak myślisz?! Która jest w ogóle godzina?
- Słodko wyglądasz, jak śpisz. – rozmarzył się – Kilka minut przed drugą.
- Przemilczę… Stało się coś? – powoli zaczynałam kontaktować ze światem rzeczywistym.
- O której jutro, znaczy dzisiaj, jesteś dostępna? Zapomniałem zapytać… - na chwilę przerwał. - Jak teraz powiem, że tęsknie, to będzie dziecinne?
- Nie całkiem normalne, Styles. Jest druga w nocy… - zaśmiał się do słuchawki, wyczekując na moją odpowiedź. – Wszystko zależne jest od tego, ile czasu chcesz mi poświęcić. – poinformowałam Go. Do jasnej cholery, nie byłam dobra w nocnych rozmowach telefonicznych. Całe szczęście, że mnie nie widział, bo prawdopodobnie, by się przewrócił.
- Cały dzień mam wolny, w sumie to wszystkie dni z sobotą włącznie mógłbym spędzić z Tobą. – Jego entuzjazm powoli mnie rozbrajał.
- Cieszę się. Gdzie się widzimy?
- Mogę po Ciebie przyjechać?
- Okej. Bądź o 12. – nie czekając na to, co odpowie, rozłączyłam się. Stwierdziłam, że urwę się z trzech ostatnich lekcji, Megan nie będzie w domu, więc wszystko odbędzie się bez większych komplikacji.
‘’Będę punktualnie. Przepraszam, że Cię obudziłem.’’ – otrzymałam od Niego wiadomość kilka sekund po tym, jak zakończyliśmy rozmowę. On był naprawdę jakiś nieobliczalny, a w dodatku zafundował mi bezsenną noc. Nic już nie pomogło, aby ponownie zasnąć. Nie mogłam okiełznać swoich myśli, które krążyły tylko i wyłącznie wokół Jego osoby. Nasze relacje były bardzo dobre, dlatego starałam się ukryć chyba coraz to większe uczucie, jakim zaczynałam darzyć Lokowatego. W sumie to już od Naszego pierwszego spotkania. Jednak Styles mi nie pomagał. Zamiast robić coś, żeby mi przeszło, z każdą kolejną chwilą, spędzoną w Jego towarzystwie, uświadamiał mnie o swojej nieidealnej doskonałości.
Nad ranem udało mi się zmrużyć oczy. Jednak nie na długo, bo przed ósmą wparowała do mnie Megan, która wychodziła właśnie do szkoły.
- A Ty co? Żyjesz miłością i olewasz naukę? – szturchnęła mnie, co sprawiło, że się obudziłam. – Za jakieś 20. minut zaczynasz lekcję.
- Chyba zrobię sobie wolne. – usiadłam na łóżku i bezradnie rozłożyłam ręce, przypominając sobie, że na 12-nastą jestem umówiona. Musiałabym się zerwać z lekcji. – Lepiej będzie, jak w ogóle nie pojawię się w szkole, niż jak ucieknę?
- Tak. – przytaknęła rozbawiona przyjaciółka. – Idź spać, bo wyglądasz, jakbyś pracowała na roli przez ostatnie dwa miesiące. Jak coś jesteś chora, wiem, wiem. – rzuciła, wychodząc z mieszkania.
Schowałam twarz w poduszkę i głośno w nią krzyknęłam, zastanawiając się, co ja takiego wyprawiam. Stwierdziłam, że gdybym poszła dalej spać, to prawdopodobnie Harry ujrzałby mnie w piżamce, a tego nie chciałam. Mozolnie wstałam z łóżka i wybrałam z garderoby zestaw ubrań, który kiedyś połączyłam, jak bardzo mi się nudziło. Jak szaleć, to szaleć. – pomyślałam, decydując się na dość wyzywającą stylizację. Od czasu, do czasu mogłam przecież być ładniej ubrana. Zjadłam śniadanie, po czym zabrałam ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki, aby się odświeżyć i doprowadzić do całkowitego porządku. Muszę przyznać, że trochę mi to zajęło. Z włosami nie było najgorzej, bo nie wiedząc czemu zrobiły się zupełnie proste, więc je tylko rozczesałam. Twarz natomiast pozostawiała wiele do życzenia. Nałożyłam, co tylko się dało, żeby zatuszować wszelkie niedoskonałości i ślady po prawie nieprzespanej nocy. O dziwo w rezultacie tego zabiegu otrzymałam delikatny makijaż. Dobra robota, Emily – spojrzałam w lustro i pogratulowałam samej sobie w myślach. Humor oczywiście mi dopisywał, nie mogło być inaczej. Czekanie na Harrego było dość irytujące. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, bo już godzinę przed ustaloną porą, byłam gotowa. Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi westchnęłam głośno i ostatecznie poprawiłam włosy.
- Wow. – Lokowaty zastygł w bezruchu z zadowoloną miną na mój widok.
- Liczyłam na jakieś milsze przywitanie, no ale jak wolisz… - oznajmiłam sucho i złapałam Go za rękę, przez co znalazł się w niedużym przedpokoju. – Tak w ogóle to jest 12:01. Minuta spóźnienia, wstydziłbyś się.
- Nie wziąłem pod uwagę tego, ile schodów muszę tu pokonać. Następnym razem się poprawie. – pocałował mnie w policzek. - Wyglądasz… - nadal nie był w stanie powiedzieć niczego sensownego. – Bardzo dobrze.
- Dziękuję, Ty też niczego sobie. – wyszczerzyłam się do Niego i ruszyłam w kierunku kuchni. – Chcesz coś do picia? Kawa, herbata, sok?
- Może się już stąd ulotnimy? – zapytał łobuzersko.
- Jakieś szczegóły? – spojrzał na mnie, nie rozumiejąc, o co mi chodzi. – Szczegóły, co do tego, gdzie mamy się ulotnić. – uśmiechnęłam się.
- Szczegóły poznasz w swoim czasie. – Jego mina mówiła mi, że coś kombinował. Rzuciłam mu badawcze spojrzenie, na co dodał – Zabrałem Cię kiedyś w jakieś miejsce, gdzie Ci się nie podobało? Nie. – sam odpowiedział sobie na postawione pytanie. – Pamiętasz na przykład dach biblioteki? Zaufaj mi.
- Przecież Ci ufam. – przewróciłam teatralnie oczami – Wezmę tylko torebkę.
Zrobiłam tak, jak powiedziałam. Sprawdziłam jeszcze, czy wszystko w niej mam. Ubrałam kurtkę i kapelusz, który pasował do mojego dzisiejszego wizerunku, a na nogi wciągnęłam buty na koturnie.
- Możemy iść. – zakomunikowałam.
- Chodzisz w wysokich butach? – Harry nie ukrywał zdziwienia.
- Tak. Jestem dziewczyną, głuptasie. – skarciłam Go przez śmiech.
- Wiem, wiem. Tylko teraz wyglądasz… za dobrze. – wydukał, chyba sam nie wierząc w to, co mówi.
- Za dobrze na co? – zapytałam ciekawsko, jednocześnie zamykając drzwi na klucz. Chłopak tylko pokręcił głową, a z Jego twarzy nie schodził uśmiech, który eksponował Jego przesłodkie dołeczki.
Gdy znaleźliśmy się przed blokiem, zorientowałam się, że przyjechał po mnie swoim samochodem, który wyróżniał się spośród innych aut. Nieźle. – pomyślałam. – Chyba Nasza przyjaźń zbacza na nieprzyzwoity dla przyjaciół tor.
- Proszę bardzo – otworzył przede mną drzwi.
- Ty i te Twoje perfekcyjne wychowanie. – westchnęłam, siadając na miejscu pasażera. Ruszyliśmy w dobrym nastroju w miejsce bliżej mi nieokreślone. Cały czas próbowałam wyciągnąć z Niego jakiekolwiek informacje, ale to nic nie dało. Odpuściłam więc i delektowałam się chwilą, która mogłaby trwać wiecznie. Podziwiałam widoki Londynu, które pomimo tego, że znałam bardzo dobrze, ciągle robiły na mnie ogromne wrażenie. W dodatku pogoda była wymarzona, jak na dzień wolny od szkoły. A najlepszy był fakt, że obok mnie siedział Harry. Jego skupiona mina przyprawiała mnie o dreszcze na całym ciele.
- Czemu mi się tak przyglądasz? – zapytał zadowolony i wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nie przyglądam się. – prychnęłam i oderwałam od Niego wzrok.
- Zdaję sobie sprawę, że wyglądam bardzo seksownie. – zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Taa, normalnie brałabym dzień i noc. – powiedziałam z ironią, co Go znacznie rozbawiło.
- Nie wiedziałem, że jesteś taka zdemoralizowana, że myślisz o takich przyjemnościach, w dodatku ze mną w roli głównej. – ciągnął dalej tą głupawą rozmowę.
- Wiesz co? Znowu utwierdzasz mnie o stopniu Twojej zboczoności. – rzuciłam pogardliwie w Jego stronę, dusząc śmiech. Nasze wymiany zdań bardzo często nie były przesiąknięte inteligencją.
- Zboczoności? Jest w ogóle takie słowo? – wyśmiał mnie.
- Zamknij się już. – nakazałam mu i również zaczęłam się śmiać. Harry przełączył bieg i znacznie przyspieszył, a ja zorientowałam się, że wyjechaliśmy z terytorium Londynu. Jakoś zbytnio się tym nie przejęłam. Zamknęłam oczy i do głowy przyszło mi tylko jedno powiedzeni – żyć, nie umierać. Samochód był przesiąknięty damskimi i męskimi perfumami, ale te drugie zdecydowanie miały przewagę. Mocno zaciągnęłam się tym przyjemnym zapachem, oparłam się o siedzenie i zaczęłam przewracać głową ze strony lewej na prawą, mówiąc ‘’tik – tak, tik- tak’’, i tak w kółko. Lokowaty spojrzał na mnie, a ja zrobiłam to samo. Uśmiechnął się. Bacznie przyjrzałam się Jego idealnym, jak dla mnie rysom twarzy i lekko odwzajemniłam uśmiech.
- Mogę otworzyć okno? – zapytałam po chwili. Trochę zaczynało mi się nudzić, a jakoś wątpiłam w to, że zaraz nastąpi koniec podróży. Harry wyręczył mnie i na moje życzenie nacisnął przycisk, przez który szyba automatycznie się opuściła.
- Tylko nie wypadnij – zażartował.
Momentalnie na swojej twarzy poczułam przyjemne promienie słońca i lekki powiew wiatru. Podgłośniłam radio i zaczęłam śpiewać wszystkie lecące piosenki. Jeśli jakiejś nie znałam, to sama wymyślałam do niej słowa. Po jakichś 30-stu minutach znudziłam, bądź zmęczyłam się tym zajęciem, zamknęłam okno i znowu spokojnie zajęłam swoje miejsce.
- Przepraszam, ale musiałam odreagować. – usprawiedliwiłam się przed przyjacielem, który przez cały ten czas miał ze mnie niezły ubaw.
- Nie przepraszaj, świetnie śpiewasz.
- Dobre – wyśmiałam Go. – Ale dzięki. Usłyszeć taki komplement z ust artysty – bezcenne.
Chłopak posłał mi pytające spojrzenie i zakomunikował:
- Jesteśmy na miejscu – tym samym, zatrzymując samochód.
- Nie żebym była marudna, ale jechaliśmy tu jakieś dwie godziny. Radości nie da się ukryć – wyszczerzyłam się do Niego, zamykając oczy.
Wysiadłam z samochodu, widząc że chłopak robi to samo. Rozprostowałam trochę kości i dostrzegłam, że jesteśmy w jakimś wesołym miasteczku. Mimowolnie polepszył mi się humor, bo uwielbiałam takie miejsca.
- Wziąłem aparat. – poinformował mnie, wyciągając z bagażu samochodu dość dużą lustrzankę. Zaraz po tym podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę wejścia. Jak przypuszczałam, był to bardzo duży park rozrywki. Przy kupowaniu biletów, posprzeczaliśmy się trochę o to, kto ma płacić. Chciałam to zrobić sama, ale Harry niestety był bardzo uparty i zafundował mi wejściówkę. Stwierdziliśmy, że nie będziemy tracić czasu i od razu zabraliśmy się za obchodzenie wszystkich możliwych miejsc z różnymi atrakcjami. Nie trudno było zauważyć, że mój przewodnik prawie na pamięć znał rozmieszczenie całego wesołego miasteczka.
- Co powiesz na jakąś kolejkę górską?
- Harry, ja się boję takich rzeczy. Nie sądziłam, że to wszystko tutaj będzie takie duże. – powiedziałam, rozdziawiając usta na widok czegoś, na co on właśnie chciał mnie zabrać.
- Ale ja jestem z Tobą. – puścił mi oczko i przygarnął do siebie. – To miejsce jest naprawdę fajne, ale trzeba trochę poczekać, aby gdziekolwiek się dostać.
- Często tu bywasz, prawda? – zapytałam, kiedy staliśmy w niemającym końca tłumie ludzi.
- Teraz już nie. Kiedyś jeździliśmy tutaj całą rodziną, kilka razy w roku. Rodzice zabierali mnie i Gemme, ewentualnie jakieś kuzynostwo. A teraz nie traćmy czasu – zaśmiał się, wyjął aparat i zaczął robić mi zdjęcia.
- Chyba sobie żartujesz. – rzuciłam się na Niego w próbie zabrania sprzętu. Ewentualnością całej akcji było to, że wylądowałam na Jego rękach.
- Puść mnie! – śmiałam się i bezradnie machałam nogami w powietrzu. – Bo Cię ugryzę.
Chłopak natychmiast postawił mnie na ziemi. Poprawiłam bluzkę i powiedziałam dumnie, tarmosząc Jego słodki policzek, niczym pięcioletniemu chłopcu:
- Jaka ja jestem wpływowa!
Ta oraz inna kolejka ludzi, czekających na atrakcje, minęła dość szybko, a czekać i tak było warto. Dom strachów, krzywych luster, jakieś bajkowe zamki, gokarty, karuzele… W dodatku ani chwili nie nudziłam się w towarzystwie Lokowatego. Zrobiliśmy sobie masę zdjęć, co chwilę poznawaliśmy jakieś miłe osoby, albo jedliśmy jakieś słodkości, bądź fast food’y. Do tego śmiech i dobry humor Nas nie opuszczał. Najśmieszniejsze było to, że chodziliśmy ciągle, trzymając się za ręce.
- Te buty, to chyba nie był najlepszy pomysł. – zaczęłam marudzić. – Mogłeś mi powiedzieć, że to będzie aktywna wycieczka…
- Wskakuj. – wskazał swoje plecy.
- No coś Ty. Jeszcze daje radę. – roześmiałam się.
- Nie, to nie. – powiedział obojętnie i przerzucił mnie sobie przez ramie.
- Chyba zwariowałeś, puść mnie! – krzyknęłam.
Chłopak nie posłuchał i niósł mnie tak jakiś czas aż doszliśmy do jakiejś alejki pełnej ławek. Posadził mnie na jednej z nich, kazał czekać i nigdzie nie uciekać. Odetchnęłam z ulgą, że w końcu nie widzę świata do góry nogami. Robiło się już ciemno, a raczej było już ciemno. To miejsce wtedy było jeszcze piękniejsze i bardziej nastrojowe, bo wszystko było podświetlone kolorowymi światełkami.
- Zamknij oczy! – usłyszałam wołanie Harrego, zbliżającego się do mnie. Posłusznie zasłoniłam twarz dłońmi...

***


To już 10. rozdział? : O Wow, sama w to nie wierzę.
Z długością przesadziłam, wiem... : C
Chciałam Wam bardzo podziękować, że to czytacie i jeszcze macie ochotę wyrazić swoją opinię. : ) Muszę przyznać, że jest mi bardzo, bardzo miło z tego powodu.

A teraz nie marudzę i dorzucam takie zdjęcie, a co tam. ♥


Jestem Panią Styles.png
Tagi:
19.03.2013 o godz. 13:59

Brakowało milimetrów, aby Nasze usta się zetknęły. Serce próbowało wyskoczyć mi z klatki piersiowej, w brzuchu grasowało stado motyli, a dotyk Stylesa powodował, że oblewała mnie fala przyjemnego gorąca. Gdy mimowolnie stawałam na czubkach palców, usłyszeliśmy dźwięk Jego telefonu. Harry westchnął i zerknął bez większych emocji na wyświetlacz. Uśmiechnęłam się. Miałam ochotę zacząć się śmiać, ale mógłby to źle odebrać. Podobało mi się to, co się właśnie wydarzyło… Los nie pozwolił Nam na zbliżenie, na jakie oboje mieliśmy ochotę.
- Liam. – oznajmił obojętnie, przymierzając się do schowania telefonu do kieszeni.
- Odbierz! – ponagliłam Go. Uwielbiałam, kiedy był taki zamotany, bo ciesząc się bez powodu, musiałam przypominać mu o takich prostych czynnościach.
- Ktoś inny nie może się tym zająć? – słyszałam tylko zrzędzenie Lokowatego. – Rozumiem, że nie mam innego wyjścia. Tak w ogóle, masz świetne wyczucie czasu, pogratulować normalnie. – zaśmiał się. – Spadaj już, później się rozliczymy. – zupełnie rozbawiony zakończył rozmowę z przyjacielem.
- Muszę jechać do studia… - wyjaśnił mi. – Królewicz, a dokładniej, to Zayn, nie wziął swoich kluczy i sterczy teraz pod drzwiami.
- Nie musisz mi się tłumaczyć. – powiedziałam z uśmiechem. Czasami czułam się tak, jakbym miała nad Nim kontrolę, a to było trochę głupie uczucie.
- Nie muszę, ale chcę. – uniósł zalotnie brwi i pocałował mnie w policzek.
Westchnęłam tylko bezradnie, na co znowu usłyszałam:
- Pójdziesz ze mną! – przekazał mi to w taki sposób, jakby chciał zasygnalizować, że w Jego głowie zapaliła się żarówka, która oznaczała świetny pomysł. – Co Ty na to?
- No nie wiem. – odpowiedziałam, udając niezdecydowaną. Byłam pewna, że Harry nie będzie musiał mnie długo namawiać, bo i tak ulegnę. – To daleko?
- Dość, dlatego nie chciałbym iść sam. – zrobił smutną minę, po czym teatralnie zatrzepotał rzęsami.
- Okej, ale takich min nigdy więcej – zachichotałam i dźgnęłam Go lekko w bok. Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo złapał mnie za rękę i ruszył przed siebie, posyłając mi uwodzicielski uśmiech. Nie wiem, czy On na wszystkich tak działał, ale zaczynało mnie to już niepokoić.
Uzgodniliśmy, że pojedziemy metrem, a raczej ja wydałam takie rozporządzenie. Droga do przystanku zajęła Nam jakieś 15 minut. Harry założył na głowę kaptur, a na nos zsunął ciemne okulary.
- Masz rację, nikt się nie zorientuje, kim jesteś. – skrytykowałam Jego zachowanie. – Chociaż… - zaczęłam się śmiać. – Mogą pomylić Cię z Matrix’em, więc bądź co bądź, to nie Harry Styles.
- Bardzo śmieszne. Mów co chcesz, ale nie chciałbym zostać zdemaskowany. Różni ludzie jeżdżą metrem, a jak trafię na jakieś swoje fanki…
- To podpiszesz im się na czym tam sobie zechcą i ewentualnie uwiecznisz swoją dzisiejszą twarzówę na kilku zdjęciach. – przerwałam mu. - Tym samym uszczęśliwisz te kilka osób, nie wyobrażając sobie tego, że nie będą mogły zasnąć przez jakiś rok, gapiąc się w to zdjęcie… – To wszystko wydawało mi się takie…magiczne. Myślę, że to odpowiednie słowo. Wywoływanie takich emocji u innych, to musiało być cudowne.
- Wyobraź sobie, że nie zawsze jestem w nastroju na te wszystkie atrakcje. – zakomunikował, patrząc na mnie w zdumieniu.
- Wyobraź sobie, że nie całe metro szaleje za Twoją zacną osobą. – skarciłam Go i śmiałam jednocześnie.
- Powiedz mi, jak ja z Tobą wytrzymuje, co? – zapytał z ironią w głosie, gdy wchodziliśmy do metra.
To pytanie pozostawiłam retorycznym. Okazało się, że musimy przejechać kilkanaście przystanków. Uważałam ten transport za jeden z lepszych środków transportu, czego nie podzielał ze mną mój towarzysz. Trochę Nam się dłużyło, trzeba przyznać. W pewnym momencie zaczęliśmy zachowywać się dość dziecinnie. Jakieś śmiechy, wzajemne zaczepki, dzikie tańce do piosenek z mojej playlisty, wystawianie włosów za okno… Nie, to nie mogło się dziać naprawdę.
- Proszę, niech Pani usiądzie. – powiedział Harry z uśmiechem na twarzy do starszej kobiety, która wsiadła na jednym z przystanków, ustępując Jej miejsca.
- Dziękuję Ci młody człowieku. – odpowiedziała z ulgą i usiadła obok mnie.
Styles stał naprzeciwko, dlatego też robiliśmy do siebie głupie miny, czym kontynuowaliśmy poziom Naszej wspólnej głupawki. Próbowałam to jakoś ogarnąć, widząc, że ta kobieta nie spuszcza z Nas swojego wzroku, ale na darmo.
- Masz cudownego chłopaka. Dbaj o Niego i nie pozwól mu odejść. – usłyszałam Jej szept, kiedy szykowała się do wyjścia.
- Ale… - chciałam szybko wytłumaczyć, że nie jesteśmy ze sobą. Zapewne, nie uwierzyłaby w to, więc z uśmiechem na twarzy dodałam, gdy opuszczała metro – Dziękuję za radę!
Harry ponownie zajął miejsce obok mnie, informując, że wysiadamy na kolejnej stacji. Ciągle wypytywał , co takiego powiedziała mi ta staruszka. Odpuścił po kilku nieudanych próbach, gdyż poważnie się zamyśliłam. Nie odezwałam się ani słowem do końca Naszej wycieczki, gdy On całą swoją uwagę skoncentrował na mnie. Podczas gdy ja dokładnie analizowałam słowa starszej Pani, zastanawiając się, dlaczego tak powiedziała i czy to byłoby w ogóle możliwe, chłopak obserwował mnie i od czasu do czasu uśmiechał się w ciszy.
- Nie rozumiem, jaki sens jest w tym, że miałem tu przyjechać. Zayn sam mógł ruszyć swój zacny tyłek i pewnie byłby tu dużo szybciej niż My. – Harry znowu zaczął marudzić, gdy wyszliśmy z metra. Ma chyba gorszy dzień – pomyślałam. Nigdy wcześniej nie przeszkadzały mu takie sytuacje.
- Mógłbyś na to spojrzeć z innej strony. Wypełniłeś swój wolny czas, spaliłeś trochę zbędnych kalorii, a w dodatku jeszcze pomożesz przyjacielowi. – wyjaśniłam mu błyskotliwie.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak trudno jest z Nim teraz wytrzymać. – ciągnął dalej, ignorując moje słowa. – Od zerwania z Perrie zachowuje się jak koleś nie z tej planety. Powinien się cieszyć, że jest wolny, póki ma na to czas, to On nie… Zatruwa wszystkim życie. – z niedowierzaniem pokręcił głową, a ja patrzyłam na Niego w osłupieniu. Jak On mógł tak mówić? Rozumiem, mówił to, co myślał, ale powinien Go trochę zrozumieć. Spojrzał na mnie pytająco, gdy zauważył, że stoję jak posąg.
- Nie wiedziałam, że zerwali… - wydukałam, wyjaśniając. – Tym bardziej powinieneś Go teraz wspierać. Nie narzekaj już, tylko chodźmy jak najszybciej po te klucze, żebyś mógł Go jeszcze dzisiaj zabrać na jakąś imprezę, która poprawi mu humor.
- Jesteś taka mądra. –stwierdził z zachwytem, prowadząc mnie w kierunku studia.
- Ironia? Dzięki, potrafisz jednak dowartościować człowieka.
- Nie, mówię jak najbardziej serio. – otworzył przede mną drzwi. – To tutaj.
Nie żeby coś, ale się domyśliłam. Przemilczałam to, bo stwierdziłam, że już wystarczająco się dzisiaj ze sobą nie zgadzamy i nie będę mu bardziej uprzykrzała tego dnia. Harry zameldował się jakiemuś ochroniarzowi, czy komuś innemu, kto pilnował tego wszystkiego.
- Ja może tutaj poczekam. – oznajmiłam.
- Nie ma mowy. – chłopak wziął klucze od mężczyzny i złapał mnie za rękę.
Weszliśmy po schodach na drugie piętro, gdzie znajdowało się studio chłopców. Doszliśmy do luksusowych drzwi z rzucającym się w oczy napisem ‘’One Direction’’. Robiło wrażenie, muszę przyznać… Harry otworzył drzwi i gestem rąk zaprosił mnie do środka. Okazało się, że nagłówek był tylko przedsmakiem tego, co tam się znajdowało. Ogólnie inaczej wyobrażałam sobie to studio. Owszem, były jakieś konsole, sprzęty, mikrofony, oszklone pomieszczenie, ale do tego jeszcze kilkadziesiąt metrów jakiegoś dużego pokoju. Powiedzmy, że można to nazwać pokojem. Wszystko dookoła było takie przyjazne i przestrzenne.
- Gdzieś muszą tu być... – głos przyjaciela wyrwał mnie z ogólnego podziwu.
- O te klucze chodzi? – zapytałam, podnosząc zgubę z kanapy.
- Mam nadzieję, że tak. Jest breloczek ‘’Vas Happenin’’?
- W rzeczy samej. – powiedziałam przez śmiech, znajdując kolorowy napis wśród innych drobiazgowych przedmiotów.
- Jesteś kochana. – wymruczał Styles, podchodząc do mnie i chowając klucze do kieszeni. – Cieszę się, że Cię mam, wiesz? – spojrzał mi prosto w oczy, po czym wtulił się w moją szyję i oplótł swoje ręce na moich biodrach. Przyjemnie.
- A mogłabym wiedzieć, skąd te wyznania? Czegoś chcesz? Jeszcze gdzieś musisz iść i potrzebujesz towarzystwa? – zasypałam Go tymi pytaniami, na które nie zwrócił uwagi.
- Mimo tego, jaki jestem nieznośny, Ty nadal masz ochotę ze mną przebywać. To miłe. – wyszczerzył się tak, jak to było w Jego zwyczaju.
- Nie jesteś nieznośny. – powiedziałam bez zastanowienia. – No dobra, może trochę.
Milczenie, które nastąpiło po wypowiedzianych przeze mnie słowach przerwał dźwięk telefonu Harrego.
- Super. Wychodzi na to, że przyjechaliśmy tutaj bez potrzeby. – zaśmiał się z ironią w głosie po odczytaniu sms’a. - Niall wrócił Zayn’owi z odsieczą.
Uśmiechnęłam się tylko na Jego słowa i już miałam zaproponować powrót, ale momentalnie ubiegł mnie z wypowiedzią:
- Zostańmy tutaj. Proszę. – złapał mnie za rękę, jakbym miała uciec. – Na chwilę.
- Na chwilę powiadasz? – zapytałam z udawanym niedowierzaniem w głosie. – W takim razie myślę, że mogę się zgodzić.
Musiałabym nie mieć serca, odmawiając mu. Był w znacznym dołku, więc nie mogłabym Go teraz zostawić bez rozmowy. Ja Go potrzebowałam, owszem, ale On mnie też. Chociaż czasami. Myślę, że to był właśnie ten czas. Włączyliśmy składankę piosenek, którą kiedyś zrobiliśmy wspólnie. Mieliśmy dość zbliżony gust muzyczny. Zrezygnowaliśmy z wygodnej kanapy i innych szykownych mebli i zajęliśmy miejsca na podłodze. Siedziałam oparta o ścianę, a Styles leżał na moich kolanach, dzięki czemu mogłam bawić się Jego czupryną bujnych loków. To była dość szczera i długa rozmowa. O czym? O przyszłości. Dziwiło mnie to, że Jego też martwiły rzeczy, co na przykład będzie robił jutro. Przecież był sławny i mógł mieć wszystko, a jednak nie był pewien, że nie wydarzy się coś, co zmusi Go do bycia innym człowiekiem; nie był pewien, czy ludzie, dla których istnieje zespół będą mieli ochotę słuchać Ich muzyki, czy im się nie znudzi. Był po prostu zwykłym człowiekiem, który czuł i funkcjonował tak, jak wszyscy inni. Udowodnił mi to po raz kolejny.
- Em… - zaczął niepewnie, jakby zmieniając temat – A myślałaś kiedyś o Nas?
Jego głos był taki poważny, że aż się przejęłam. Przeszywał mnie swoimi tęczówkami, jakby chciał wkraść się do nieznanych nikomu zakamarków mojego umysłu. Nie miałam pojęcia, jakiej odpowiedzi oczekiwał.
- Chyba myślałam. – przyznałam, patrząc w jeden punkt przed sobą, aby nie zetknąć się z Jego spojrzeniem.
Chłopak szybko uniósł się z miejsca do pozycji siedzącej tak, aby Nasze twarze były na tej samej wysokości.
- Harry, przyjaźnimy się, tak? – nie wytrzymałam i musiałam coś powiedzieć, zanim Styles zrobiłby coś pierwszy, a ja nie będę na to przygotowana. – Uważasz, że warto to wszystko wystawiać na taką próbę? A co jeśli Nam nie wyjdzie…
- Nie mamy nic do stracenia – powiedział z nadzieją i entuzjazmem, odgarniając pasemko moich włosów. Czasami miałam wrażenie, że kompletnie mnie nie słuchał i tak właśnie się czułam, i tym razem.
- Ty może nie masz. – warknęłam ze złością i wstałam, przymierzając się do wyjścia. Harry od razu ruszył z miejsca, usiłując mnie zatrzymać.


***


Jestem zbyt uległa, no ale niech Wam będzie.
Cześć! ♥
Rozdział jest, jaki jest...
Mam mały brak pomysłów, ale jakoś to ogarnę. : )
Nie mam pojęcia, kiedy pojawi się następny, no ale wróciłam.


Dzisiaj Red Nose Day!
Louis - Ty czerwonowłosa, nieobliczalna istoto! ♥

Zdjęcie trochę nawiązujące i taaakie kochane!
To nic, że Harry tego dnia z deczka nie ogarniał... ♥



Harry - Ghana.png
Tagi:
15.03.2013 o godz. 20:20

Read all about it.

Możesz przeżyć całe życie, nie dostrzegając, że to,
czego szukasz, jest tuż przed Tobą.


Cześć, cześć, cześć! ♥
Niech ten dzień się już skończy, please.

To może Wam się wydać trochę żałosne...
Kolejnego rozdziału nie będzie.

Dziękuję wszystkim za miłe słowa, komentarze, prywatne wiadomości i czas,
jaki poświęciliście mojej osobie.

Pewnie, a raczej na pewno Was zawiodłam…
Przepraszam.

Jeśli chcecie, same dokończcie sobie tą historię. ; )

Na pożegnanie dodaję zdjęcie, które sprawia,
że na mojej twarzy zawsze pojawia się uśmiech.

~Pani Styles. ♥

Harry & Louis.jpg
Tagi:
08.03.2013 o godz. 23:53

Przez chwilę wpatrywałam się w Jego oczy, próbując wyczytać Jego emocje. Moje były tak silne, że kompletnie nie wiedziałam, co mogłabym mu odpowiedzieć.
- Nie ma co wyjaśniać. – rzuciłam chłodno, nie myśląc o tym, co mówię. – Jak dla mnie wszystko jest oczywiste. Jestem zwykłą dziewczyną i nie wypada, aby Harry Styles się ze mną zadawał. Nie jestem głupia, zrozumiałam. Nie martw się, nie będę Cię w żaden sposób nękała. Możesz już iść. – zaraz po tych słowach wbiłam swój wzrok w podłogę.
Harry stał przede mną, jak wryty. Czułam na sobie Jego wzrok, to nadal mnie krępowało. Spojrzałam na Niego i powiedziałam jeszcze chłodniej niż wcześniej:
- Idź.
Jednak nie poszedł. Zrobił coś, na co nie powinnam pozwolić. Objął mnie w talii, przywarł do mnie prawie całą objętością swojego ciała i wtargnął do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Odległość dzieląca Nas była zdecydowanie za mała. Spojrzał mi głęboko w oczy i nie wiem, jakim sposobem sprawił, że znalazłam się przy ścianie, a On stał tuż przede mną. To nie było jakieś nieprzyjemne, nie. Tylko na ten moment niestosowne. Jego bliskość przyprawiała mnie o dreszcze, ale chyba była mi potrzebna. Poczułam wewnętrzną ulgę na myśl, że jest przy mnie.
- To nie tak Emily. Nic nie rozumiesz. – powiedział drżącym głosem, gdy ja czułam Jego niespokojny, przerywany oddech na swoim ciele. - Nie odpychaj mnie teraz, proszę.
- To może łaskawie powiesz mi jak, co?– wrzasnęłam. - To nie ja Cię odepchnęłam… Zrobiłeś to pierwszy… - dodałam prawie bezgłośnie.
Harry odszedł ode mnie i zaczął krążyć po przedpokoju, jakby się zastanawiał, co ma mi teraz powiedzieć. Ja w tym czasie próbowałam sobie szybko ułożyć plan, jak mogłabym zareagować na Jego wyjaśnienie. Jednak tylko próbowałam. Tak bardzo rozpraszał mnie swoją osobą, że skupiałam się tylko i wyłącznie na każdym kolejnym Jego geście.
- Nie mam pojęcia dlaczego nie odpowiedziałem Ci tego głupiego ‘’cześć’’. – zaczął po chwili. - Nie spodziewałem się tam Ciebie, a nie chciałem, żebyś znała tamtego Harrego. – Jego słowa mnie bardzo zaciekawiły. Co On w ogóle mówił? – Później jeszcze to bezsensowne pytanie Louisa. Gdybym wiedział, że to usłyszysz powiedziałbym mu, że później mu powiem. Przecież i tak zamierzałem mu kiedyś powiedzieć. Po prostu nie chciałem, żeby zaczął tam zasypywać mnie pytaniami o Tobie... – przerwał i głęboko westchnął. Był taki słodki… - Zacząłby wypytywać: jak masz na imię, czy jesteś ładna, fajna, czy spaliśmy ze sobą. – ironicznie zaśmiał się i jakby pożałował tego, co powiedział. Spojrzał na moją reakcję. Uśmiechnęłam się, nie wiedząc czemu, a On, zwracając już całą swoją uwagę na mnie, kontynuował – To było pierwsze, co przyszło mi wtedy do głowy. Tak bardzo tego żałuję. Nie miałem pojęcia, że nie będę miał nawet okazji Ci tego wyjaśnić. Bałem się, że polubisz tamtego Harrego, tak bardzo się tego bałem… - Jego głos załamał się. - Było mi dobrze tak, jak było. Przy Tobie mogłem być sobą, prawdziwym sobą, a nie zawsze mam taką okazję. Nie odrzucałaś mnie, mimo tego, że nie chciałem Cię wtajemniczyć w życie One Direction i nie ukrywam, że bardzo mi to zaimponowało. – podszedł do mnie tak samo blisko, jak wcześniej. - Nie chciałem tego tak szybko stracić i nie w taki głupi sposób. – uniósł mój podbródek, by po raz kolejny spojrzeć mi w oczy. – Przepraszam Cię, Emily i teraz już mogę iść… - dokończył. - Po prostu musiałaś to wiedzieć.
Kiedy to powiedział moje oczy zatrzymały się na Jego ustach. Powoli docierały do mnie Jego słowa. Wszystko zatrzymało się w miejscu. W tym momencie. Mimo, że przez cały ten czas od tego zdarzenia, zaklinałam, że nie chcę Go znać, czekałam na Jego wytłumaczenie. Byłam strasznie ciekawa, co chcę mi powiedzieć, a kiedy już to zrobił, po prostu mnie zatkało. Moje ciało wypełniło wewnętrzne ciepło. Nareszcie zrozumiałam. – pomyślałam. Zorientowałam się, że muszę jakoś zareagować, gdy Harry powolnym krokiem, kierował się w stronę wyjścia.
- Zaczekaj – złapałam Go za rękę w momencie, gdy chciał chwycić za klamkę. – Nie odchodź.
Odwrócił się do mnie pełen nadziei, w Jego oczach pojawił się znany mi blask. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić:
- Jak dla mnie… - przygryzłam swoją wargę z tej całej niepewności, która mnie ogarnęła. – Dla mnie Harry Styles jest tylko jeden, czy Ci się to podoba, czy nie. – stwierdziłam, że na tym skończę swoją wypowiedź i unikając tego, co mogłabym mu wyznać, pospiesznie się w Niego wtuliłam. Z początku był trochę zaskoczony tym, co zrobiłam, ale już po chwili objął mnie równie mocno.
- Czy to znaczy, że… - nie dałam mu dokończyć i mimowolnie powiedziałam:
- Tak, to znaczy, że masz mnie dalej przytulać. – chłopak uśmiechnął się na moje słowa i oczywiście mnie przytulił. Chciałabym zawsze mieć tą pewność, że nic mi nie grozi kiedy jest obok. Władały mną jeszcze niespełnione marzenia małej dziewczynki i wieczna chęć napawania się Jego zapachem. Właściwie, nie wiedziałam, czy zrobiłam dobrze, wybaczając mu. Wszystko, co mi powiedział nie musiało być kierowane prosto z serca. Przecież mógł mnie… zbajerować? Jednak niezależnie od tego, co to dokładnie było – uwierzyłam w to. A jedyną rzeczą, której byłam wtedy pewna było to, że nie wybaczyłabym sobie, gdybym pozwoliła mu odejść.
- Jesteś wspaniała. – Harry przerwał tą piękną chwilę i uczynił ją jeszcze piękniejszą.
- Bez przesady. – zaśmiałam się.
Znowu mogłam patrzeć w te Jego tęczówki, znowu mogłam mu zaufać, znowu mogłam rozpływać się przez Jego obecność, znowu mógł działać na mnie zbyt nieodpowiednio… Znowu był sobą.
- Zdaję się, że gdzieś wychodziłaś? – zapytał. – Nie chciałem tak przychodzić bez zapowiedzi, ale nie dałaś mi innego wyjścia… - tłumaczył się.
- Nie wracajmy do tego. Jesteś za? – uniosłam rozpromienioną twarz.
- Jestem za. – odpowiedział i pocałował mnie w czoło. Mimo tego, że z jednej strony chciałam Go, Jego ciepłych słów, czułych gestów, wiedziałam, że musimy trochę przystopować.
- Wiesz co… W sumie to tak, wychodziłam. – ponownie się uśmiechnęłam. – Myślałam o jakimś spacerze. – dodałam niepewnie.
- No to na co czekamy? Chodźmy! – rzucił Harry. Był bystrym chłopakiem, bez wątpienia i od razu zrozumiał moją aluzję.
Kręciliśmy się bez sensu po Londynie, pijąc kawę. Po raz kolejny rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, śmialiśmy się. Jednak Styles wydawał się momentami jakiś nieobecny i zamyślony.
- Emily, jest jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju – oznajmił nareszcie.
- Jaka dokładnie? – zapytałam wyraźnie zaciekawiona.
- Wybiegłem wtedy za Tobą… W tej galerii – nieśmiało przerwał ciąg dalszy swojej wypowiedzi. - Wiem, wiem, mieliśmy do tego nie wracać.
- Mów. – ponagliłam Go, bo byłam jeszcze bardziej ciekawa do czego tym razem dążył.
- Wybiegłem za Tobą i zobaczyłem, jak przytulasz się do jakiegoś chłopaka – Jego twarz przybrała dość dziwny wyraz. – Nie mówiłaś, że kogoś masz. – dorzucił szybko, kierując swój wzrok na mnie. O mało nie zakrztusiłam się kawą.
- Bo nie mam. – wzruszyłam. – To Luke. – dodałam z zauważalną pogardą w głosie. Harry nie odpuścił i widziałam, że zamierza zadać o Nim jakieś pytanie. – Powiedzmy, że to mój kolega. Możemy usiąść? – wskazałam ławkę, obok której właśnie przechodziliśmy.
- Przepraszam, nie powinienem pytać. – powiedział zakłopotany, siadając obok mnie.
- Nie, w porządku. – uśmiechnęłam się do Niego najcieplej, jak potrafiłam. – Po prostu nie lubię o Nim rozmawiać. W ogóle Go nie lubię.
Harry odgarnął kosmyk moich włosów, który opadał mi na posmutniałą twarz.
- Zrobił Ci coś? – zapytał bardzo poważnie.
- Nie. – skłamałam i przytuliłam się do Niego. Czułam, że się rozklejam, a chciałam jakoś tego uniknąć. Próbowałam powstrzymać łzy uczuciem, że mam obok siebie kogoś tak wyjątkowego, jak Harry. – Chyba tęskniłam. – roześmiałam się, wyjaśniając mu swoje zachowanie.
- Ja też. – odpowiedział, przygarniając mnie do siebie.
Tamtego dnia spędziliśmy ze sobą jeszcze mnóstwo czasu. Zresztą tak, jak we wszystkie kolejne dni. Każdą wolną chwilę poświęcaliśmy na wspólne spotkania, godzinne rozmowy i wzajemne robienie sobie wstydu… Od incydentu w Westfield minęły jakieś trzy miesiące, a ja ani razu nie zawiodłam się na Harrym. Bardzo mi na Nim zależało. Nie wyobrażałam sobie dnia bez usłyszenia chociaż przez telefon Jego głosu. Uzależniłam się od Niego. Nic dziwnego, w końcu się przyjaźniliśmy. Jak to się stało? Sama nie wiem.

Wyszłam ze szkoły przed 16. Dzisiejsze popołudnie miałam spędzić z Panem Lokowatym. Długo się nie widzieliśmy. On miał jakieś niekończące się próby, a ja mnóstwo zajęć. Cieszyłam się jednak, że zawsze znajdujemy dla siebie chwilę. Trochę głupio się czułam wiedząc, że potrzebuję Go znacznie bardziej niż jako przyjaciela. Oczywiście nie mogłam mu tego powiedzieć, bo to pokomplikowałoby wiele spraw, a co najważniejsze więź, jaką między sobą stworzyliśmy. Ufałam mu, miałam w Nim największe wsparcie, a On jak to wiele razy mi powtarzał: „Cieszył się z faktu, że ma kogo do siebie przygarnąć’’.
Idąc przez park, wyjęłam telefon, aby zadzwonić do Niego, że już skończyłam lekcje i jestem wolna. Nie zdążyłam wykonać zaplanowanej czynności, bo ktoś zaszedł mnie od tyłu, objął i uniósł nad ziemią.
- Cześć maleńka! – przywitał mnie Harry i cmoknął w policzek.
- Po pierwsze, to miałeś nie mówić na mnie maleńka, po drugie jesteś wariatem, który przyprawia mnie o zawał, po trzecie możesz mnie już postawić. – powiedziałam roześmiana na jednym wydechu. –A tak w ogóle, to cześć.
- No nie wiem, nie wiem. Jeśli dostanę coś w zamian… - zawsze się ze mną droczył. Odstawił mnie na ziemie i dodał z tym swoim szczerym uśmiechem – Czekam.
Posłałam mu minę w stylu ‘’Serio?’’ i wtuliłam się w Niego. Nie mogłam się już dłużej powstrzymać, więc wykorzystałam daną mi okazję i przełamałam dzielący Nas dystans.
- Jesteś niemożliwa. – wyszeptał mi do ucha.
- Ja? – zbulwersowałam się i jednocześnie oderwałam od chłopaka. – Przepraszam bardzo, ale to nie ja tutaj straszę innych.
- Będziesz mi to wypominała do końca życia? – znowu zaczął się ze mną droczyć, a takie sarkastyczne teksty były na porządku dziennym. Mogłam się z Nim powyzywać i powygłupiać, a jednocześnie poważnie porozmawiać, czasem się wypłakać… To wszystko właśnie, co Nas łączyło, napędzało mnie do życia.
- Nie. – wytknęłam mu język i zignorowałam Jego dalsze zaczepki.
- To co tam u Ciebie? – zapytał po dłuższej ciszy, zerkając na mnie.
- Nic ciekawego. – zamyśliłam się. – No dobra, ogólnie jest świetnie.
Harry posłał mi natychmiast minę, która mówiła mi, że mam mu dokładnie wyjaśnić, o co chodzi. Zawsze chciał wiedzieć, co się u mnie dzieje i byłam mu bardzo wdzięczna za to, że ma ochotę wysłuchiwać takich głupot.
- Pierwsza rzecz, to pogoda. Jest coraz cieplej i aż chcę się żyć. – powiedziałam do przyjaciela i zaciągnęłam się świeżym powietrzem. – Później szkoła. Wszystko porusza się w dość dobrym kierunku… Przedstawienie jest już prawie dopracowane i niedługo mamy premierę, na którą oczywiście będziesz zaproszony. – szturchnęłam Go ramieniem. – A ostatnia rzecz, to ogólnie ludzie…
- Ludzie?
- No tak. Ty, Luke, Megan…
- Słyszę Luke i moje życie nabiera barw. – syknął Harry.
- Ej, o co Ci chodzi? – przystanęłam w miejscu.
- O nic… Jak mówiłaś, że trochę Go polubiłaś, nie sądziłem, że będzie osobą, która czyni Twój świat świetnym.
- Jesteś zazdrosny. – wybuchłam śmiechem.
Styles zignorował to, co powiedziałam i ruszył dalej. Wow – pomyślałam.
- A jak u Ciebie? Co z wczorajszą randką? – zaczęłam radośnie, mimo tego, że niezbyt dobrze czułam się z faktem, że umówił się wczoraj z jakąś seksowną blondynką.
- Randką? Proszę Cię… - rzucił pogardliwie.
- Tak, randką. Nie opowiesz mi jak było? – zrobiłam smutną minkę.
- Emm, nie było żadnej randki. – zaśmiał się. – Nie mam nastroju na gierki tego typu. Chyba jestem już dużym chłopcem. – zamyślił się.
- Dużym chłopcem? Co Ty nie powiesz… Nie zauważyłam. – powiedziałam ironicznie.
- Mówię, jak jest…
- A jak jest? – wykorzystałam to, że Harry był w lekkim dołku i chciałam się nad Nim trochę poznęcać. Byłam wredna, wiem.
- Emm.. – przeciągnął z lekką irytacją.
- No co? Ja się o Ciebie martwię! Rozumiesz? Martwię się! – mówiłam, prawie sylabując mu te słowa, aby zrozumiał. – Mógłbyś mi powiedzieć, kiedy ostatnio byłeś umówiony z jakąś dziewczyną, tak na serio? Ja nie chcę nic mówić, ale masz już trochę lat i zacznij się troszczyć o to, by nie zostać wiecznym kawalerem. – zaśmiałam się na końcu, sama nie wierząc w to, co powiedziałam. Przecież to było niemożliwe. Mógł mieć każdą dziewczynę, ale nie wiedząc czemu, naprawdę miał gdzieś te wszystkie laski, które się do Niego kleiły…
- Bawi Cię to? Nieładnie, naprawdę nieładnie panno Emily. – Harry również był dość rozśmieszony tą całą sytuacją. – Tak bardziej serio, to chyba masz rację… Nawet nie wiem, czy potrafię się jeszcze całować. – wzdrygnął.
- Nie żeby coś, ale to można sprawdzić w bardzo prosty sposób. – uśmiechnęłam się, ale gdy dotarło do mnie to, co powiedziałam, sama nie miałam pojęcia, czemu to zrobiłam. Mówię zbyt bezpośrednio, zdecydowanie. – stwierdziłam w myślach. Jednak było już za późno… Zatrzymaliśmy się wśród innych przechodniów. Harry jedną ręką objął mnie w pasie, a drugą chwycił delikatnie moją twarz. W Jego oczach zobaczyłam radość i… pożądanie? Przybliżając się do Niego wzięłam głęboki oddech i wodząc oczami po Jego ustach, przygryzłam dolną wargę…


***


Joł... ♥
Może nie spodziewaliście się takiej retrospekcji, ale musiałam trochę ruszyć do przodu, bo już nie mogłam wytrzymać. Rozdział ogólnie da się przeczytać?
Osobiście do tego również nie jestem przekonana...
Do następnego! : )


Hi guys! ♥
Młodzi, piękni & bogaci. :D



Hi guys..jpg
Tagi:
03.03.2013 o godz. 18:15

Wyjęłam słuchawki z uszu i odwróciłam się. Przed sobą ujrzałam nikogo innego, jak Luke’a. Zamurowało mnie, ale byłam tak pogrążona w tym, co stało się kilka minut temu, że jakoś mało mnie obchodziło, co tutaj robił i czego ode mnie chciał. Szczerze mówiąc liczyłam, że zobaczę przed sobą Harrego. Nie mogłam uwierzyć, że tak o mnie powiedział, że tak po prostu uznał, że mnie nie zna… Nie wymagałam od Niego wiele, nie kazałam mu przedstawiać mnie chłopakom. Mógł chociaż uśmiechnąć się do mnie porozumiewawczo… Zrozumiałabym przecież, cokolwiek chciałby mi przekazać.
- Emm, nie płacz – Luke podszedł do mnie i otarł kciukiem, spływające po moich policzkach łzy. – Co się stało?
Nie zamierzałam mu odpowiadać. Nie lubiłam Go. Nie po tym, co kiedyś było między Nami. Kiedyś, czyli jakiś rok temu. Wiedziałam, że mogłabym mu zaufać, bo jednak był moim przyjacielem. No właśnie, był. Nie zamierzałam do tego wracać i nie chciałam mieć z Nim nic wspólnego. On chyba myślał sobie coś innego. Przytulił mnie opiekuńczo i powiedział cicho:
- Nie wiem przez kogo płaczesz, ale już mam ochotę Go zatłuc.
Po tych słowach, wypowiedzianych z Jego ust oderwałam się od Niego. Nie mam pojęcia dlaczego.
- Emm, w tą sobotę zachowałem się jak dupek. Przepraszam. – powiedział w końcu po chwile trwającej ciszy, dzięki której trochę się uspokoiłam.
- Daj spokój, zawsze się tak zachowujesz. – syknęłam i skierowałam na Niego swój wzrok. Zauważyłam, że Jego usta zaciskają się w cienką kreskę. Przerywając znowu Nasze milczenie, dodał:
- Emm, nie mogę czegoś zrozumieć. Nie dopuszczasz mnie do swojego życia, to po pierwsze, a po drugie traktujesz mnie jak kolesia, który jest skończonym idiotą. Przecież nie jestem taki, nie przy Tobie, znasz mnie. –Jego łamiący się głos przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Może miał rację. Skreśliłam go tak momentalnie, nie przemyślając tego. Każdy przecież ma prawo popełnić błąd. Luke był świetnym przyjacielem, muszę przyznać. Pewnego dnia jednak przegiął. Od tego czasu wmówiłam sobie, że Go nienawidzę, a On stał się typowym podrywaczem, któremu chodziło tylko o jedno. Takie przynajmniej robił na wszystkich wrażenie. Czyżby znudziła mu się ta gra?
- Nie mam ochoty o tym gadać. Nie teraz, mam ważniejsze sprawy na głowie. Muszę iść – oznajmiłam szybko i odwróciłam się na pięcie, czując że łzy znowu napływają mi do oczu. Co za dzień – pomyślałam.
- Emm, ale to też jest ważne! Chcę wszystko naprawić, chcę, żeby było jak dawniej! – usłyszałam Jego wołanie za mną. Nie miałam jednak ochoty zwracać na to uwagi, mimo że i tak zwracałam. Moje życie po raz kolejny spłatało mi figla. Nie dość, że Harry, to jeszcze On. W najmniej pożądanym momencie, zjawił się ponownie. Najbardziej zabolało mnie to, że to, co mówił chociaż w małym stopniu było prawdą. Ciągle się oszukiwałam… Przecież uwielbiałam to ‘’Emm’’ wypowiadane z ust mojego byłego przyjaciela. Kiedy Megan nie miała dla mnie czasu, zawsze był On. W sumie to nawet był wtedy, kiedy Megan miała dla mnie czas. Trzymaliśmy się zawsze razem, w każdej chwili. I tak było co najmniej jakieś 8 miesięcy. Jednak wszystko kiedyś musi się skończyć i nic nie będzie w stanie tego przywrócić….
Jak ostatnia zwłoka dotarłam do domu. Całe szczęście, że w środku zastałam przyjaciółkę. Poza tym, że tu nocowała, to trudno było Ją tu ściągnąć. Jednak miała niesamowite wyczucie czasu i kiedy Jej najbardziej potrzebowałam, była i to mi wystarczało. Już na samym wejściu dałam Jej do zrozumienia, że musimy pogadać. Opowieść zaczęłam od soboty, a raczej od piątku. Oczywiście nie powiedziałam Jej, o kogo dokładnie chodzi i dla dobra zaistniałej sprawy, zmieniłam trochę dzisiejszą sytuację.
- Oj Emily… - zaczęła Megan. – Musisz być silna, a wiem, że jesteś. Ten Twój cały Romeo pewnie chciał zaliczyć Cię na tej imprezie, a że pokrzyżowałaś mu plany, to ma Cię gdzieś. – te słowa mnie znacznie zabolały. Nie mogła tak mówić, nie znała Go… – Co do Luke’a – przyjaciółka ciągnęła dalej. – Nie wiem, co o tym myśleć. Nie daj mu się zwieść, to chyba wystarczy. Jesteś rozsądną dziewczynką.
- Ale On uderzył w mój najczulszy punkt – westchnęłam. – Wyrzuty sumienia.
- Nie, tylko nie to – zaśmiała się Megan. – Z mojej strony wygląda to tak, że zna Cię zbyt dobrze i nie udało mu się z Tobą, tak jak z każdą, więc próbuje Cię podejść z innej strony.
- Megan! – wrzasnęłam na Nią. – Nie wszystkim chodzi tylko o to, rozumiesz? – byłam naprawdę zła. – Chodzi o coś więcej, tylko jeszcze nie wiem o co.
- Ciężka misja, kochana, ciężka misja – podsumowała.
Nie miałam ochoty dłużej ciągnąć tej rozmowy. Zrobiłam sobie ciepłą herbatę i poszłam przygotować się na jutrzejszy dzień w szkole. Wtorek – pomyślałam – Tsa. Tydzień? Szybko mnie rozgryzł. Zbyt szybko. – pogardziłam samą sobą. Na moim telefonie ciągle pojawiały się nieodebrane połączenia, ale żadne z nich nie było od Harrego. Miałam ochotę znaleźć Go, gdziekolwiek teraz był i nawrzeszczeć na Niego, że jest straszny, a ten Jego urok osobisty, to tylko taka maska, ale to byłoby największym kłamstwem wypowiedzianym z moich ust. Był wspaniały. Ten moment był momentem, w którym stwierdziłam, że mam dość siebie, swojego życia i wszystkiego, co miałam dookoła. Poszłam wziąć prysznic, a później starałam się zasnąć. Wszystkie moje starania oczywiście poszły na marne, a kolejne dwa tygodnie, które w tym czasie przyszło mi przeżyć były najdłuższymi dwoma tygodniami milczenia, pustki i niepowodzeń w moim życiu.

Z każdym kolejnym, mijającym dniem było gorzej. Luke po raz kolejny namieszał mi w głowie i po prostu zniknął. Za każdym razem, kiedy mijał mnie szkolnym korytarzem, posyłał mi ciepły uśmiech, jakby nic się nie stało. To był idealny czas, w którym mógł zapracować sobie na kolejną szansę, ale jeśli nie chciał… Megan chyba miała rację. Po raz kolejny. Natomiast Harry… Od kilku dni próbował się do mnie dodzwonić. Wieczorem, sprawdzając telefon miałam przynajmniej 5. nieodebranych połączeń od Niego. Tak, specjalnie nie nosiłam ze sobą komórki, aby o Nim nie myśleć i chociaż w ten sposób nie niszczyć sobie każdego dnia. Jednak okazało się, że nawet to nie poskutkowało. Tak właściwie, to po co do mnie dzwonił? – ciągle nurtowało mnie to pytanie.
Tego popołudnia czułam, że oszaleje, jeśli w trybie natychmiastowym się gdzieś nie ewakuuję. Oczywiście w mieszkaniu siedziałam sama. Przyjaciółka miała zawalony terminarz sesjami zdjęciowymi i byłam z Niej dumna. Chociaż komuś się w życiu powodzi – myślałam. U mnie wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Moja rozrywka polegała na szkole i odrabianiu prac domowych. Mimo tego, że się starałam i przykładałam, nic mi nie wychodziło. Czegoś ciągle brakowało... Cholera, w tak krótkim czasie zwariowałam na punkcie Stylesa – zauważyłam. Wyłączyłam telewizor i wstałam z miejsca. Nie miałam pojęcia, gdzie mogłabym pójść. Opcji miałam wiele, to w końcu Londyn. Wzięłam torbę, klucze i otworzyłam drzwi z myślą, że dzisiejsze wyjście pomoże mi w wykombinowaniu planu na nowe, lepsze życie. Wtedy jednak stało się to, czego najmniej się spodziewałam. Ujrzałam znajomą sylwetkę chłopaka, odwróconego do mnie tyłem i trzymającego ręce na głowie. Kiedy dostrzegł mnie, czy usłyszał, odwrócił się. Poczułam nagły uścisk w brzuchu, wszystkie wnętrzności zaczęły się przewracać, a może to po prostu takie wrażenie? Staliśmy teraz twarzą w twarz… Harry zamierzał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo cofnęłam się i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Zsunęłam się po nich w dół i usiadłam na podłodze. Byłam totalnie… zszokowana? Sama nie wiem. Przecież nie przewidziałam tego, że mógł tutaj przyjść. W dodatku dzisiaj, kiedy zamierzałam uporać się z samą sobą i wziąć się w garść. Spędziłam tak dłuższą chwilę, aż w końcu opanowałam wszystkie emocje. Zdecydowałam się ponowić moją próbę opuszczenia mieszkania. Miałam nadzieję, że już Go tam nie będzie. Nie pukał, nic nie mówił, więc pewnie poszedł – dodałam sobie otuchy. Jednak wewnętrzy głos podpowiadał mi, że tak nie będzie. Niepewnie otworzyłam drzwi. Stał tam…Totalnie zakłopotany, a zarazem pociągający, oparty o futrynę. Czekał… - pomyślałam. Sprawiał wrażenie zakłopotanego… Na Jego widok od razu chciałam się uśmiechnąć, ale coś mnie od tego powstrzymało.
- Emily… - wydukał moje imię, podnosząc swój wzrok prosto na mnie. – Ja przyszedłem wszystko wyjaśnić.

***


Trolololo, schrzaniłam... Aż brak mi słów.
Wyobrażam sobie Wasze miny po przeczytaniu tego... : c Przepraszam.

Miał być dedyk, więc jest. Pozdrawiam Kasia69! : *
Dziękuję wszystkim za komentarze pod poprzednim rozdziałem! ♥

Życzę miłego tygodnia.
Do życzeń dorzucam zdjęcie Niall'a!
Kochany Niall... ♥


Nie wiem, jak Wy, ale ja umieram na myśl o Ich koncertach...
O tym, że są takie świetne, a mnie nie będzie na żadnym z nich...
Jednak nie łamie się, liczę na cud! : )
Niall.jpeg
Tagi:
25.02.2013 o godz. 16:21